Fatalna pomyłka w jednym z polskich szpitali. „Chciałabym, żebyśmy wyciągnęli z niej wnioski na przyszłość”

Szpital - pomyłka
East News/Fot. Jakub Kaminski/East News, Warszawa, 19.10.2020. Szpital Czerniakowski przy ul. Stepinskiej.
Autor Barbara Bujar23.12.2020

Niefortunny błąd w szpitalu Czerniakowskim w Warszawie. Jedna z pacjentek placówki, trafiła do niej z niewłaściwymi dokumentami. Kiedy zmarła, medycy poinformowali o jej śmierci inną rodzinę. W rozmowie z Onetem sytuację skomentowała między innymi dyrektorka działającego przy Domu Opieki „Nestor” izolatorium, Magdalena Stolarczyk.

W środę 9 grudnia pacjentka, której przypadek opisał Onet, trafiła do Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie. Starsza kobieta została przewieziona tam z izolatorium przy Domu Opieki „Nestor”, do którego w czasie pandemii przyjmowani są pacjenci z objawami zakażenia lub potwierdzonym COVID-19.

Koszmarna pomyłka w warszawskim szpitalu. O śmierci pacjentki poinformowali inną rodzinę

Do izolatorium przy Bobrowieckiej pacjentka trafiła z prywatnego domu opieki „Patrycja”. Oprócz niej ratownicy przywieźli tam także 30 innych pensjonariuszy. Podczas przyjęcia najwyraźniej doszło do pomieszania dokumentacji. O szczegółach opowiedziała w rozmowie z Onetem Magdalena Stolarczyk, która zarządza pracą w izolatorium.

- Pacjentka została do nas przetransportowana w karetce z grupą kilku innych kobiet. (...) Niestety zdarza się - i tak było w tym przypadku - że takim przyjęciom towarzyszy duży chaos. Ratownicy medyczni przekazali nam dokumentację, ale nie potrafili przypisać poszczególnych dokumentów do konkretnych osób. W trakcie realizacji przyjęć do izolatorium część pacjentów była przyjmowana z historiami chorób, ale część niestety nie. Nie dostarczono nam także dowodów osobistych bądź choćby ksera tych dokumentów – przekazała Stolarczyk.

Dokumenty zostały dostarczone do izolatorium dopiero podczas drugiego i trzeciego transportu. Niestety, nie wszystkie zostały przydzielone do odpowiednich osób. Szczególny problem pracownicy mieli z dwoma kobietami. Dodatkowo jedna z nich cierpiała na demencję, co utrudniało uzyskanie z nią kontaktu. To właśnie ona niedługo potem trafiła do Szpitala Czerniakowskiego.

Premier Morawiecki właśnie przekazał ważną wiadomość. Wiele osób czekało na nią z niecierpliwościąPremier Morawiecki właśnie przekazał ważną wiadomość. Wiele osób czekało na nią z niecierpliwościąCzytaj dalej

- Nie sposób było nawiązać z nią kontaktu. Gdy wkrótce doszło do pogorszenia się jej stanu i gdy sami wezwaliśmy pogotowie, niestety omyłkowo przekazaliśmy ratownikom dokumentację przypisaną do innej pacjentki. Zaznaczam jednak: nam niezwykle trudno było ustalić jej personalia – powiedziała pani dyrektor.

W szpitalu pacjentka trafiła pod opiekę lekarzy. Niestety, jej stan zdrowia był krytyczny i mimo podjętej reanimacji, nie udało się przywrócić jej funkcji życiowych. Niezwłocznie po stwierdzeniu zgonu personel powiadomił rodzinę zmarłej o jej śmierci. Nikt z pracowników nie zdawał sobie sprawy z tego, że informacja trafiła pod zły adres.

- Po śmierci pacjentki naszym zadaniem było wystawić kartę zgonu i skontaktować się z jej rodziną. I tak zrobiliśmy. Opowiedzieliśmy, co się stało. Rodzina przyjęła tę smutną wiadomość ze zrozumieniem – powiedziała Onetowi jedna z lekarek Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie.

Prawda wyszła na jaw, kiedy do placówki dotarła córka rzekomo zmarłej kobiety. W międzyczasie okazało się jednak, że jej matka żyje, a w szpitalu doszło do pomyłki. Lekarka, która opisywała sytuację, nie ukrywała zdziwienia, przyznając, że pierwszy raz spotkała się z takim incydentem.

- Skąd my się o tym wszystkim dowiedzieliśmy? To córka poinformowała nas, że jej mama żyje i że w takim razie musiało dojść do jakiejś fatalnej pomyłki. Kogo więc tak naprawdę „pochowaliśmy”? My nie wiemy. Widocznie w domach opieki panuje taki bałagan, że trudno ustalić, kto właściwie został do nas przywieziony (…) Pierwszy raz w życiu coś takiego mi się zdarzyło. Mogę sobie tylko wyobrazić szok, jaki przeżyła ta rodzina – dodała.

Aby uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości, Magdalena Stolarczyk podzieliła się pewnym pomysłem. Jak stwierdziła, każda osoba z demencją powinna zawsze mieć przy sobie specjalną opaskę z podstawowymi danymi, takimi jak imię i nazwisko.

- Gdyby tak postępowano za każdym razem, uniknęlibyśmy tak przykrych sytuacji. Ja chciałabym, żebyśmy z tej sytuacji wyciągnęli wnioski na przyszłość – powiedziała.

Artykuły polecane przez redakcję Pacjenci.pl:

Następny artykuł