dziecko z dusznościami
pexels.com Pixabay
Autor Natalia Niewczas - 19 Sierpnia 2020

U 1,5-rocznego Maksa zdiagnozowano katar, kilkanaście godzin później już nie żył. Okropna pomyłka w polskim szpitalu

Dziecko męczył katar - tak zaczyna się ta zakończona najczarniejszym z możliwych scenariuszy historia. Maks zachorował podczas rodzinnych wakacji. Rodzice postanowili przerwać urlop i poszukać dla syna fachowej pomocy. Z pewnością nie spodziewali się tego, co niebawem miał zaserwować im los.

Dziecko na początku sierpnia zaczęły męczyć dokuczliwe objawy, katar i wysoka temperatura. W drodze powrotnej z wakacji do domu w Łancucie rodzice uznali, że nie będą dłużej odkładać wizyty u specjalisty - zatrzymali się w szpitalu w Pucku. Ich zdaniem to właśnie tam los Maksa został przypieczętowany.

25-latka cierpiała na ból migdałków, lekarze wyciągnęli z jej gardła coś zaskakującego. Miała kłopoty przez zjedzenie popularnego dania25-latka cierpiała na ból migdałków, lekarze wyciągnęli z jej gardła coś zaskakującego. Miała kłopoty przez zjedzenie popularnego daniaCzytaj dalej


Dziecko trafiło do szpitala z dusznościami i gorączką

Dziecko zostało przyjęte w Poradni Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej. Tam poddano Maksa badaniom, które, jak utrzymują rodzice, pozostawiały jednak wiele do życzenia. Zdaniem opiekunów medyczne oględziny były zdecydowanie zbyt pobieżne. Jako przyczynę problemów z oddychaniem lekarka rozpoznała spływający do krtani katar. Jak podaje portal puck.naszemiasto.pl, zaraz po tym Maks dostał zastrzyk i został odesłany do domu, rodzice twierdzą, że nie został nawet dokładnie zbadany. Po długiej podróży zmęczona rodzina czekała już tylko na sen. Rano miało spotkać ich najgorsze.

Około godziny 10:00 następnego dnia ojciec Maksa wstał, by kupić zalecony przez lekarkę inhalator. Jego uwagę zwróciła panująca w pomieszczeniu cisza. Syn przestał oddychać. Mężczyzna zareagował natychmiast: na miejsce przyjechały dwie karetki, z Łańcuta oraz z Rzeszowa. Reanimacja trwała przeszło godzinę, lecz wysiłki ratowników nie przyniosły spodziewanych efektów. Chłopiec zmarł.

Jeszcze tego samego dnia rodzice dziecka rozmawiali z prokuratorem, a dzień później przedstawiali swoją wersję wydarzeń na policyjnej komendzie. Prokuratura w Łańcucie wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci przez pracownicę szpitala w Pucku. Wedle wstępnych ustaleń śmierć dziecka wywołała ostra rozedma płuc i powstały w obrębie mózgu obrzęk. Na temat zaistniałej sytuacji wypowiedziała się prezes szpitala w Pucku, Weronika Nowara. Zaznacza, że na ten moment szpital nie zajmuje w tej sprawie żadnego stanowiska.

Dzisiaj grzeje: 1. Jej objawy były książkowe. Lekarze nie mogli postawić diagnozy przez ponad dekadę
2. Nawet nie przyjdzie ci do głowy, za co jeszcze wlepią mandat 500 zł. Zapamiętasz na długo

- W obecnej chwili szpital nie ma możliwości zająć konkretnego stanowiska. Nie mamy żadnych dokumentów, które po wszczęciu postępowaniu znalazły się w posiadaniu prokuratury i rodziny dziecka. Mamy tylko naszą dokumentację medyczną. Wynika z niej, że lekarz swoje zadanie wykonał poprawnie. Natomiast, czy zrobił to naprawdę poprawnie, czy nie - zweryfikują odpowiednie służby - tłumaczy Weronika Nowara. Lekarce może grozić od 3 miesięcy do nawet 5 lat pozbawienia wolności.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Media obiegła smutna informacja. Nie żyje "Grażka"
  2. Nagle trafił do szpitala, bliscy współpracownicy proszą o modlitwę. Niespodziewane, tragiczne doniesienia, chodzi o znanego kardynała
  3. Objawy niewydolności serca. Nie wolno ich lekceważyć
  4. 25-latka cierpiała na ból migdałków, lekarze wyciągnęli z jej gardła coś zaskakującego. Miała kłopoty przez zjedzenie popularnego dania
  5. Kobiety w ramach eksperymentu piły codziennie sok pomidorowy przez 2 miesiące. Efekty zaskoczyły nawet naukowców
  6. Wytykali ją palcami, więc schudła 100 kg, by w dniu ślubu swojego eks wyglądać lepiej niż panna młoda

Koniecznie obejrzyj nieziemsko prosty i szybki przepis na przepyszny posiłek!

Następny artykuł