Afrodyzjaki: cała prawda o ich działaniu
Autor Karol Zaborowski - 29 Września 2019

Czy afrodyzjaki faktycznie działają?

Afrodyzjaki znane są na całym świecie i czasami mogą przybierać naprawdę niecodzienne formy. Każdy z nas pewnie słyszał o rzekomym cudownym działaniu truskawek z czekoladą, czy też ostryg. Jednak w innych częściach świata za afrodyzjaki uznaje się naprawdę dziwne dania i produkty takie jak, chociażby penis tygrysa, krew kobry, czy też róg nosorożca. Jednak co na to wszystko mówi nauka?

Afrodyzjaki znane są na całym świecie i zapewne każdy z nas już nie raz w swoim życiu słyszał o kolejnych produktach, czy też daniach, które miały zapewnić mu niezapomniane przeżycia podczas upojnej nocy. W końcu kto by nie słyszał o cudownych działaniach czekolady, ostryg, czy też “hiszpańskiej muchy”, którą znają także nasi rodzice. Co więcej, od osób, które je zażywają, faktycznie można usłyszeć, że tkwi w tym ziarnko prawdy, a inni są wręcz zachwyceni efektem, który otrzymali. Jednak podchodząc do tego od strony chłodnej nauki stwierdzenie, że “u mnie to działa”, nie jest miarodajnym wynikiem. Do tego, aby faktycznie stwierdzić, czy dany środek pobudza nasze libido potrzebne są specjalne badania naukowe.

Afrodyzjaki kontra nauka

Niestety często już tak bywa, że jeżeli weźmiemy pod lupę przekonania powtarzane od pokoleń i sprawdzimy je pod kątem naukowym, to prawda może okazać się zupełnie inna, niż moglibyśmy się spodziewać. Tyczy się to również afrodyzjaków, z których część została dokładnie prześwietlona przez naukowców i z badań tych wynika, że niestety większość z nich nie ma nic wspólnego z pobudzaniem naszego libido.

Co więcej, niektóre z tych specyfików przynoszą wręcz więcej strat niż korzyści i wprost nie poleca się ich ze względu na to, że mogą być niebezpieczne nawet dla naszego życia. Tyczy się to właśnie “hiszpańskiej muchy”, bufetonina, czyli toksyna z ropuchy i “miód obłędu”. Co prawda, niektóre z tych substancji faktycznie ma na nas jakieś działanie, ale nie takie jakbyśmy oczekiwali, a dodatkowo są dla nas zwyczajnie szkodliwe i mogą doprowadzić nawet do śmierci. Znany jest, chociażby przypadek, kiedy małżonkowie po doustnym zastosowaniu “miodu obłędu” zmarli na skutek zawału serca.

Niebezpieczeństwo wynikające z zażywania tego typu specyfików wynika nie tylko z toksyczności, ale również z tego, że bardzo ciężko ocenić ich odpowiednią dawkę, przez co bardzo łatwo z nimi przesadzić, a to może skończyć się tragicznie.

Na szczęście nie wszystkie rzekome afrodyzjaki są dla nas tak niebezpieczne i co ciekawe, niektóre z nich nawet po przebadaniu przez naukowców faktycznie wykazują pewne działania, o które nam wszystkim chodzi. Co prawda, jest ich mało, ale zawsze, a w ich skład wchodzi, chociażby żeń-szeń, który faktycznie ułatwia osiągnięcie erekcji. Co ważne, roślina ta podczas badań wykazała większą skuteczność niż placebo, czego nie można powiedzieć o czekoladzie, czy też ostrygach.

Jednak nie oznacza to, że po zastosowaniu nawet tych najbardziej klasycznych afrodyzjaków, które wiadomo, że nie powinny działać z naukowego punktu widzenia, nie osiągniemy faktycznego spełnienia i oczekiwanego efektu. Jest to wywołane dwoma czynnikami, a mianowicie efektem placebo oraz otoczką, którą wokół nich tworzymy. Bo jeżeli para przed zbliżeniem tworzy romantyczną atmosferę i nawzajem karmią się truskawkami zanurzonymi w czekoladzie, to ich mózgi będą kojarzyć to danie właśnie z takimi odczuciami. A to już faktycznie może nas pobudzić i sprawić, że nasze libido wzrośnie.

Następny artykuł