Pacjenci pozostawieni sami sobie
Autor Karol Zaborowski - 26 Listopada 2019

Na diagnozę czekał 11 lat. "Takich historii jak moja jest wiele – powolna eutanazja, bez prawa do resztek godności"

Pacjenci często czują się odtrąceni przez system opieki zdrowotnej i pozostawieni sami sobie. Tyczy się to szczególnie osób cierpiących na przewlekłe choroby. Jeden z internautów postanowił podzielić się swoją historią ze wszystkimi.

Pacjenci często się skarżą na brak wyrozumienia i empatii ze strony personelu medycznego. Portal Onet.pl, na swojej stronie przedstawił historię jednego ze swoich czytelników. Mężczyzna zmaga się z potworną chorobą, jaką jest stwardnienie rozsiane i jak sam przyznaje, został pozostawiony sam sobie.

Mężczyzna, który przedstawił swoją historię w liście, czekał na diagnozę przez 11 lat. Co więcej, można powiedzieć, że sam u siebie wykrył chorobę, ponieważ na rezonans magnetyczny, który stanowi jedno z podstawowych badań w przypadku diagnostyki SM zrobił prywatnie. Niestety było już zbyt późno na leczenie modyfikujące.

- W moim przypadku diagnoza nastąpiła po 11 latach, zdiagnozowałem się sam w roku 2007 w wieku 36 lat - prywatnie robiąc rezonans magnetyczny. Niestety wtedy wg systemu było już za późno na leczenie modyfikujące - czytamy.

Lekarze nie mogli uwierzyć własnym oczom. W ciele pacjenta znaleziono 700 pasożytówLekarze nie mogli uwierzyć własnym oczom. W ciele pacjenta znaleziono 700 pasożytówCzytaj dalej

Pacjenci pozostawienie sami sobie

Zaproponowane przez lekarzy leczenie nie przyniosło żadnych rezultatów, a stan zdrowia internauty cały czas się pogarszał. Po 2 latach nieskutecznego leczenie przedstawiono inny rodzaj terapii, jednak mężczyzna nie zdecydował się na jego podjęcie.

- Zaproponowano mi mitoksantron - dwa lata wlewów nie zatrzymały choroby, nastąpiło znaczne pogorszenie. Na proponowany potem cyklofosfamid się nie zdecydowałem - dodaje.

Niestety bohater listu, który ukazał się na portalu Onet.pl, został pozostawiony sam sobie i aktualnie nie jest zdolny sam o siebie zadbać. Wcześniej jeszcze mógł wykonać większość codziennych czynności, jednak teraz jest to poza jego zasięgiem. Dodatkowo choroba w coraz większym stopniu zajmuje ręce mężczyzny.

- Potem system mnie "wyrzucił" jak wielu, z bazy pacjentów do grona tych 75 proc. pozostawionych samemu sobie; z szybko postępującą chorobą. Dwa lata temu jeszcze jeździłem samochodem, chodziłem z chodzikiem 500 m, wchodziłem po schodach, radziłem sobie sam. Dzisiaj przez cały dzień siedzę na krześle, sikam w pieluchę, tygodniami się nie kąpię, bo wanna jest niedostępna, po upadku sam nie wstanę, choroba wchodzi w ręce - czytamy w opublikowanym liście.

Mężczyzna poczuł się lepiej po pobycie na stacjonarnym oddziale rehabilitacji. Jednak gdy chciał zapisać się na zabiegi, okazało się, że będzie musiał na nie czekać 3,5 roku. Jak sam przyznaje, chciałby zawalczyć o swoje zdrowie i choć trochę poprawić swój komfort życia, ale jest to dla niego po prostu niewykonalne.

Takich historii jak moja jest wiele – powolna eutanazja, bez prawa do resztek godności, z przewrotnym hasłem „Walcz o siebie”, bo na godną eutanazję hipokryzja systemu niestety nie pozwala - napisał internauta.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Farmaceuta poleca "gałganek Aliny" na sezon grypowy. Sposób przygotowania jest banalnie prosty
  2. Czosnek słynie ze swoich właściwości zdrowotnych. Niestety nie każdy jest dla nas dobry
  3. Rakotwórczy herbicyd stosowany do hodowli gryki. W Niemczech został zakazany
  4. Ofiara gwałtu wyśmiana przez lekarza i pielęgniarki. Nawet nie została zbadana

Następny artykuł