Diagnoza stawiana przez ponad 15 lat
Autor Karol Zaborowski - 30 Października 2019

Na diagnozę czekała 15 lat. Kiedy stwierdzono u niej nieuleczalną chorobę, poczuła ulgę

Poprawnie postawiona diagnoza powinna opierać się na szczegółowym wywiadzie zebranym od pacjenta, a także specjalistycznych badaniach, które definiowane są przez objawy, na jakie uskarża się chory. Pani Bogumiła po ponad 15 latach błędnych diagnoz dowiedziała się, że cierpi na nieuleczalną chorobę.

Diagnoza mówiąca, że cierpimy na nieuleczalną chorobę, potrafi zwalić z nóg. Jednak w przypadku pani Bogumiły wywołała poczucie ulgi. Kobieta przez lata pracowała jako nauczycielka w przedszkolu, co dawało jej masę przyjemności i poczucie spełnienia zawodowego. Niestety w pewnym momencie pani Bogumiła zaczęła odczuwać paraliż połowy twarzy, problemy ze wzrokiem i choć brzmi to dziwnie, bóle włosów.

Pierwszą diagnozą postawioną przez lekarza rodzinnego był półpasiec, który został szybko wyeliminowany przez laryngologa. Specjaliści w dalszym ciągu nie wiedzieli, co dolega pacjentce, a jej objawy ustały samoistnie po pewnym czasie.

Karetka zgubiła swojego pacjenta. Przerażające nagranie obiegło internetKaretka zgubiła swojego pacjenta. Przerażające nagranie obiegło internetCzytaj dalej

Diagnoza zajęła lekarzom ponad 15 lat

Kiedy pierwsze objawy same zniknęły w tajemniczych okolicznościach, pani Bogumiła wróciła do normalnego życia. Niestety, kiedy choroba ponownie dała o sobie znać, to uderzyła ze zdwojoną siłą. Pewnego dnia kobieta obudziła się z potwornym bólem oraz paraliżem połowy ciała.

- W 2003 roku urodziłam drugie dziecko, syna. Po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy. I po dwóch tygodniach sparaliżowało mnie od pasa w dół. Obie nogi mi zdrętwiały i czułam ogromny ból. Nie mogłam chodzić. Lekarz rodzinny stwierdził, że to zapalenie korzonków - wspomina pani Bogumiła cytowana przez portal Onet.pl.

Jednak po pewnym czasie objawy również same ustały. Sytuacja powtarzała się kilkukrotnie w ciągu 15 lat, aż w końcu doszło do tego, że kobieta słabła z każdym dniem i musiała zrezygnować ze swojej pracy. U pani Bogumiły w tym czasie zdiagnozowano między innymi rwę kulszową, problemy z korzonkami, a od jednego z lekarzy usłyszała, że to zwykłe przewianie.

W końcu kobieta trafiła na lekarkę, która postanowiła zlecić rezonans magnetyczny głowy oraz odcinka szyjnego kręgosłupa. Po przeprowadzeniu badania od razu pojawiło się podejrzenie nieuleczalnej choroby, a dokładniej stwardnienia rozsianego. Pani doktor była zdziwiona, że żaden lekarz już wcześniej nie wpadł na ten trop, ponieważ objawy kobiety były wręcz książkowe.

- Potem powiedziała mi, że jest zdziwiona, że żaden z lekarzy nie podejrzewał wcześniej, że mogę mieć SM, bo moje objawy były wręcz książkowe. Kazała mi też od razu po powrocie do domu zmienić lekarza rodzinnego - dodaje pani Bogumiła.

Kolejne badania potwierdziły wcześniejsze podejrzenia i u pani Bogumiły stwierdzono stwardnienie rozsiane, niestety na skutek wielu lat błędnych diagnoz, kobieta nie mogła w porę rozpocząć wczesnego leczenia. Mimo wszystko pani Bogumiła odczuła ulgę, ponieważ teraz przynajmniej wie, na co choruje i może podjąć właściwe leczenie.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Eksperyment wymknął się spod kontroli. Sześcioro dzieci urodziło się martwe
  2. 7-miesięczny chłopiec umarł w swoim łóżeczku. Winny okazał się przedmiot codziennego użytku
  3. Popularne leki wycofane z aptek w całej Polsce. Zawierają rakotwórczą substancję

Następny artykuł