Mężczyzna z USA uwierzył, że koronawirus istnieje, dopiero kiedy sam zachorował
unsplash,com/Viktor Forgacs
Autor Aneta Młodawska - 25 Maja 2020

Twierdził, że koronawirus nie istnieje. Zmienił zdanie, kiedy zachorował

Koronawirus SARS-CoV-2 nie dla wszystkich jest czymś oczywistym. Wielu pacjentów wątpi bowiem w istnienie problemu. Jednym z nich był Brian Hitchens z Florydy, który uwierzył w epidemię, dopiero gdy sam zachorował.

Koronawirus SARS-CoV-2 szerzy się w Stanach Zjednoczonych w bardzo szybkim tempie. W kraju tym potwierdzono już ponad 1 643 499 zakażeń spowodowanych epidemią COVID-19, z czego 97 722 zachorowań skończyło się tragicznie.

Mimo zatrważających statystyk w USA nie każdy mieszkaniec tego kraju wierzy w istnienie koronawirusa. Brian Hitchens z Florydy wielokrotnie wypowiadał się na Facebooku, twierdząc, że koronawirus "został sztucznie rozdmuchany, a sama choroba nie jest tak groźna". Mężczyzna zmienił zdanie dopiero wtedy, gdy zachorowała jego żona, a następnie także on.

Wczesne objawy raka piersi. Ich rozpoznanie może uratować życieWczesne objawy raka piersi. Ich rozpoznanie może uratować życieCzytaj dalej

Mężczyzna z USA uwierzył, że koronawirus istnieje, dopiero kiedy sam zachorował

Brian Hitchens z Florydy wielokrotnie pisał o tym, że jego zdaniem epidemia SARS-CoV-2 to "sztuczny kryzys". Choć mężczyzna mieszka w stanie, w którym potwierdzono już ponad 45 tysięcy przypadków zakażeń, a śmierć poniosło blisko 2 tysiące ludzi, wciąż nie były to dla niego wystarczające dowody na istnienie koronawirusa.

Jak podaje portal.abczdrowie.pl, Brian jeszcze w kwietniu pisał na swoim profilu na portalu społecznościowym, że zupełnie nie obawia się wirusa, jednak nie chodziło o to, że przestrzega on zasad dystansowania społecznego czy o to, że często myje ręce.

- Doceniam to, co mówi nasz rząd w trakcie tej epidemii, ale ja się wirusa nie obawiam, ponieważ wiem, że mój Bóg jest większy niż wirus kiedykolwiek będzie - czytamy na profilu Amerykanina.

Niestety zarówno Brian, jak i jego żona przekonali się, że zagrożenie jest znacznie większe, niż im się wydawało. Na facebookowym profilu Amerykanina pojawił się swego rodzaju pamiętnik medyczny.

- Przez tydzień musiałem siedzieć w domu, jakieś przeziębienie. Moja żona również choruje. Nie mam w ogóle energii. Ciągle śpię - napisał 46-latek zaledwie dwa tygodnie później.

Następny post pojawił się prawie miesiąc później. Okazało się, że para była w tym czasie leczona w centrum medycznym na Florydzie. Tam bowiem u obojga zdiagnozowano koronawirusa.

Dzisiaj grzeje: 1. Łukasz Szumowski ostrzega. Według ministra może się pojawić druga epidemia

2. Jak długo zostaniemy w maseczkach? Szumowski wygadał się w programie na żywo, ogromne zaskoczenie

Brian szybko wygrał z chorobą i wrócił do domu. Niestety choroba okazała się dużo groźniejsza dla jego żony. Kobieta nadal pozostaje podłączona do respiratora i choć lekarze już kilkakrotnie planowali ją odłączyć, za każdym razem byłoby to groźne dla jej życia. Dopiero ciężki stan żony Briana sprawił, że naszła go chwila refleksji.

- Proszę, słuchajcie się władz i zaleceń ekspertów. Nie musimy się tego obawiać, ale przestrzegając zaleceń, nie pokazujemy strachu, ale mądrość, która jest potrzebna w czasie pandemii - napisał mieszkaniec Florydy w kolejnym facebookowym poście.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Wyborna wiadomość dla mieszkańców polskiej miejscowości. Prezydent miasta znosi uciążliwą opłatę, żeby wesprzeć lokalnych handlarzy i kupców
  2. Ewa Bem jeszcze nie mówiła tak otwarcie o swojej tragedii. Przełomowy wywiad po śmierci córki wyciska łzy
  3. Gwiazda "Pierwszej miłości" została pogryziona przez psa, którego przygarnęła ze schroniska. Niemal nie straciła oka
  4. 26 latka trafiła do szpitala z kołataniem serca. Przyczyna jej stanu zdrowia wprawiła wszystkich w osłupienie
  5. Pierwsze objawy guza mózgu. Gdy się pojawią, trzeba działać szybko
  6. Tydzień po gastronomii znoszą kolejny zakaz. Ucieszą się przede wszystkim seniorzy

Następny artykuł