Mocne słowa ratownika medycznego. "Ten system nie działa"

Ratownik medyczny o poważnym paraliżu polskiej służby zdrowia
pixabay.com/arembowski
Autor Barbara Bujar18.11.2020

Warszawski ratownik medyczny opowiedział o realiach polskiej służby zdrowia. Podczas drugiej fali epidemii koronawirusa lekarze coraz częściej nie przyjmują pacjentów na oddziały, a karetki godzinami czekają przed szpitalami. W opinii pana Tomasza, który rozpoczynając dyżur, za każdym razem nie wie, kiedy go skończy, paraliż systemu opieki medycznej jest spowodowany zbyt późną reakcją rządu. "Idę do pracy z duszą na ramieniu" – mówił w rozmowie z Onetem.

Brakuje wszystkiego

Pan Tomasz jest ratownikiem medycznym i na co dzień pracuje w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” w Warszawie. To największa jednostka ratownicza w województwie mazowieckim, która rocznie wykonuje blisko 200 tysięcy kursów do potrzebujących pacjentów. Na prośbę mężczyzny, który udzielił wywiadu dla Onetu, dziennikarze serwisu zachowali jego anonimowość.

Pan Tomasz postanowił opowiedzieć o tym, jak w okresie drugiej fali epidemii koronawirusa wygląda praca ratowników medycznych i kierowców karetek. Jak stwierdził, wezwań jest na tyle dużo, że czasem brakuje wolnych zespołów. Zdarza się, że kiedy dyspozytor otrzymuje zgłoszenie od potrzebującego, pracownicy ambulansów albo transportują już jakiegoś chorego, albo oczekują na dezynfekcję pojazdu, albo stoją na podjeździe szpitala i liczą na to, że ktoś w końcu przejmie od nich pacjenta.

Media obiegła smutna wiadomość. Nie żyje legendarny muzyk, hitów jego zespołu słuchali chyba wszyscyMedia obiegła smutna wiadomość. Nie żyje legendarny muzyk, hitów jego zespołu słuchali chyba wszyscyCzytaj dalej

Szczere wyznanie ratownika medycznego. Rząd zareagował za późno

W związku z tak trudną sytuacją, w której znalazła się polska służba zdrowia, regularne godziny pracy przestały obejmować medyków. Jeden z ostatnich dyżurów pana Tomasza, który rozpoczął się o godzinie 8:30, skończył się o 4:30 dnia następnego. To niestety nie pierwsza sytuacja tego typu. Ratownicy za każdym razem nie mają chwili, żeby zjeść albo skorzystać z toalety. Trudno wspominać nawet o odpoczynku.

- Obecnie nie ma opcji, żeby się przespać gdzieś w środku dyżuru przez dwie czy trzy godziny. Wszystkie zespoły jeżdżą na okrągło. Pracuję już ładnych parę lat w tym zawodzie i nie pamiętam, żeby kiedykolwiek wcześniej tak było – mówił pan Tomasz w rozmowie z Onetem.

W trakcie długich dyżurów ratownicy medyczni bardzo często odbijają się od drzwi szpitala. Wielu lekarzy nie chce przyjmować pacjentów, tłumacząc to brakiem miejsc. Często w takich sytuacjach dochodzi do interwencji policyjnych lub urzędowych. Niestety, oczekiwanie na przekazanie chorego trwa czasem nawet kilkanaście godzin.

Pacjenci przyjmowani dopiero po interwencjach

- W sytuacjach podbramkowych zdarzało się, że ratownicy wnosili chorego na noszach i kładli go na pierwszym łóżku z brzegu - oczywiście mówimy tu o pacjentach bez COVID-19 - i wychodzili bez pieczątki na dokumentacji. Bywało też tak, że pacjentów nakazał przyjąć wojewoda, pod groźbą jakichś sankcji. Przy takich sytuacjach jest naprawdę dużo niepotrzebnych wzajemnych złośliwości, nerwów i emocji – wyznał ratownik.

Zdaniem pana Tomasza obecna sytuacja odbija się nie tylko na pracownikach karetek, którzy przez wiele godzin czekają przed placówkami w szczelnych strojach ochronnych, ale przede wszystkim na pacjentach, którym ratownicy nie są w stanie udzielić takiej pomocy, do jakiej się kwalifikują. To zagraża ich życiu.

- Ich stan nie ulega poprawie w ambulansie, mimo podawania leków, tlenoterapii i mnóstwa innych rzeczy, tylko się pogarsza. Bo wymagają leczenia szpitalnego, a nie w karetce – wyjaśniał.

Brakuje procedur

Problemy pojawiają się także w sytuacjach, w których dyspozytor nie ma wolnej karetki, która pilnie powinna jechać do potrzebującego. Wtedy ściągane są zespoły, które znajdują się nawet kilkadziesiąt kilometrów od miejsca, z którego napłynęło zgłoszenie. Czas oczekiwania pacjenta na pomoc się wydłuża, a to zwiększa zagrożenie dla jego życia.

- To znowu zwiększa zagrożenie dla pacjentów, że karetka nie przyjedzie na czas w nagłej sytuacji. A przecież nikt nie zostawi jednego pacjenta w krzakach, żeby pojechać po następnego. Nikt też nie zostawi pacjenta przed drzwiami szpitala. Trzeba być człowiekiem. My też mamy respirator w karetce, więc jesteśmy w stanie wentylować pacjenta przez jakiś krótki czas. Ale jest to zupełnie inna wentylacja, niż na oddziale intensywnej opieki. Więc, niestety, nie ma innego wyjścia, jak czekać, aż ktoś się nim zajmie – mówił pan Tomasz w rozmowie z Onetem.

W opinii warszawskiego ratownika w polskiej służbie zdrowia nie zostały wprowadzone odpowiednie procedury. Jeśli rząd już się tym zajął, zrobił to za późno. Obecna sytuacja służby zdrowia jest konsekwencją takich działań.

Gdy trzeba było pracować, rząd spał

- Osobiście uważam, że rząd przebimbał te ostatnie pół roku. Można było stworzyć działający system, ale w naszym kraju takie ruchy zaczęto wykonywać w ostatniej chwili, kiedy już druga fala epidemii się rozwinęła. Bo u nas wszystko działało do tej pory na zasadzie "jakoś to będzie". Ale tak dalej już się nie da, jest za późno. Bo system już nie działa prawidłowo, skoro są problemy z przyjmowaniem chorych i skoro nie ma co zrobić z pacjentem. Był czas, żeby stworzyć procedury, ale został zmarnowany – skomentował ratownik.

Dzisiaj grzeje: 1.Media obiegła smutna wiadomość. Nie żyje legendarny muzyk, hitów jego zespołu słuchali chyba wszyscy
2.Otworzyli testament Gulbinowicza. Niewiarygodne, co stanie się z częścią jego majątku
3.Ministerstwo Zdrowie przekazało wstrząsającą wiadomość. Najnowsza liczba zgonów wbija w fotel, absolutny rekord

Kolęda w czasie koronawirusa. Pierwsze diecezje wydają oświadczeniaKolęda w czasie koronawirusa. Pierwsze diecezje wydają oświadczeniaCzytaj dalej

Niestety, nie wiadomo jak długo polscy medycy będą musieli jeszcze radzić sobie z takimi warunkami pracy. Pan Tomasz nie ukrywa, że każdy z nich też jest człowiekiem, który może się zarazić. Każdy potrzebuje też odpoczynku, by móc prawidłowo wykonywać swoje obowiązki.

- Idę do pracy z duszą na ramieniu. Nie wiem, czy spędzę w karetce całą dobę, czy nie zasłabnę ze zmęczenia. Problem też z tym, że ratownicy też się zakażają, są na kwarantannach i zdarza się, że karetki nie wyjeżdżają z braku personelu. Poza tym nawet dla młodego człowieka doba pracy non stop, bez snu, bez przerwy na normalny posiłek, to ekstremalna sytuacja. Można tak dwa czy trzy dyżury, ale nie przez dwa czy trzy miesiące. A taka sytuacja będzie zapewne przynajmniej do końca roku – dodał pan Tomasz cytowany przez Onet.

Serce mężczyzny przestało działać na skutek ciężkiego wypadku. Po 45 minutach wydarzyło się niebywałeSerce mężczyzny przestało działać na skutek ciężkiego wypadku. Po 45 minutach wydarzyło się niebywałeCzytaj dalej

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Zrobił zdjęcie w Tatrach, niewiarygodne co uwiecznił. Widok, o którym wielu może tylko pomarzyć
  2. Rosyjscy naukowcy aż zamarli. Wulkan wybuchł i wyrzucił nieznany wcześniej minerał, niezwykłe odkrycie
  3. Uwaga TVN: Dramatyczne nagranie ze szpitala w Poznaniu. Pacjent ujawnił drastyczne sceny
  4. 4-latek stracił oboje rodziców. Zabrała ich ta sama choroba
  5. Pielęgniarka wyznała porażającą prawdę. Jakie były ostatnie słowa zarażonych osób, które nie wierzyły w epidemię?
  6. Pan Marcin znalazł na drodze potrąconą sunię. Tylko on jeden się zatrzymał, rokowania są tragiczne
  7. Żona znalazła dowód zdrady męża w jego telefonie. Odpisała jego kochance w mistrzowski sposób

Następny artykuł