Białoruś: lekarz tłumaczy, jak funkcjonują szpitale
pixabay.com/DarkoStojanovic
Autor Barbara Bujar - 29 Sierpnia 2020

Lekarz przerwał milczenie. Wyznał co się dzieje w Białoruskich szpitalach

Białoruś wciąż zmaga się z demonstracjami, które trwają tam od 9 sierpnia. Obywatele protestują przeciwko wynikowi wyborów prezydenckich, co nie podoba się władzy i doprowadza do licznych awantur, bójek oraz aresztowań. Poszkodowani uczestnicy zgromadzeń wymagają pomocy lekarskiej, a to wcale nie jest takie proste. Dyrektor Oddziału Intensywnej Terapii w Szpitalu Ratunkowym w Mińsku postanowił zabrać głos. Zdradził, jak traktowani są białoruscy medycy. Jego słowa są przerażające.

Białoruś nie może spać spokojnie. Od 9 sierpnia na ulicach kraju trwają demonstracje, których uczestnicy nie zgadzają się z rezultatami wyborów prezydenckich. Protestanci twierdzą, że wyniki zostały sfałszowane, a urzędujący dotychczas Aleksandr Łukaszenka nie powinien już dłużej zajmować najwyższego stanowiska w państwie. Sytuacja jest bardzo poważna, a w wyniku licznych bójek Białorusini wymagają pomocy lekarskiej. Niestety, sytuacja medyków także nie jest prosta. Władze nie dopuszczają ich do pacjentów, nawet gdy ci posiadają odznaki Czerwonego Krzyża.

Polskę obiegły tragiczne wiadomości. Odszedł wybitny PolakPolskę obiegły tragiczne wiadomości. Odszedł wybitny PolakCzytaj dalej

Białoruś w obliczu demonstracji. Władza utrudnia pracę lekarzom

Jak ustalił portal o2.pl, sytuacja na Białorusi jest znacznie gorsza, niż mogłoby się wydawać. Przemoc stosowana jest tam nie tylko wobec manifestantów, ale także pracowników służby zdrowia, którzy z całych sił starają się pomóc potrzebującym. O utrudnieniach, z jakimi spotykają się białoruscy lekarze, opowiedział w rozmowie z serwisem Svaboda dyrektor Oddziału Intensywnej Terapii w Szpitalu Ratunkowym w Mińsku, Yury Sirash.

Kiedy 9 sierpnia na terenie Białorusi wybuchły protesty, a wzburzeni obywatele wyszli na ulice, lekarze wiedzieli, że czeka ich prawdziwe wyzwanie. Podczas pierwszych dni poturbowani pacjenci przyjmowani byli w głównej mierze do lokalnego szpitala wojskowego. Jak stwierdził Sirash, pracownicy placówki mieli już doświadczenie w podobnych sytuacjach i wiedzieli, jak skutecznie zająć się obrażeniami doznanymi wskutek postrzałów albo granatów. Z czasem władze zaczęły coraz bardziej utrudniać ich działania.

Lekarze próbowali wyjeżdżać karetkami na ulice i tam nieść pomoc najbardziej potrzebującym. Niestety, takie sytuacje najczęściej kończyły się pobiciem lub aresztowaniem medyków. Nie pomagały im nawet odznaki Czerwonego Krzyża. W końcu ogłoszono zakaz. Zgodnie z nim zespoły medyczne nie mogą na własną rękę wychodzić do potrzebujących. Mimo wszystko cały czas starają się to robić, ponieważ wiedzą, że obywatele ich potrzebują.

Dzisiaj grzeje: 1. Ministerstwo Zdrowia wydało ważną wiadomość dla wszystkich uczniów. Warto o nim pamiętać
2. Ledwo zatwierdzili jeden, a już szykuje się następny podatek. Kluczową datą 1 września

Stan pacjentów często jest bardzo poważny. Lekarz białoruskiej placówki wyznał, że poszkodowani przychodzą do niego zaraz po opuszczeniu aresztu, a ich obrażenia są przerażające. Bolesne rany i posiniaczone części ciała doprowadzają ich do okropnego bólu. W takich przypadkach lekarze uświadamiają sobie, że nie mogą odpuścić i jednoczą się, by wspierać obywateli. W związku z zatrzymaniami jest ich jednak coraz mniej. Doprowadza to do tego, że ranni boją się czasem prosić o pomoc.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Powrót do szkoły. W podstawówce odwołano apel, zamiast niego będzie msza w kościele
  2. Magdalena Ogórek przeszła osobisty dramat. Niewielu ma świadomość, co się wydarzyło
  3. Wydano ostrzeżenia drugiego stopnia. Zagrożenie dla zdrowia i życia
  4. Koronawirus w szpitalu. Natychmiast wstrzymano przyjęcia pacjentów
  5. Druga fala koronawirusa i kolejny lockdown? Szef Kancelarii Premiera wyjaśnił, jakie plany ma rząd
  6. W czasie ślubu pan młody zalał się łzami, gdy zobaczył, co robi panna młoda. Niezwykła historia

Następny artykuł