Kobieta spędziła na SOR-ze 9 godzin. Postanowiła opisać, co tam ujrzała, nie dla osób o słabych nerwach

Kobieta spędziła 9 godzin na SOR-ze
unsplash.com/Brandon Holmes
Autor Barbara Bujar04.01.2021

Kobieta, która w tekście dla „Przeglądu” opisała swoją wizytę na SOR-ze, przez 9 godzin ze złamaną ręką czekała, aż zostanie przyjęta przez lekarza. Obok siedzieli cierpiący ludzie, a rano na oddziale była pacjentka z podejrzeniem COVID-19. „Czy to musi być zorganizowane w ten bałaganiarski sposób?” – pyta Beata Igielska.

Po wizycie na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym kobieta pisząca dla „Przeglądu” postanowiła podzielić się swoją historią. Beata Igielska, której dokuczał silny ból prawej dłoni, zaczęła od telefonu do przychodni. Niestety, tam nie miała na co liczyć.

- Lekarz pierwszego kontaktu z miejsca informuje, że jeśli będę próbowała załatwić sprawę przez przychodnię, pochodzę ze złamaną ręką kilka dni, a chyba tego nie chcę. Każe natychmiast jechać na SOR – pisze Igielska.

Czekała na SOR-ze 9 godzin. Wcześniej na oddziale przebywała kobieta z podejrzeniem COVID-19

Zgodnie z zaleceniem lekarza rodzinnego autorka tekstu udała się na pobliski Szpitalny Oddział Ratunkowy. Było zimno, padał śnieg, a przed wejściem czekało już kilka osób. Niestety, jedynym pomieszczeniem, do którego wpuścił ich żołnierz strzegący drzwi, był mały przedsionek, w którym unosił się niezbyt przyjemny zapach.

- Babcia, ledwo trzymając się na nogach, chodzi o balkoniku, ma planową wizytę. (…) Jest z nią synowa. Prosi, żeby tę starą kobietę wpuścić do przedsionka – żołnierz, terytorials, zgadza się z wahaniem. W małym pomieszczeniu są już trzy osoby. Zaraz ktoś na niego huknie, bo od rana jest popłoch. Była kobieta z podejrzeniem COVIDu. (…) Szybko analizuję, czy bardziej opłaca mi się stanie na mrozie i śniegu, czy bycie w ciasnym przedsionku śmierdzącym resztkami jedzenia z kosza na śmieci. Wybieram smrodliwe ciepło – opisuje.

Smutne doniesienia o stanie zdrowia Elżbiety II. „Został jej miesiąc życia, może mniej”Smutne doniesienia o stanie zdrowia Elżbiety II. „Został jej miesiąc życia, może mniej”Czytaj dalej

Żołnierz, o którym wspomina w swojej opowieści Beata Igielska, bardzo chętnie pomagał oczekującym na wizytę, szczególnie tym w podeszłym wieku. Sam SOR jednak nie zachęcał – plaster przy domofonie wyglądał, jakby nikt nie wymieniał go od początku pandemii, płyn odkażający nie był używany nawet przez pacjentów po badaniu pulsoksymetrem, a personel nie miał pojęcia, kiedy lekarz będzie mógł przyjąć potrzebujących.

W ciągu 9 godzin czekania Beata Igielska poznała wiele osób – babcię z balkonikiem, która „zamiatała połami płaszcza brudną podłogę”, pana skaczącego na jednej nodze, bo drugą najwyraźniej miał złamaną, starszą kobietę z objawami ataku serca, dziadka ze zdrętwiałą nogą i woreczkiem na mocz wystającym spod spodni oraz dziewczynę bez maseczki, która z sino-blado-żółtym odcieniem twarzy informuje, że zaraz zacznie wymiotować.

Autorka przybyła na SOR około godziny 10:00, blisko 14:00 poinformowano ją, że ortopeda zjawi się nie prędzej niż za cztery godziny. Musi bowiem przyjąć pacjentów przybyłych karetkami pogotowia. W międzyczasie w poczekalni pojawiali się kolejni pacjenci, a objawy siedzących już wcześniej, doskwierały im coraz bardziej.

- Pani bez maseczki coraz bardziej zielono-żółta, babcia czytająca książkę coraz bardziej przypomina kłębuszek, druga babcia coraz mocniej kaszle. Do ortopedy chce się szybko dostać (żartowniś) chłopak z zerwanym mięśniem. Pechowy zeskok z ciężarówki. Cierpi.(…) Moja ręka zaczyna naprawdę nieprzyjemnie pulsować bólem. Ortopedy ani widu, ani słychu. Na SOR ściągają kolejni kaszlący i prychający, kolejni zawodzący: pomocy – czytamy.

Pierwsze przyjęcia zaczęły się około godziny 16:00, kiedy wspominana babcia „poszła leczyć nerki”. Inni czekali jednak dalej. Igielską i pacjenta z zerwanym mięśniem przyjęto prawie dwie godziny później. W końcu, po ośmiu godzinach czekania, kobieta dowiedziała się, że ma złamaną rękę. W drodze z prześwietlenia była świadkiem kolejnej przerażającej sytuacji.

- Wracam pod gabinet. Znów długo czekam na doktora. Obok leży staruszka – prosi o basen, nikt nie słyszy, więc idę do siostry. Ona zaczyna się kłócić z pielęgniarzem, kto ma podać ten basen. Kobieta od pół godziny basenu nie dostaje. Wreszcie przychodzi salowa: – Pani sika w pampersa, rozniosę kolacje, to suchego pani dam – relacjonuje autorka.

Wizyta na SOR-ze trwała przez 9 godzin. Przez ten czas kobieta nie dowiedziała się niczego oprócz tego, że ma złamaną rękę, którą ortopeda nastawił i włożył do gipsu. Resztę miała wyczytać z wypisu – „longeta przedramienna (czytaj gips), elewacja kończyny (czytaj unoszenie), chłodzenie 3 x 15 minut”.

- Do cholery, czy każdy pacjent musi wiedzieć, co to jest longeta przedramienna? Gdy drukarka pracowała, pan doktor nie mógł mi powiedzieć, o co chodzi? I czy SOR-y naprawdę muszą być zorganizowane w ten bałaganiarski sposób? (…) W drodze do domu myślę, czy poranna kobieta miała COVID. Jeśli tak, wszystkie osoby z SOR-u, w tym ja, siedząca tam dziewięć godzin, jesteśmy osobami z kontaktu. Za tydzień dowiemy się, czy nie trafiła nas zaraza. Po objawach – dodaje kobieta.

Artykuły polecane przez redakcję Pacjenci.pl:

Następny artykuł