"M jak miłość": ostatnie chwile życia Mariusza Sabiniewicza
fot. Sławek, Wikimedia
Autor Barbara Bujar - 31 Sierpnia 2020

Uwielbiany aktor "M jak miłość" zmagał się ze straszną chorobą. Jego ostatnie dni były horrorem

"M jak miłość" przyniosło mu ogromną popularność. Mariusz Sabiniewicz przez siedem lat wcielał się w postać serialowego Norberta. Niestety, jego życie prywatne nie było usłane różami. Aktor dwukrotnie toczył walkę z poważną chorobą. Zmarł 26 kwietnia 2007 roku, mając zaledwie 44 lata. Słowa, które wypowiedział na krótko przed śmiercią, budzą przerażenie. Mężczyzna opowiedział o strachu i cierpieniu, które mu towarzyszyły.

"M jak miłość" to jeden z najpopularniejszych polskich seriali. Losy rodziny Mostowiaków i ich przyjaciół od blisko dwudziestu lat śledzone są przez miliony widzów. Choć przez plan zdjęciowy przewinęło się do tej pory mnóstwo znanych aktorów, a wielu z nich zakończyło już współpracę z produkcją, fani wciąż wspominają odgrywane przez nich postacie. Do grona takich artystów z pewnością zalicza się Mariusz Sabiniewicz. Norbert Wojciechowski, w którego się wcielał, skradł serce nie tylko serialowej Marty, ale także wielu widzów. Kiedy zmarł, wszyscy pogrążyli się w żałobie.

Swoją karierę przypłaciła zdrowiem. Choroba zmieniła jej życieSwoją karierę przypłaciła zdrowiem. Choroba zmieniła jej życieCzytaj dalej

Był gwiazdą "M jak miłość". Nie wszyscy wiedzą, przez jakie piekło przeszedł

Mariusz Sabiniewicz urodził się 21 stycznia 1963 roku w Poznaniu. Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leaona Schillera w Łodzi rozpoczął swoją karierę aktorską. Choć w jego dorobku nie znalazło się wiele pozycji, dzięki serialowi "M jak miłość" mężczyzna zyskał naprawdę wielu fanów. Kiedy okazało się, że w jego organizmie rozwinął się nowotwór, wszyscy mocno trzymali za niego kciuki. 26 kwietnia 2007 roku dotarła do nich przykra wiadomość o śmierci Mariusza Sabiniewicza.

Znany aktor zmarł w wieku 44 lat. Choć ostatnie dni jego życia nie należały do łatwych i przynosiły mu coraz większe cierpienie, mężczyzna dzielił się swoimi doświadczeniami. Chciał, aby jego słowa mogły dotrzeć do ludzi, którzy tak ja on, zmagają się z poważnymi chorobami. O swoich przemyśleniach opowiedział w rozmowie z Głosem Wielkopolskim

- Choruję po raz drugi i już za pierwszym razem podjąłem taką decyzję, aby swoimi przeżyciami podzielić się z innymi. Mam poczucie, że dla ludzi chorych jest to być może pewien rodzaj terapii. Że można i trzeba walczyć z cierpieniem, bólem… - wypowiedź Sabiniewicza, której udzielił na krótko przed śmiercią, cytuje portal Webniusy.

Oprócz wymiany doświadczeń aktorowi zależało na tym, by dać innym nadzieję. Sam także nie tracił jej do samego końca.

- Jeśli w ten sposób mogę innym jakoś pomóc przejść przez to piekielne doświadczenie, jakim jest choroba i dać, choć cień nadziei, to naprawdę warto - mówił.

Dzisiaj grzeje: 1. Główny inspektor sanitarny ostrzega. Już niedługo nawet kilka tysięcy zachorowań jednego dnia
2. Afera podkarpacka. Umoczonych coraz więcej, nowe wątki ujrzały światło dzienne

Nadzieja przeplatała się jednak ze strachem. Każdego dnia Mariusz Sabiniewicz zastanawiał się, co przyniesie mu jutro. W wywiadzie dla GW poruszył także jeden bardzo istotny temat. Przyznał, że wobec choroby wszyscy są równi.

- Na sali szpitalnej tzw. ludzie popularni uświadamiają sobie, że wszyscy jesteśmy równi wobec choroby. W szpitalu nie ma podziałów na osoby lepsze i gorsze. Ludziom popularnym wcale nie choruje się wygodniej (...) W mojej sytuacji nie wiem, co mnie czeka jutro, pojutrze… Żyję w ciągłym strachu, ale staram się o tym nie myśleć - tłumaczył.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało właśnie pilny alert. Nie chodzi o pogodę, sprawa jest poważniejsza
  2. Gwałtowne, niebezpieczne zmiany. Jest oficjalne ostrzeżenie, tysiące Polaków muszą się przygotować
  3. Lekarze nie zostali nawet zapytani o zdanie. Jesienią służbą zdrowia zawładnie paraliż?
  4. Najwyższy stopień zagrożenia. IMGW wydało pilny alert
  5. Polski ginekolog nie wytrzymał. Niektóre pacjentki wywołują u niego wstręt
  6. W szkole się z niej śmiali, bo była grubaską. Po latach jej uroda rzuca na kolana. Niesłychana metamorfoza

Następny artykuł