Kobieta pozwała lekarza, który prowadził jej poród
Autor Karol Zaborowski - 9 Października 2019

Kobieta rodziła, stojąc na łóżku. Kiedy dziecko przyszło na świat usłyszała „Zobacz, co to”

Kobieta podczas porodu zazwyczaj martwi się jedynie o to, aby jej dziecko przyszło na świat zdrowe. Niestety czasem nawet jeden błąd ze strony personelu medycznego może doprowadzić do prawdziwej tragedii.

Kobieta, która rodziła w szpitalu w Starachowicach, pozwała lekarza, który prowadził jej poród. Pani Zuzanna zgłosiła się do szpitala, ponieważ termin jej porodu już minął, a dziecko nadal nie przyszło na świat. Nie miała wtedy jeszcze pojęcia, jaki koszmar ją czeka.

Cała sprawa miała miejsce 27 maja 2015 roku, jednak dopiero teraz może znaleźć swoje właściwe rozwiązanie. Wszystko dlatego, że już 16 października ma odbyć się pierwsza rozprawa przed Sądem Rejonowym w Starachowicach, w sprawie tego, co spotkało panią Zuzannę oraz jej dziecko ponad 4 lata temu.

Kobieta pozwała lekarza, który prowadził jej poród

Pani Zuzanna miała ustalony termin porodu na 22 maja, ale mimo upływających dni poród się nie rozpoczynał. W końcu 5 dni po ustalonym terminie postanowiła sama udać się do szpitala, aby sprawdzić, czy wszystko jest dobrze. Kiedy przybyła do placówki zostało jej wykonane KTG, a także badanie ginekologiczne. Jeszcze tego samego dnia wszystko się zaczęło.

- Wieczorem dostałam silnego bólu kręgosłupa, podano mi zastrzyk przeciwbólowy, a ja poczułam się jeszcze gorzej. Czułam, jakby się wszystko ze mnie wyrywało - wspomina kobieta.

Od tego momentu było już tylko gorzej. Jak podaje portal O2.pl pani Zuzanna rodziła stojąc na łóżku, a na sali nawet nie było lekarza, mimo że położne widziały, że główka jej dziecka nie może wyjść. W końcu, kiedy na sali pojawił się doktor, podjęto decyzję o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia, jednak do zabiegu nigdy nie doszło.

Poród trwał nadal podobnie jak koszmar pani Zuzanny. Niestety również w jej przypadku został zastosowany chwyt Kristellera, który jest zakazany ze względu na możliwość pojawienia się poważnych powikłań. Po kilku próbach syn pani Zuzanny przyszedł na świat i wtedy usłyszała potworne słowa. Tych wydarzeń nie zapomni do końca swojego życia.

- Wtedy weszła jakaś pani, której twarz pamiętam do tej pory. Położyła mi się na brzuchu i razem próbowały wycisnąć mojego syna. To nie przyniosło efektu. (...) Po kolejnych próbach syn wyszedł ze mnie cały siny, a jedna położna powiedziała do drugiej: „Zobacz, co to” - wspomina pani Zuzanna.

Niedługo po przyjściu chłopca na świat pani Zuzanna dowiedziała się, że jej dziecko ma wzmożone napięcie mięśniowe i niedotlenienie. Na podstawie aktu oskarżenia dowiedzieć się również można, że u dziecka z czasem zdiagnozowano porażenie mózgowe, brak prawidłowego rozwoju fizjologicznego, padaczkę, a także niedowład spastyczny czterokończynowy. Chłopiec wymaga ciągłej opieki neurologa oraz zabiegów rehabilitacyjnych. Teraz pani Zuzanna stara się wywalczyć sprawiedliwość za to, co ją spotkało w szpitalu.

Następny artykuł