SOR: dantejskie sceny na oddziale
Autor Karol Zaborowski - 20 Października 2019

Mężczyzna zwijał się z bólu i prosił o pomoc. Żaden pracownik SOR nawet na niego nie spojrzał

SOR we Wrocławiu stał się głównym tematem wielu dyskusji prowadzonych przez internautów. Wszystko przez wydarzenia, które miały miejsce w ostatni poniedziałek. Wszystko wyszło na jaw dzięki kobiecie, która sama czekała w kolejce do lekarza wraz ze swoim dziadkiem.

SOR w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu niedługo ma przejść poważne kontrole, które mają na celu zapobieganie podobnym wydarzeniom. Cała sprawa została nagłośniona przez kobietę, która wraz ze swoim 86-letnim dziadkiem udała się do szpitala. Kobieta to, co zobaczyła opisała portalowi Echodnia.eu poprzez list.

86-latek został przywieziony do szpitala przez karetkę pogotowia. Już w tym momencie uwagę jego wnuczki przykuł pewien szczegół. Pod placówką zaparkowanych było aż 9 ambulansów, a osób oczekujących na swoją kolej było znacznie więcej. Wśród nich zarówno osoby starsze, jak i młodsze, które spędziły na szpitalnym korytarzu już długie godziny.

Skandaliczne zachowanie turystów w Karkonoszach. Zamiast pomóc woleli robić zdjęciaSkandaliczne zachowanie turystów w Karkonoszach. Zamiast pomóc woleli robić zdjęciaCzytaj dalej

Dantejskie sceny na SOR we Wrocławiu

Około godziny 19:00 na korytarzu zaczęły dziać się rzeczy, które zszokowały wszystkich obecnych. Okazało się, że ratownicy pracujący w pogotowiu właśnie zakończyli swoją pracę i zaczęli przekładać swoich pacjentów z leżanek na wózki inwalidzkie i zostawiali ich tak, bez wcześniejszego przyjęcia na SOR.

- Pani ze złamaną nogą, która z godziny na godziny puchnie, zostaje przeniesiona na wózek, noga wisi w powietrzu na szynie, bo wózek nie ma szyny przytrzymującej nogę w pozycji poziomej. Ratownicy i karetki opuszczają podjazd bez przekazania pacjentów na SOR - donosi internautka.

Jednak to nie był koniec szokujących wydarzeń tego dnia we wrocławskim SOR. Nieoczekiwanie na oddział zgłosił się młody mężczyzna z bardzo silnymi bólami brzucha. Dolegliwości były tak uciążliwe, że pacjent nie mógł normalnie funkcjonować. Mimo to mężczyzna spotkał się z potwornym traktowaniem ze strony personelu medycznego.

- Pan z okienka mówi do niego: proszę podejść z dowodem osobistym. Po reakcji ludzi z poczekalni podchodzi do młodego człowieka, po ów dowód, wypełnia papierki i dodaje: proszę podejść, podpisać dokumenty. Facet nie ma siły wstać, po kolejnej naszej reakcji podchodzi do niego z dokumentami i… czeka - dodaje internautka.

To nie był koniec koszmaru, jaki przechodził mężczyzna. Z powodu silnego bólu zaczął dosłownie wić się na podłodze i błagać o pomoc przechodzących obok niego pracowników służby zdrowia. Kiedy inni pacjenci zaczęli interweniować, to słyszeli jedynie, że osoby, z którymi rozmawiali nie są pracownikami SOR.

- Czy tak ma wyglądać pomoc na SOR? Obok leżącego człowieka przechodzą lekarze, prosimy o pomoc na co słyszymy: „Ja nie pracuję na SOR-ze” - czytamy.

Dopiero po tym, jak mężczyzna zaczął wymiotować i dusić się z powodu nasilających się objawów zatrucia pokarmowego, zainteresował się jeden z ratowników medycznych. Według wydanego przez szpital stanowiska mężczyźnie nie zagrażało niebezpieczeństwo i następnego dnia został wypisany do domu.

- Pacjent zgłosił się samodzielnie na SOR o godz. 20.14. Około godz. 21.14 u Pacjenta nasiliły się objawy zw. z zatruciem pokarmowym. Po tym fakcie natychmiast udzielona została mu pomoc - czytamy w oświadczeniu.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Pilna decyzja GIF. Lek na stwardnienie rozsiane wycofany w całej Polsce
  2. Stowarzyszenie STOP NOP przesadziło. Ministerstwo zdrowia powiadomiło prokuraturę
  3. Chcesz zadbać o swoje serce? Nie jedz tych produktów na śniadanie

Następny artykuł