Karetka: tragczny w skutkach transport 44-letniej pacjentki
Autor Karol Zaborowski - 4 Listopada 2019

Serce pacjentki zatrzymało się jeszcze w karetce. "Lekarka nie była zainteresowana losem pacjentki"

Karetka w wielu przypadkach stanowi najlepszy możliwy transport dla pacjenta, którego problemy zdrowotne wybiegają poza możliwości oferowane przez niektóre szpitale. Tak też było w przypadku 44-letniej Doroty z Białegostoku. Kobieta potrzebowała przeszczepu serca, jednak kiedy przybyła już na miejsce jej stan był krytyczny.

Karetka miała przetransportować 44-letnią Dorotę, która zgłosiła się do szpitala w Białymstoku. Koszmar kobiety rozpoczął się 18 czerwca, kiedy udała się do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku celem ustawienia nowego leku. Niestety jej stan zdrowia bardzo szybko się pogorszył i lekarze podjęli decyzję o natychmiastowym przetransportowaniu pacjentki do placówki w warszawskim Aninie.

Niestety niemożliwe okazało się użycie śmigłowca, ponieważ aparatura niezbędna do utrzymania 44-latki przy życiu zwyczajnie nie zmieściłaby się do niego. Z tego też względu postawiono na karetkę transportową, której dodatkowo zapewniono asystę policyjną. Wyglądało na to, że pani Dorota otrzyma niezbędną pomoc, najszybciej jak się tylko da. Niestety jej transport zakończył się tragedią.

Gabriela Kownacka była kochana przez miliony fanów. Choroba, która ją zabrała diagnozowana jest u tysięcy PolekGabriela Kownacka była kochana przez miliony fanów. Choroba, która ją zabrała diagnozowana jest u tysięcy PolekCzytaj dalej

Karetka nie zdążyła na czas

O wszelkich nieprawidłowościach prokuratura została poinformowana przez policjantów, którzy mieli zapewnić karetce bezpieczny przejazd pomiędzy szpitalami. Niestety funkcjonariusze dopatrzyli się licznych błędów ze strony zespołu pogotowia, który miał zająć się w tym czasie pacjentką.

- Chora została przygotowana do transportu w sposób profesjonalny, wykorzystujący wszystkie możliwości, jakie daje współczesna medycyna. Ponadto lekarze z USK ponadstandardowo poprosili o wsparcie policji, by usprawnić transport pacjentki do Warszawy – wyjaśnia Katarzyna Malinowska-Olczyk z USK.

Jak donosi Fakt, z zeznań policjantów wynika, że obecna w karetce lekarka „nie była zainteresowana losem pacjentki”. Zamiast przebywać z pacjentką na tyłach karetki, pani doktor siedziała u boku kierowcy. Co więcej, kiedy serce 44-latki przestało bić, lekarka miała w tym czasie stać obok karetki i palić spokojnie papierosa.

Na jaw wyszło także, że kierowca karetki nie posiadał odpowiednich uprawnień, aby kierować pojazdem uprzywilejowanym, przez co za kierownicą zasiadł ratownik medyczny. Media donoszą, że podczas transportu pani Doroty w karetce skończył się tlen, który był dla kobiety niezbędny, aby uratować jej życie.

- To zupełne bzdury. Tlen się skończył, ale mieliśmy drugą butlę. Musieliśmy przepiąć reduktor. Pani doktor była przy pacjentce. Przewóz był realizowany prawidłowo - odpowiada Michał Brzeski z firmy M Medica cytowany przez Fakt.

Mąż 44-latki relacjonuje, że jego żona do Anina trafiła w stanie krytycznym, który wywołany był skrajnym niedotlenieniem. Pacjentka miała w tej placówce otrzymać nowe serce i życie, a zamiast tego, po 10 dniach od przyjęcia została odłączona od aparatury podtrzymującej życie. Lekarze wtedy też stwierdzili u pacjentki śmierć mózgową.

- Dorota do Anina trafiła w stanie krytycznym. Sina z niedotlenienia. Po 10 dniach została odłączona od aparatury, bo jej mózg nie żył - mówił mąż pani Doroty.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Zostawili bliźniaki pod opieką niani. Wszystko zarejestrowała ukryta kamera
  2. 26-latek w ciężkim stanie trafił do szpitala. Wszystko przez napoje energetyczne
  3. Kobieta zemdlała na szpitalnym korytarzu. Ratownik medyczny zamiast jej pomóc, po prostu odszedł

Następny artykuł