Położna nieludzko potraktowała pacjentkę
Autor Karol Zaborowski - 9 Października 2019

Tuż przed porodem do sali nagle weszła położna. "A teraz się k*** nie drzyj!"

Położna asystuje lekarzowi podczas trwania całego porodu. Wykonuje również badania i wspiera przyszłą mamę w tych trudnych chwilach. Tak przynajmniej powinno być. Niestety na niektórych porodówkach nadal mają miejsce iście dantejskie sceny.

Położna to niezwykle odpowiedzialny zawód, który powinien być wykonywany jedynie przez osoby z odpowiednią wiedzą, umiejętnościami, a także podejściem do pacjentki. Niestety wciąż można trafić na osoby, które ewidentnie nie powinny wykonywać tego zawodu, ani w ogóle pracować z innymi ludźmi.

Pani Małgorzata podzieliła się swoimi przeżyciami z porodówki, które wprost nie mieszczą się w głowie. Mimo że kobieta była pozytywnie nastawiona do samego porodu, to i tak spotkało ją coś potwornego. Problemy pojawiły się już podczas pierwszego badania, które wykonywał praktykant. Niestety dalej było już tylko gorzej.

- Byłam optymistycznie nastawiona do porodu (...) Po badaniu przeprowadzonym przez praktykanta, który potraktował mnie bardzo niedelikatnie, głodna i samotnie ciągnąca torbę poczłapałam na wskazane miejsce - wspomina pani Małgorzata cytowana przez portal Wp.pl.

Położna potraktowała rodzącą w nieludzki sposób

Mimo pierwszych nieprzyjemności pani Małgorzata nadal miała nadzieję, że wszystko pójdzie sprawnie i o ostatnim badaniu szybko zapomni. Na samym początku pacjentce została podana oksytocyna, która powinna przyspieszyć rozwieranie się szyjki macicy. Przyszła mama korzystała również z gorącego prysznica oraz piłki do skakania. W pewnym momencie na jej salę weszła położna, aby przeprowadzić badanie, którego pani Małgorzata nie zapomni do końca życia.

- Potem położna kazała mi wejść na łóżko... Rozejrzała się dookoła i powiedziała szybko: "a teraz się k**** nie drzyj" i włożyła mi ręce w pochwę i zrobiła badanie rozwarcia. Nie da się opisać, jak to bolało - wspomina.

Niestety nie był to koniec koszmaru przyszłej mamy, ponieważ około 12:00 podczas porodu na sali pojawił się kolejny lekarz, który siłą starał się wypchnąć dziecko z ciała kobiety. Ból, który w tym momencie poczuła pacjentka, był potworny i momentalnie straciła ona siły, aby dalej przeć.

- Około 12:00 jeden z lekarzy podczas parcia położył się na moim brzuchu i nacisnął całym przedramieniem. Krzyczałam jak szalona i potem już nie parłam. Nie miałam sił - wyznaje pani Małgorzata.

Jak podaje portal Wp.pl dopiero wtedy kobieta otrzymała wsparcie w postaci starszego lekarza, który wpadł na salę i zaczął krzyczeć na cały personel medyczny. Wszystko dlatego, że tętno pacjentki oraz dziecka zaczęło bardzo szybko spadać. Niezbędny był natychmiastowy zabieg chirurgiczny, ale pani Małgorzata była już tak wycieńczona, że jak sama przyznaje, było jej obojętne, czy to przeżyje. Na szczęście w tym wypadku nie doszło do tragedii.

- Wtedy przybiegł starszy lekarz i zaczął krzyczeć: "Co robicie?! Czy nie widzicie, że dziecko stawia główkę i nie wyjdzie samo? Matce i dziecku leci tętno! W tej chwili dzwonić po anestezjologa!". Było mi wszystko jedno, czy umrę - dodaje.

Następny artykuł