Dr Beata Małachowska, laureatka Nagrody Zaufania Złoty Otis 2020 w kategorii „Debiut naukowy w medycynie”
fot. Archiwum Prywatne
Autor Bożena Stasiak - 19 Października 2020

Dr Beata Małachowska: Szukam nowych rozwiązań w medycynie

Rozmowa z dr Beatą Małachowską z Zakładu Biostatyki i Medycyny Translacyjnej UM Łódź. Podwójne gratulacje! Z okazji przyznania Nagrody Zaufania Złoty Otis 2020 w kategorii „Debiut naukowy w medycynie” oraz świeżego doktoratu, który obroniła Pani pod koniec 2019 roku. Przyznam, że po zapoznaniu się z Pani dotychczasowymi osiągnięciami zawodowymi jestem pod ogromnym wrażeniem. Już tyle nagród, wyróżnień, wśród których były studencki Nobel w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu, stypendium START i L’Oreal dla Kobiet Nauki oraz staże zagraniczne, m.in. w Japonii, Holandii, Meksyku.

Praca naukowa od dawna była moją pasją. Już od początku studiów na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Medycznego w Łodzi zaangażowałam się w pierwsze projekty naukowe. Potem nawiązałam kontakt z dr. Wojciechem Fendlerem i znalazłam się w projekcie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, kierowanym przez prof. Wojciecha Młynarskiego. W projekcie prowadzono pierwszy w Polsce screening genetyczny dzieci z podejrzeniem klinicznym występowania cukrzycy o podłożu monogenowym (z defektem pojedynczego genu). Dzięki temu programowi udało się zdiagnozować zespół HNF-1B – MODY u kilku rodzin z całej Polski, identyfikując tym samym pierwszą taka grupę chorych w naszym kraju.

Cukrzycy pozostała Pani wierna i później.

W 2013 roku dołączyłam do zespołu prof. Wojciecha Fendlera, który prowadził projekt dotyczący roli mikroRNA (niewielkich cząsteczek kwasu rybonukleinowego) w patogenezie rzadkich form cukrzycy. Były to niejako rozwinięcie i kontynuacja wcześniejszego projektu prof. Młynarskiego.

Od 2017 roku sama jestem kierownikiem projektu Narodowego Centrum Nauki, w którym badamy rolę pewnego metabolitu – kwasu lizofosfatydowego – w patogenezie zespołu HNF-1B – MODY.

A Pani praca doktorska też wiąże się z cukrzycą.

Tak, moja rozprawa nosi tytuł „Profilowanie metabolomiczne ostrych powikłań cukrzycy typu 1 u dzieci”.

Już określenie „profilowanie” sugeruje, że chodzi o duże zbiory danych biologicznych, do czego niezbędna jest złożona analiza statystyczna. I to tłumaczy Pani obecne miejsce pracy, w Zakładzie Biostatystyki i Medycyny Translacyjnej. Dla mnie translacja to po prostu tłumaczenie. A medycyna translacyjna to…

Ma kilka definicji, ale ja lubię mówić o tym, że jest to budowanie mostu pomiędzy badaniami naukowymi a praktyką kliniczną. Będąc z wykształcenia lekarzem z ukończonym Studium Medycyny Molekularnej oraz intensywnym treningiem w analizie danych, staram się niejako tłumaczyć, przenosić najnowsze odkrycia z zakresu medycyny molekularnej na nowe możliwości terapeutyczne dla pacjentów.

Medycyna translacyjna to nowa dyscyplina naukowa, wymagająca współpracy wielu różnych dziedzin, które często posługują się zupełnie innymi językami – w przenośni, ale czasem i dosłownie określając te same zjawiska innymi nazwami.

Dobrze się Pani czuje w laboratorium?

Szczerze? Nie bardzo! Wole pracę przy komputerze. Bardzo interesuje mnie analiza danych, w różnych aspektach i dotycząca rozmaitych dziedzin medycyny, nie tylko cukrzycy, choć, jak już wspomniałam, mam do niej niezwykły sentyment. Analiza funkcjonalna, biologia systemowa, projektowanie nowych biomarkerów, leków, terapii z wykorzystaniem nowoczesnych technik komputerowych – to właśnie jest to. Na tym polu chcę rozszerzać swoje umiejętności i wciąż szukać nowych rozwiązań.

Zapewne niezwykle korzystny pod tym względem okaże się staż w Nowym Jorku?

Bardzo na to liczę. Będę się tam zajmowała przede wszystkim oddziaływaniem promieniowania jonizującego na organizm, tym, w jaki sposób zmienia się metabolizm oraz układ immunologiczny pod jego wpływem. To roczny staż, który z pewnością zaowocuje nowymi doświadczeniami.

Ale powróci Pani do Łodzi?

Oczywiście, tu na pewno będę miała wiele do zrobienia.

Następny artykuł