Karetka: pacjentowi nie została udzielona pomoc przez 3 godziny
Autor Karol Zaborowski - 9 Października 2019

Karetka przez 3 godziny krążyła pomiędzy szpitalami. Nikt nie chciał przyjąć pacjenta

Karetka powinna jak najszybciej zabezpieczyć, a także zawieźć pacjenta do szpitala, gdzie będzie można udzielić mu pełnej pomocy medycznej. Niestety co jakiś czas trafiają do nas doniesienia o kolejnych sytuacjach, kiedy to pacjent przewożony jest z jednego szpitala do drugiego i tak w kółko.

Karetki pogotowia wyjeżdżają nie tylko do wypadków, czy też osób, które zadzwoniły pod numer 112. Niekiedy niezbędne jest szybkie przewiezienie pacjenta z jednego szpitala do drugiego. Najczęściej zdarza się to, kiedy dana placówka nie może pacjentowi zapewnić odpowiedniego zaplecza, jeżeli chodzi o sprzęt lub też odpowiedni oddział, na który powinien trafić.

W tym wypadku Powiatowy Szpital w Łęcznej na Lubelszczyźnie wezwał karetkę Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie, aby przewieźć pacjenta, który zgłosił się na tamtejszy SOR. Wszystko dlatego, że szpital w Łęcznej nie dysponuje oddziałem dermatologicznym, a u mężczyzny pojawiła się bardzo silna reakcja alergiczna wywołana lekiem na epilepsji. Zanim została mu udzielona pomoc, minęły 3 godziny.

Karetka krążyła pomiędzy szpitalami przez 3 godziny

Stan mężczyzny był bardzo zły, a na jego nogach na skutek pojawienia się u chorego pęcherzycy pojawiły się ropiejące rany, przez co w każdej chwili mogła u niego rozwinąć się sepsa, która stanowi realne zagrożenie dla życia. Ze względu na brak odpowiedniego oddziału personel szpitala w Łęcznej postanowił odesłać pacjenta do Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego w Lublinie, w którym działa klinika dermatologiczna.

Kiedy pacjent został przewieziony do szpitala, okazało się, że dermatologa już nie ma w placówce, ponieważ pełni swój dyżur jedynie do godziny 15. Co więcej, lekarz z izby przyjęć stwierdził, że nie ma możliwości skonsultować chorego, przez co karetka została odesłana do innego szpitala.

Tym razem załoga karetki została skierowana do Wojskowego Szpitala Klinicznego w Lublinie, gdzie pojawił się ten sam problem. Okazało się, że również i w tej placówce dermatolog obecny jest jedynie do godziny 15, przez co ponownie nie było nikogo, kto mógłby się zająć pacjentem w stanie zagrożenia życia.

Karetka ponownie musiała przetransportować chorego do innej placówki, jednak tym razem udało się pacjenta przyjąć do szpitala. Jak podaje Polsat News, chorym zajął się w końcu Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Lublinie, w którym mieści się oddział alergologiczny. Teraz całą sprawą zajmuje się NFZ, który sprawdza, jak doszło do tego, że chory w tak złym stanie był przerzucany z placówki do placówki przez 3 godziny.

To nie do pomyślenia, że w mieście wojewódzkim pacjent z bardzo poważnym dermatologicznym powikłaniem nie może liczyć na pomoc, zwłaszcza w nagłym przypadku. Takie sytuacje mogą się w każdej chwili powtórzyć - mówił lekarz obecny w karetce tego feralnego dnia w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim.

Następny artykuł