Mama umyślnie pogarszała stan zdowia syna
fot. unsplash.com
Autor Karol Zaborowski - 2 Stycznia 2020

Mama umyślnie wywołała u swojego syna sepsę. Wszystko po to, aby przenieśli go na inny oddział

Mama, która umyślnie szkodzi swojemu dziecku, raczej nie zachowuje się jak zdrowo myśląca osoba. W tym wypadku miało to poprawić sytuację chorego 15-latka, jednak w rzeczywistości, prawie go uśmierciło.

Mama zawsze powinna dbać o to, aby jej dziecko miało jak najlepiej. Raczej ciężko jest uwierzyć w to, że pogarszanie jego stanu zdrowia, który i tak jest już bardzo zły, faktycznie mogło w jakiś pokręcony sposób pomóc. Jednak mama pewnego 15-latka regularnie podtruwała go podczas pobytu w szpitalu, kiedy był leczony na białaczkę.

15-letni syn Tiffany Alberts z powodu białaczki był bardzo często hospitalizowany. Niestety przez jego nawracające infekcje lekarze, nie mogli rozpocząć leczenia, które opóźniało się o 2 miesiące. Początkowo podejrzewano, że to ktoś z personelu szpitalu, umyślnie zanieczyszcza kroplówki nastolatka, jednak okazało się, że była to jego matka.

Jacek Rozenek już wcześniej miał niepokojące objawy. Lekarze w żaden sposób nie ostrzegli go przed udaremJacek Rozenek już wcześniej miał niepokojące objawy. Lekarze w żaden sposób nie ostrzegli go przed udaremCzytaj dalej

Mama truła 15-latka, aby został przeniesiony na inny oddział

Podczas badania w krwi 15-latka wykryto bakterie kałowe, które były przyczyną jego ciągłych infekcji. W końcu doprowadziły do tego, że w jego organizmie rozwinęła się sepsa, która wprost zagrażała jego życiu. Lekarze początkowo podejrzewali kogoś z personelu, jednak prawda wyszła na jaw dzięki monitoringowi.

W sali 15-latka umieszczono monitoring, który uchwycił, jak jego mama wstrzykuje nieznaną substancję do jego kroplówki. Po sprawdzeniu sali okazało się, że kobieta wstrzykiwała do leków swój własny kał. Co więcej, doskonale wiedziała, że w ten sposób zaszkodzi swojemu dziecku i właśnie o to jej chodziło.

Tiffany chciała, aby jej syn został przeniesiony na oddział intensywnej terapii, twierdząc, że otrzyma tam lepszą pomoc, niż ta, którą aktualnie miał. Z tego też względu postanowiła pogorszyć jego stan zdrowia, przez co prawie doprowadziła do śmierci 15-latka. Lekarze odkryli, że kobieta trzymała swój kał w ozdobnej torbie na prezenty w sali, w której leżał 15-latek.

- Mógł umrzeć z powodu jednego z epizodów wstrząsu septycznego, a także w związku z opóźnieniem terapii w leczeniu samej białaczki - mówiła Dr Veda Ackerman, profesor pediatrii z Indiana University School of Medicine, która leczy chłopca w rozmowie z CNN.

Jak podaje portal abczdrowie.pl Tiffany Alberts początkowo usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa, jednak sąd ostatecznie skazał ją na 7 lat pozbawienia wolności za doprowadzenie do poważnego uszczerbku na zdrowiu i zaniedbanie. Kobieta do samego końca utrzymywała, że zrobiła to wszystko ze względu na dobro swojego syna.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Kiedy wszyscy bawili się w Sylwestra, świat obiegła koszmarna wiadomość. Kochały go miliony, potworna śmierć
  2. Maryla Rodowicz dała jednoznaczny sygnał na Sylwestrze Marzeń. Kurskiemu się nie spodoba
  3. Badania, które warto robić przynajmniej raz w roku. Dzięki nim można wiele się dowiedzieć o swoim zdrowiu
  4. Cebula nie tylko na przeziębienie. Po przyłożeniu jej do swojej skóry szybko poczujesz ulgę
  5. Gabriela Kownacka przez lata walczyła z chorobą. Jej schorzenie dotyka tysiące Polek rocznie
  6. Już nie ma wątpliwości. W nocy zapadła decyzja w sprawie Pawła Królikowskiego, ogromnie współczujemy rodzinie

Następny artykuł