SOR: dzieczynka czekała w kolejce
Autor Karol Zaborowski - 14 Października 2019

Dziewczynka w ciężkim stanie trafiła na SOR. Gdyby nie jeden z ratowników zapadłaby w śpiączkę

SOR jest jednym z najbardziej obleganych oddziałów szpitalnych. W ciągu jednego dnia mogą się na nim znaleźć setki osób, przez co często trzeba czekać całymi godzinami, aby zostać zbadanym. Gdyby nie błyskawiczna reakcja ratownika medycznego w jednym z polskich szpitali, mała dziewczynka zapadłaby w śpiączkę.

Na SOR często nie zgłaszają się jedynie osoby, które potrzebują natychmiastowej pomocy. Często pojawiają się tam pacjenci, którzy mają zaplanowany pobyt w szpitalu celem kontynuowania leczenia. Innym razem przychodzi osoba, której wystarczyłaby zwykła wizyta u lekarza rodzinnego, ale niestety nie została przyjęta. To sprawia, że często SOR zapełniony jest przez pacjentów, którzy oczekują pomocy medycznej.

Niestety tak duże ilości pacjentów sprawiają, że na zbadanie przez lekarza trzeba często czekać bardzo długo. Pani Monika udała się do szpitala wraz ze swoją córeczką i tak jak inni czekały w kolejce na swoją kolej. Kiedy minął je na korytarzu jeden z ratowników medycznych, natychmiast zabrał dziewczynkę do gabinetu.

Popularny lek wycofany z aptek. Wszystko przez rakotwórczy składnikPopularny lek wycofany z aptek. Wszystko przez rakotwórczy składnikCzytaj dalej

Przyszła z córką na SOR w ostatniej chwili

Mama dziewczynki nawet sobie nie zdawała, w jak ciężkim stanie jest jej córka. Diana miała problemy z oddychaniem i zachowaniem przytomności, jednak nikt inny z personelu szpitalnego, nawet nie zwrócił na nią uwagi, co mogło doprowadzić do tego, że dziewczynka zapadłaby w śpiączkę.

Po przeprowadzeniu wstępnych badań okazało się, że dziewczynka ma cukrzycę, mimo że wcześniej nigdy na nic nie chorowała. Diana została przetransportowana do Szpitala Akademickiego w Gdańsku, gdzie trafiła na oddział intensywnej terapii. Jednak to właśnie to, że została “porwana” przez ratownika z kolejki wprost do gabinetu lekarza uchroniło ją przed najgorszym.

Pani Monika opisała wszystko w poście, który opublikowała na swoim profilu facebookowym. Dziękuje w nim bohaterowi, któremu udało się uratować jej córkę. Gdyby nie błyskawiczna reakcja ratownika, to cała sytuacja mogłaby zakończyć się prawdziwą tragedią.

- Twoja błyskawiczna reakcja i "porwanie" Jej w pierwszej kolejności do gabinetu, dosłowne postawienie na nogi wszystkich i wysnucie trafnych podejrzeń, zapobiegło dramatowi. Przechodzili inni, ale to dzięki Tobie moja Diana nie zapadła w śpiączkę, dzięki Tobie dostała czas na szybką reakcję lekarzy. Dzięki Tobie moje dziecko żyje. Twoja wiedza, doświadczenie i refleks dały jej czas, który był bezcenny. Dzięki takiej reakcji mogliście ją szybko przetransportować do Gdańska, do Szpitala Akademickiego, gdzie jest na Intensywnej Terapii, pod opieką najlepszych lekarzy - pisze pani Monika.

Post dotarł do dziesiątek tysięcy osób, dzięki czemu autorce udało się odnaleźć ratownika, który uratował jej córkę. Teraz będzie mogła osobiście podziękować mu za to, co zrobił. Na szczęście Diana trafiła pod opiekę lekarzy w samą porę i z każdym dniem czuje się coraz lepiej. Co więcej, bardzo możliwe, że już niedługo opuści oddział intensywnej terapii i zostanie przeniesiona na zwyczajny oddział diabetologiczny. Miejmy nadzieję, że dziewczynka szybko stanie na nogi i już niedługo wróci do domu.

Następny artykuł