Szpital: przez księdza pacjentka przeżyłą dramat
Autor Karol Zaborowski - 27 Października 2019

Dramatyczna historia ze szpitala ginekologicznego. "Leżę cała we krwi, a tu nagle wchodzi ksiądz"

Szpital ginekologiczny powinien w szczególności dbać o prywatność i intymność swoich pacjentek. Dramatyczna historia, którą przedstawiła Paulina, pokazuje, że nawet w tak niekomfortowych momentach dla kobiety, może na sali pojawić się nieproszony gość.

Szpital jest miejscem, gdzie pacjenci oczekują przede wszystkim wsparcia i obecności ze strony personelu medycznego oraz swoich bliskich. Paulina trafiła do szpitala im. Świętej Rodziny z powodu niezwykle intymnej dolegliwości. Zdiagnozowano u niej ciążę pozamaciczną, przez co kobieta potrzebowała pilnej pomocy ze strony lekarza.

Był to dla niej niezwykle trudny okres, w którym chciała mieć kontakt jedynie z personelem medycznym. Paulina musiała przejść operację usunięcia jednego z jajowodów, po którym była bardzo obolała. Niestety nawet w takiej sytuacji nie mogła liczyć na chwilę spokoju.

Podczas porodu lekarz po prostu wyszedł. Od położnej usłyszała, że nie umie rodzićPodczas porodu lekarz po prostu wyszedł. Od położnej usłyszała, że nie umie rodzićCzytaj dalej

Szpital, w którym rozegrał się prawdziwy dramat

Internautka podzieliła się swoją historią z portalem Na temat i jak sama przyznaje, wykupiła sobie w szpitalu prywatny pokój. Dzięki temu po zabiegu nie musiała znosić obecności i spojrzeń obcych ludzi. Niestety jej spokój nie trwał zbyt długo.

- Wykupiłam sobie prywatny pokój, aby móc być tam sama. Leżałam tam cała obolała, zakrwawiona i nie życzyłam sobie tam widzieć nikogo poza personelem medycznym - opowiada Paulina w rozmowie z Na Temat.

Internautka trafiła na pododdział patologii ciąży. Cały pobyt w szpitalu był dla niej niebywale krępujący, ponieważ jak sama przyznaje, leżała cała we krwi. Mimo to, bez żadnej zgody z jej strony, ani nawet specjalnej prośby w jej sali nieoczekiwanie zjawił się ksiądz zachęcający do wspólnej modlitwy. Dla niektórych pacjentów bez wątpienia obecność osoby duchownej stanowi duże wsparcie, jednak nie w tym wypadku.

- Dla mnie ta sytuacja była bardzo krępująca. Leżałam cała we krwi. A tu nagle słyszę - puk, puk - i cyk za klamkę, wchodzi sobie ksiądz. Jak gdyby nigdy nic. I zaprasza do modlitwy. A weź ty człowieku idź sobie stąd! Chcę tu być sama! Nie chcę, żeby mi tu jakiś obcy mężczyzna przyłaził! - czytamy.

Na domiar złego, duchowny pojawił się w najgorszym możliwym momencie. Paulina otrzymała od lekarza zalecenie, aby “wietrzyć” swoją ranę powstałą po zabiegu, aby ta lepiej się goiła. Nie da się ukryć, że tego typu sytuacji kobieta raczej nie życzy sobie, aby do jej sali bez pytania wchodził zupełnie obcy mężczyzna.

- Nawet nie miałam szansy, żeby zdążyć się czymkolwiek okryć. Przepraszam za szczegółowy opis, ale ja w tym momencie - zgodnie z zaleceniem lekarza - wietrzyłam moją ranę po zabiegu, aby szybciej się goiła - dodaje Paulina w rozmowie z portalem Na Temat.

Niestety jej przypadek nie jest odosobniony i w internecie można znaleźć również historie innych kobiet, które przeszły przez podobne sytuacje. Według wielu z nich jest to niedopuszczalne, aby do sali w szpitalu ginekologicznym niezależnie czy prywatnej, czy też nie bez pytania i zgody ze strony pacjentek wchodziła obca osoba, która nie jest członkiem personelu medycznego.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Terapia tylko dla odważnych. Skorzystać z niej mogą między innymi cukrzycy
  2. Lek, którego nie znajdziesz w całej Polsce. Bez niego dziecko nie zostanie przyjęte do żłobka
  3. Tajemnicza śmierć nastolatki. Lekarze byli bezradni

Następny artykuł