Śmierć mężczyzny przed szpitalem
pixabay.com/MabelAmber
Autor Barbara Bujar - 14 Września 2020

Powoli umierał naprzeciwko szpitala. Do ostatniej chwili odmawiał przyjęcia pomocy

Śmierć, do której wcale nie musiało dojść. Bezdomny pan Zbigniew tułał się od ośrodka do ośrodka, aż w końcu zamieszkał na ławce w parku. Kiedy stan jego zdrowia uległ pogorszeniu, pracownicy socjalni i przechodnie próbowali przekonać go do leczenia. Karetka pogotowia wiele razy przyjeżdżała na miejsce jego pobytu. 66-latek odmawiał jednak przyjęcia pomocy. Gdy było już naprawdę źle, to ratownicy nie chcieli odebrać zgłoszenia. Wkrótce mężczyzna przestał oddychać.

Śmierć pana Zbigniewa, która nastąpiła w Parku Zdrojowym w Świnoujściu, wiąże się z kilkunastoletnią historią. Jak opisał portal popularne.pl, mężczyzna od 16 lat był bezdomnym i walczył z nałogiem alkoholowym. Choć w pewnym momencie wydawało się, że wychodzi już na prostą, nagle przychodziły chwile kryzysu. Każdego dnia 66-latka wspierali jednak pracownicy socjalni, którzy z całego serca chcieli zapewnić mu lepszą przyszłość i godne warunki do życia. Nie wszystko potoczyło się tak, jak oczekiwali.

Ministerstwo Zdrowia przekazało niezwykle ważny komunikat. Każdy powinien się z nim zapoznaćMinisterstwo Zdrowia przekazało niezwykle ważny komunikat. Każdy powinien się z nim zapoznaćCzytaj dalej

Śmierć przed szpitalem. Stan pana Zbigniewa był bardzo poważny

Jak ustalił serwis, pan Zbigniew korzystał z pomocy społecznej od września 2004 do lipca 2020 roku. Przez cały ten czas trafiał do różnych instytucji. Przybywał między innymi w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie. W grudniu 2008 roku otrzymał nawet mieszkanie socjalne, pomoc finansową i zasiłek w związku ze stwierdzoną niepełnosprawnością w stopniu umiarkowanym. Według Hanny Lachowskiej, dyrektorki MOPR-u w Świnoujściu, dbał w nim o porządek, a pieniądze przeznaczał na czynsz i zakup posiłków. Wydawało się więc, że powoli wychodzi na prostą.

Problemy rozpoczęły się ponad cztery lata później, gdy w marcu 2013 roku komisja uznała, że niepełnosprawność mężczyzny ma jedynie stopień lekki i odebrała mu zasiłek. W listopadzie 2014 roku pan Zbigniew wygrał jednak sprawę w sądzie i otrzymał rekompensatę finansową za te okres w wysokości 9 tysięcy złotych. Pieniądze pozwoliły mu na zakup lodówki, mebli i sprzętu kuchennego. Mimo że od dwóch lat nie pił w ogóle alkoholu, w 2015 roku nałóg powrócił. Życie mężczyzny znów przewróciło się do góry nogami.

Pan Zbigniew zaczął zaniedbywać swoje mieszkanie, z którego w końcu go eksmitowano. W 2018 roku znów trafił do ośrodka. Tym razem miejsce dla niego znalazło się w Schronisku dla Osób Bezdomnych prowadzonym przez Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Nie został tam jednak na długo. Znów rozpoczęła się jego tułaczka po ośrodkach, z których go wyrzucano. W końcu problemy dotknęły także jego zdrowia. Choć pracownicy socjalni chcieli mu pomóc, ten nie miał zamiaru podejmować leczenia.

- Mimo iż motywowany przez kierownika schroniska oraz pracownika socjalnego do leczenia, nie wyrażał zgody na pójście, czy zawiezienie do lekarza. Leczył się sam, kupując maści. Nie dbał o higienę osobistą - mówiła Lachowska.

17 lipca pan Zbigniew podjął decyzję o opuszczeniu schroniska, w którym aktualnie przebywał i zamieszkał na ławce w Parku Zdrojowym. Zły stan zdrowia każdego dnia zwracał uwagę przechodniów i policji. Mimo troski obcych osób i wielokrotnego przyjazdu karetki pogotowia, bezdomny odmawiał hospitalizacji.

66-letniemu panu Zbigniewowi najbardziej dokuczały rany, które powstały na jego nogach. Jego stan był przerażający, dlatego na prośbę funkcjonariuszy policji, w parku pojawił się pracownik socjalny, jednak nawet on nie zdołał przekonać bezdomnego do wizyty w szpitalu.

- Pan Zbigniew miał mocno zaropiałe obie kończyny dolne i prawdopodobnie problemy z przemieszczaniem się. W ranach były pasożyty. Czuć było zapach uryny i fekaliów - czytamy na portalu.

Dzisiaj grzeje: 1. Nie żyje 5-letnia Lilianka z Troszyna. Wszyscy myśleli, że ma zwykłą "jelitówkę", prawda okazała się jednak straszniejsza
2.Nad bankami i ich klientami zbierają się ciemne chmury. Prezes PKO BP właśnie potwierdził, będzie jeszcze gorzej

Sprawą pana Zbigniewa przejęli się nie tylko policjanci i pracownicy MOPS-u, ale także przypadkowi przechodnie. Jeden z nich zaangażował się do tego stopnia, że przez trzy godziny dzwonił do różnych instytucji i prosił o pomoc dla bezdomnego. W tym samym czasie pracownik socjalny, który przybył na miejsce po raz kolejny, zwrócił się do lekarzy. Tym razem to oni odmówili przyjęcia zgłoszenia, tłumacząc, że nie mogą udzielić pomocy komuś, kto jej nie chce.

W końcu jeden z przechodniów zatrzymał przejeżdżającą karetkę i wezwanie zostało przyjęte. Niestety, było już za późno. Pan Zbigniew osunął się na ławce i przestał oddychać. Mimo podjętej przez ratowników reanimacji i przetransportowania go do szpitala nie udało się uratować bezdomnego.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Postanowione, od dziś część uczniów przechodzi na nauczanie zdalne. Sanepid już podjął decyzję
  2. Jest potwierdzenie, pilny zakaz. Od 8 rano w poniedziałek
  3. Objawy niedoboru potasu. Bez niego nasz organizm nie może sobie poradzić
  4. Rząd rozdaje pieniądze poszkodowanym przez koronawirusa. Można dostać nawet 7 tysięcy euro, o co chodzi?
  5. Kolejna szkoła zamknięta. Koronawirus wykryty u nauczycielki, setki osób poddano kwarantannie
  6. Poszedł do restauracji jednego z największych gwiazdorów kina. Kwota na rachunku może zwalić z nóg, jak jedna pensja

Następny artykuł