Lekarz zmaga się w swojej pracy z wieloma trudnościami. Niestety wiele z nich przysparza im przestarzały system
unsplash_ JESHOOTS.COM
Autor - 5 Maja 2020

Niepokojące wyznania lekarki na temat polskiej służby zdrowia. Rażące niedopatrzenia i procedury, które nie mają sensu

Lekarz zmaga się w swojej pracy z wieloma trudnościami. Należą do nich jednak takie, które w naszych czasach nie powinny mieć miejsca. Pewna lekarka w liście do Onetu zdradziła, jak według niej powinna wyglądać codzienność w jednostce sanitarno-epidemiologicznej.

Lekarz to jeden z najtrudniejszych zawodów. Praca medyka opiera się na trudnej i obszernej wiedzy, dzięki której ratuje on zdrowie i życie pacjentów. Choć lekarze mają i tak bardzo stresującą pracę, problemów dostarczają im dodatkowo prace administracyjne.


Jak się okazuje, problem ten pojawia się w wielu szpitalach. Uzupełnianie tabel i danych o pacjentach odbywa się w przestarzały i przysparzający niepotrzebnej pracy sposób. Sytuację opisała w liście do Onetu pewna lekarka, która postanowiła wyjaśnić, dlaczego system obecny w placówkach medycznych działa tak nieefektywnie.

Tragiczna śmierć 1,5-letniego chłopca z Otwocka. Wystarczyła chwila nieuwagiTragiczna śmierć 1,5-letniego chłopca z Otwocka. Wystarczyła chwila nieuwagiCzytaj dalej


Lekarz zmaga się w swojej pracy z wieloma trudnościami. Niestety wiele z nich przysparza im przestarzały system


W niedzielę portal Onet opublikował list czytelniczki, w którym opisuje ona codzienność pracy w jednostce sanitarno-epidemiologicznej. W odpowiedzi na list redakcja otrzymała już dwa kolejne, które popierają tezy zawarte w pierwszym z nich. Lekarka, która twierdzi, że tekst dobrze oddaje rzeczywistość, w jakiej znajduje się służba zdrowia, postanowiła zwrócić uwagę na wiele ważnych kwestii.


- Opublikowana przez Państwa wiadomość według mnie idealnie ilustruje, dlaczego ten system u nas działa tak jak działa - a w zasadzie nie działa. [...] Pani (nazwę ją Anna, bo chcę jakoś się do jej opowieści odnosić) opisuje jej pełen różnych zadań dzień pracy. Jednocześnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że większość z nich jest kompletnie bez sensu.


Lekarka zwraca uwagę na to, że w dobie dzisiejszych możliwości automatyzacji procedur, autorka listu niepotrzebnie przepisuje dane z jednej tabelki do drugiej. Potem dane te są przesyłane dalej, żeby mogła je przepisać kolejna osoba i wygenerować kolejną tabelkę. W efekcie dochodzi tylko do namnażania niepotrzebnych obowiązków.


- Pani Ania po kolei przepisuje wyniki, jakie dostała. Wpisuje w tabelkę wynik (przepisuje z otrzymanego formularza), a następnie przekazuje to dalej. A wystarczyłoby, żeby stworzyć jednolity format, w którym te wyniki by do stacji spływały (udostępnić osobom wykonującym testy, potem plik spływa jako jednolity format). Taki plik importuje się (jednym kliknięciem!) do bazy danych, a drugim kliknięciem - generuje się plik decyzji (przecież one są identyczne! ). Odpowiednie ustawienie formularzy, zgranie arkuszy kalkulacyjnych i edytorów tekstu. I z godzin mozolnej pracy mamy kilka minut i to bez ryzyka pomyłki (komputer się nie myli). - pisze czytelniczka Onetu.


Lekarka zauważa, że w celu ułatwienia pracy należy ustalić nowe zasady i mieć chęci do podjęcia zmian. Z tym jednak, jak mówi, jest niestety mały problem.


- Czy myślę, że się to uda? Nie - nie w polskim urzędniczym systemie, w którym takie panie Anie "dwoją się i troją, żeby pomóc ludziom", ale nawet nie próbują się zastanowić, gdzie jest błąd i wyjść poza ramy swojego myślenia. Nauczyć się chociaż jednej nowej rzeczy… - czytamy w liście.


Kobieta zaznacza, że jako lekarz nie raz spotkała się z ogromem bezsensownej pracy.


- Plik wyników, który przychodzi z laboratorium, przepisz na kartę pacjenta, przepisz do historii choroby, przepisz na kartę gorączkową i jeszcze na tabelkę, którą pokażesz przełożonemu. Koleżanki przychodziły godzinę/dwie przed rozpoczęciem pracy i wykonywały te idiotyczne przepisywanki, jakbyśmy ciągle byli w XIX wieku a komputery nie istniały. - żali się lekarka.


Kobieta jednak nie dała za wygraną i na własną rękę zainteresowała się możliwymi rozwiązaniami. Zapytała znajomego informatyka, czy są narzędzia, które pozwolą jej zautomatyzować pracę. Odpowiedź była pozytywna. Lekarka, która, jak przyznaje, do niedawna nie potrafiła nawet podłączyć nowej drukarki, nauczyła się nowych rozwiązań na tyle, na ile było jej to potrzebne, by skrócić czas pracy. Choć wydawałoby się, że znajomi z pracy zainteresują się narzędziami, które ułatwią im pracę, ich reakcja okazała się zupełnie inna.


- Czy to się spodobało moim koleżankom, zwłaszcza starszym? A skąd. Zostałam nazwana leniwą dziunią, której nie chce się nawet przejrzeć wyników pacjentów (co nie jest prawdą - dzięki temu, że ich nie przepisuję po raz piętnasty mam czas, żeby się nad nimi zastanowić, a poza tym - mam pewność, że się nie pomylę). Oczywiście po pewnym czasie się to zmieniło, a teraz już w sporej liczbie miejsc takie systemy po prostu funkcjonują jako kupione. - wyjaśnia lekarka.


Dzisiaj grzeje: 1. Tragiczne informacje na samym początku tygodnia. MZ podało najnowsze dane

2. Z samego rana Łukasz Szumowski wydał nagły apel. Jego słowa nie pozostawiają wątpliwości


Drugi absurd tego systemu polega według autorki listu na tym, że jeśli lekarz wnioskuje o wymaz, to prośba ta czeka na weryfikację przez urzędnika, który lekarzem nie jest.


- Jeśli decyduję, że pacjent potrzebuje oznaczenia troponin, to nikt między mnie a pacjenta się nie wtrąca. Jeśli uważam, że pacjent potrzebuje badania w kierunku SARS-CoV-2 - wtrąca się między mnie a pacjenta taka Pani Anna. Która uważa, że ból brzucha nie może być objawem COVID-19. Której (bez wykształcenia w tym kierunku) nadano uprawnienia, aby kwestionować moje decyzje. I która (oczywiście już w przenośni, ale sytuacja jest autentyczna a stanowisko urzędniczki identyczne) powiedziała jednemu z moich pacjentów, że jeśli nie miał w otoczeniu potwierdzonego wyniku, to testu mu nie zrobią mimo wyraźnych i jednoznacznych objawów. A test (już w szpitalu jednoimiennym) wyszedł pozytywny. - czytamy w liście.


Zdaniem lekarki pracownicy, tacy jak Pani Ania nie zauważają, że ich praca w obecnych czasach jest “mniej więcej tak bardzo potrzebna, jak praca skryby”. Gdyby ktoś spróbował rozwiązać problem, pracownicy mieliby czas na spokojne wypełnianie swoich obowiązków.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Znowu ktoś się pomylił? Dzisiaj w Biedronce szynka i kiełbasa po 1 zł, mięso mielone 3 zł, niewyobrażalne
  2. Pilne: mogą zostać wprowadzone restrykcje w poruszaniu się? Zaskakujące słowa Szumowskiego
  3. Doradca Donalda Trumpa przewiduje koniec epidemii. Zdradził, co może ją powstrzymać
  4. Wielu Polaków łamie zasady kwarantanny. Niepokojące dane Komendy Głównej Policji
  5. Dramat kobiety z udarem. Przez epidemię żaden szpital nie chciał jej przyjąć, teraz nie żyje
  6. Szumowski ujawnił realną liczbę chorych. Znacznie większa od oficjalnej

Następny artykuł