Udar mózgu: pacjenta została porzucona na izbie przyjęć
Autor Karol Zaborowski - 16 Października 2019

Trafiła do szpitala z udarem mózgu. "Zostałam porzucona na izbie przyjęć"

Udar mózgu zazwyczaj występuje u osób starszych, jednak coraz częściej dotyka również ludzi znacznie młodszych. Mimo to niezależnie od wieku osoba z udarem powinna otrzymać jak najszybciej pomoc lekarską, ponieważ dzięki temu niweluje się skutki choroby. Niestety objawy niektórych pacjentów są całkowicie bagatelizowane.

Udar mózgu jest jedną z głównych przyczyn kalectwa u osób dorosłych, a także zgonów. Często pierwsze objawy pojawiają się podczas snu, przez co dopiero po kilku godzinach chory orientuje się, że coś jest nie tak. W takim wypadku powrót do pełnego zdrowia może okazać się niemożliwy lub trwać bardzo długo. Wszystko dlatego, że w przypadku udaru najważniejsza jest pierwsza godzina od wystąpienia objawów.

Historią swojej choroby podzieliła się Monika, która w wieku 39 lat przeszła udar mózgu. Kobieta przeczuwała, że coś złego się dzieje z jej ciałem, zanim choroba na dobre dała o sobie znać. W przypadku 39-latki wszystko zaczęło się od silnych bólów głowy, z którymi udała się do lekarza. Niestety doktor, którego wybrała, całkowicie zbagatelizował niepokojący objaw.

- Zgłosiłam się do lekarza, ponieważ bardzo bolała mnie głowa. To nie jest tak, że ja zignorowałam sygnały ostrzegawcze. To lekarze nie zauważyli nic niepokojącego. Na jednej z wizyt lekarz zasugerował wprost, że potrzebuję porady psychologa albo psychiatry, bo ja sobie ten ból wymyślam - wyznaje Monika w rozmowie z portalem Onet.pl.

Śmiertelna choroba w przedszkolu. Nie żyje 6-latekŚmiertelna choroba w przedszkolu. Nie żyje 6-latekCzytaj dalej

Miała udar mózgu, a mimo to lekarze nie reagowali

Już trzy tygodnie po wizycie u lekarza Monika znalazła się w szpitalu, gdzie przywiózł ją zespół pogotowia ratunkowego. Niestety również i tym razem jej objawy zostały zbagatelizowane, a lekarz stwierdził, że jest to atak padaczki. Warto wspomnieć, że 39-latka nigdy się na nią nie leczyła.

Jak podaje portal Onet.pl, Monika po przewiezieniu do szpitala została tam porzucona sama sobie. Co prawda, personel medyczny dostrzegał, że jej stan jest poważny, ale lekarz absolutnie nie chciał zgodzić się na przewiezienie pacjentki do innej placówki. Dopiero po ogromnej awanturze wyrażono na to zgodę.

- Zostałam porzucona na izbie przyjęć. Dosłownie - w wypisie na karcie szpitalnej mam napisane "pacjentka porzucona". Personel medyczny ze szpitala w Goleniowie, zaniepokojony moim stanem, próbował interweniować. Widzieli, że mój stan jest ciężki, ale lekarz stwierdził, że nie ma potrzeby przewozić mnie do innego szpitala. Leżałam na izbie przyjęć bez pomocy. Siostra mojego byłego męża zaoferowała, że zawiezie mnie do innego szpitala prywatnie, ale nie chciał się zgodzić. Dopiero po wielkiej awanturze przewieźli mnie do szpitala w Szczecinie - wspomina kobieta.

W szczecińskim szpitalu 39-latka spędziła 4 miesiące, podczas których była przykuta do łóżka, a jej ciało nie mogło się poruszać. Monika cały czas była świadoma, ale jedyną częścią jej ciała, która mogła się ruszać były oczy. Lekarze nie dawali jej szans na przeżycie i poradzili rodzinie, aby pożegnała się z 39-latką.

Od tamtego momentu minęły już cztery lata, a Monika nadal żyje. Co więcej, może się samodzielnie poruszać, ale kosztowało ją to masę wysiłku oraz pieniędzy za rehabilitację i specjalistyczny sprzęt. Kobieta nadal odczuwa skutki swojej choroby i wciąż potrzebuje regularnych zabiegów, ale stara się cieszyć z każdego kolejnego dnia. Jednak, mimo upływu czasu nadal ma żal do lekarzy, którzy w taki sposób potraktowali ją przed laty.

Następny artykuł