Poród: lekarz wyszedł z sali porodowej
Autor Karol Zaborowski - 27 Października 2019

Podczas porodu lekarz po prostu wyszedł. Od położnej usłyszała, że nie umie rodzić

Poród dla wielu kobiet kojarzy się z traumą, która pozostaje z nimi przez wiele lat. Niestety Agnieszka Lukowska zalicza się do grupy tych kobiet, które na porodówce przeżyły prawdziwy koszmar. Kobieta nawet nie wiedziała, że to dopiero początek jej walki.

Poród pani Lukowskiej miał przejść szybko i bez komplikacji. Podczas trwania całej ciąży nie pojawiły się żadne oznaki, że coś może pójść nie tak. Jej córka Zuzia była planowana i rozwijała się prawidłowo. Niestety wszystko zmieniło się w dniu porodu. W 40. tygodniu ciąży Agnieszka wraz z mężem udała się do Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy.

Problemy pojawiły się już w momencie, kiedy kobieta trafiła na salę porodową. Skurcze, które wcześniej były już regularne nagle ustały, a lekarz, który powinien nad wszystkim czuwać po prostu wyszedł. Z pacjentką pozostałą jedynie położna, której zachowanie woła o pomstę do nieba.

- Na sali porodowej skurcze mi ustały a lekarz wyszedł bez słowa. Zostałam totalnie zignorowana. Położna, która ze mną została, stwierdziła, że "nie umiem rodzić" - wspomina kobieta w rozmowie z Polsat News.

Tajemnicza śmierć nastolatki. Lekarze byli bezradniTajemnicza śmierć nastolatki. Lekarze byli bezradniCzytaj dalej

Poród jak z koszmaru

Poród trwał, ale dziecko wciąż nie przychodziło na świat. W końcu aparatura wskazała, że tętno małej Zuzi zanikło. Pani Agnieszka natychmiast poprosiła o cesarskie cięcie, ale jej prośba została całkowicie zignorowana. Na sali wciąż nie było lekarza, a gdy już się pojawił, położył się na brzuchu pacjentki i siłą wypchnął dziewczynkę.

- W wyniku ucisku dziecko wypadło. Ale coś było nie tak, bo nie reagowało - dodaje Agnieszka Lukowska.

Kiedy dziecko w końcu przyszło na świat na sali zapadła cisza, a wycieńczona mama nie miała pojęcia, co się dzieje. Nikt jej nie poinformował, w jakim stanie jest Zuzia, tuż po porodzie nie wiedziała nawet jakiej płci jest jej dziecko. Dopiero po pewnym czasie dowiedziała się wszystkiego.

Nikt nic mi nie mówił, nie wiedziałam, co się dzieje. Nie wiedziałam nawet, jakiej płci jest moje dziecko - wspomina kobieta cytowana przez Polsat News.

Wtedy też mama Zuzi dowiedziała się, że serce jej córki przestało bić i potrzebne było podanie adrenaliny. Co więcej, u dziecka stwierdzono dziecięce porażenie mózgowe. Przez pierwsze 3 lata swojego życia, Zuzia przeszła liczne rehabilitacje, które powoli zaczynały dawać efekty. Niestety na skutek stanu zapalnego mózgu wszystko przepadło.

- Wszystko, co wypracowaliśmy podczas jej pierwszych trzech lat życia, przepadło. Zuzia cofnęła się rozwojowo do zera - czytamy.

To właśnie w tym momencie Agnieszka pierwszy raz pomyślała o pozwaniu szpitala, w którym dziewczynka przyszła na świat. Mama Zuzi napotkała liczne przeciwności, jednak po długich pięciu latach udało jej się wygrać dwie sprawy, w których orzeczono na ich korzyść 1,2 mln złotych odszkodowania i miesięczną dożywotnią rentę dla dziewczynki w wys. 1,5 tysięcy złotych. Mimo to nigdy nie usłyszała nawet jednego “przepraszam”. Według informacji udzielonych przez szpital lekarz odpowiedzialny za poród dziewczynki nie pracuje już w tej placówce.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Lek, którego nie znajdziesz w całej Polsce. Bez niego dziecko nie zostanie przyjęte do żłobka
  2. GIF pilnie wycofał dwa popularne leki! Jeśli masz jeden z nich w domu natychmiast go wyrzuć
  3. Kora na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Nowotwór, na który cierpiała co roku jest diagnozowany u tysięcy kobiet

Następny artykuł