Lekarze w całej Europie rozkładają ręce. Ostatnia deska ratunku dla małego Frania

Franio Rusielewicz walczy o życie
siepomaga.pl/serduszkofrania
Autor Barbara Bujar01.12.2020

Franio Rusielewicz walczy o życie. Chłopiec cierpi na poważną wadę serca. Lekarze z całej Europy nie są w stanie mu pomóc. Jedynym ratunkiem dla 3-latka jest operacja w Stanach Zjednoczonych. Zabieg kosztuje jednak kilka milionów złotych. Rodzice Frania błagają o pomoc.

Franio Rusielewicz jest jednym z podopiecznych fundacji Siepomaga. Chłopiec ma zaledwie trzy lata, a za sobą już mnóstwo wizyt u polskich i zagranicznych lekarzy. Niestety, żaden ze specjalistów nie może mu pomóc.

Nowe raportowanie statystyk zakażeń koronawirusem? NFZ wydał zarządzenieNowe raportowanie statystyk zakażeń koronawirusem? NFZ wydał zarządzenieCzytaj dalej

Trwa walka o życie małego Frania. Operacja w USA jest dla niego jedynym ratunkiem

Franio urodził się z wrodzoną wadą serca. Lekarze zdiagnozowali u niego zrośnięcie pnia płucnego z ubytkiem przegrody międzykomorowej i naczyniami krążenia obocznego. Chłopiec od razu został objęty specjalną opieką. Niestety, specjaliści z Polski nie byli w stanie mu pomóc. Odesłali go do kliniki we Włoszech.

- Po ratunek dla synka wyjechaliśmy do Włoch – w miejsce, w które odesłali nas lekarze z Polski. Tam w szpitalu w Rzymie operuje profesor Carotti, znany kardiochirurg, który podjął się leczenia Franka. Operacja była refundowana przez NFZ ze względu na brak możliwości leczenia synka w kraju – piszą rodzice chłopca na stronie fundacji Siepomaga.

Operacja trwała 12 godzin. Po zakończeniu lekarze poinformowali rodziców, że wszystko odbyło się zgodnie z planem i dziecku nie grożą żadne powikłania. Po czasie okazało się jednak, że prawda była zupełnie inna. Podczas zabiegu najprawdopodobniej doszło do komplikacji.

- Pojechaliśmy na echo serca w Polsce (…) Wylądowaliśmy w szpitalu w Katowicach, gdzie Franuś miał mieć znów poszerzone naczynia płucne (…) Przyszedł lekarz. Powiedział nam, że nasze dziecko ma sprawne tylko jedno płuco, że serce jest bardzo przeciążone, że niestety nic nie zrobił i zrobić nie może. W Rzymie doszło do powikłania, co zostało przed nami zatajone. Czuliśmy się oszukani. To, co miało być naprawione, okazało się zupełnie zniszczone – dodają.

Walka o życie Frania zaczęła się od nowa. Niestety, w całej Europie nie było dla niego ratunku. Zrozpaczeni rodzice zaczęli szukać za oceanem. W końcu trafili na prof. Hanleya ze Stanów Zjednoczonych, który już wcześniej uratował kilkoro dzieci z Polski. Wierzą, że specjalista mógłby pomóc także ich synkowi.

- W takim stanie, w jakim jest teraz, nasz synek nie dożyje dorosłości. Franuś rośnie, a jego serce w pewnym momencie nie da już rady pompować krwi. (…) Brak leczenia to dla Frania wyrok śmierci. Bez ratunku nasz synek któregoś dnia po prostu się udusi. (…) Jedyna nadzieja jest za oceanem, w profesorze Hanleyu, który ratuje małe serca, którym nikt inny nie daje szans – wyznają.

Franio Rusielewicz został zakwalifikowany do badań, które ostatecznie potwierdzą, czy może podejść do zabiegu w Stanford. Operacja jest jednak bardzo kosztowna. Rodzice chłopca potrzebują na nią blisko 5 milionów złotych. Wierzą, że dzięki zbiórce pieniędzy i pomocy specjalistów ich synek otrzyma szansę na spokojne życie.

Teksty wybrane dla Ciebie:

Właściwości zdrowotne mandarynek. Wiele osób nie wyobraża sobie bez nich świątWłaściwości zdrowotne mandarynek. Wiele osób nie wyobraża sobie bez nich świątCzytaj dalej

- Nie mamy czasu do stracenia, dlatego błagamy o ratunek – apelują.

Jeżeli chcesz wesprzeć zbiórkę i pomóc Franiowi wrócić do zdrowia, kliknij TUTAJ.

RMF FM: W pracy jednak bez maseczki? Rząd szykuje kolejną zmianę rozporządzeniaRMF FM: W pracy jednak bez maseczki? Rząd szykuje kolejną zmianę rozporządzeniaCzytaj dalej

Zobacz także w naszych serwisach:

Następny artykuł