Wojciech Rajtar, który zakończył swoją karierę po groźnym wypadku, mówi o tym, jak zmieniło się jego życie
unsplash_ Ruben Leija
Autor Aneta Młodawska - 11 Maja 2020

Znany piłkarz cudem uniknął śmierci. Jego karierę przekreślił wypadek

Wypadek samochodowy może w jednej chwili przekreślić plany dotyczące kariery zawodowej. Tak było w przypadku Wojciecha Rajtara, który w 1993 roku jako członek reprezentacji Polski sięgnął po mistrzostwo Europy.

Wypadek Wojciecha Rajtara przekreślił jego karierę sportową. Wydarzenie, po którym mężczyzna przeszedł trepanację czaszki, sprawiło, że piłka zeszła na dalszy plan.

Mimo przeciwności losu mistrz Europy może być inspiracją dla osób, które zmagają się z problemami. Mężczyzna w rozmowie z portalem Onet opowiedział, jak zmienił się jego sposób postrzegania życia po wypadku.

Szumowski przekazał najnowsze wieści. Wszyscy na nie czekaliSzumowski przekazał najnowsze wieści. Wszyscy na nie czekaliCzytaj dalej

Wojciech Rajtar, który zakończył swoją karierę po groźnym wypadku, mówi o tym, jak zmieniło się jego życie

Wojciech Rajtar jest jednym z polskich mistrzów Europy do lat 16 z 1993 roku. Człowiek ten ma niebanalny życiorys i bez wątpienia może być inspiracją dla tych, którzy zmagają się z przeciwnościami losu.

W 1993 roku reprezentacja Polski do lat 16 odniosła największy sukces w historii, sięgając po mistrzostwo Europy. Jednym z wyróżniających się piłkarzy spośród tej ekipy był właśnie Wojciech Rajtar, który siedem lat później zakończył swoją karierę.

Przyczyną zmiany był groźny wypadek, po którym mężczyzna przeszedł trepanację czaszki. Na szczęście Wojciech Rajtar wyszedł z wypadku niemal bez szwanku. Stracił bowiem jedynie węch. Niemniej jednak były piłkarz często zadawał sobie pytanie, czemu zdarzenie to spotkało właśnie jego.

- Czy często zadawałem sobie pytanie, dlaczego mnie to spotkało? Nie myślałem o tym, uważam to po prostu za zdarzenie losowe. Po prostu byłem w nieodpowiedniej chwili w nieodpowiednim miejscu. Nie uważam, żeby ten człowiek wjechał we mnie z premedytacją. Z tego, co pamiętam, zabrano mu prawo jazdy i dostał jakiś wyrok w zawieszeniu. - mówi Wojciech Rajtar.

Mężczyzna wspomina, w jakim stanie znalazł się tuż po wypadku. Jego stan był na tyle ciężki, że bliscy byłego sportowca przygotowywali się na najgorsze.

- Po koziołkowaniu samochodem miałem złamaną nogę i poważny uraz głowy, zrobił się potężny krwiak. Wyjście było jedno: trzeba było otworzyć głowę i usunąć tego krwiaka. W dniu, kiedy miałem mieć trepanację, pani pielęgniarka zmierzyła mi temperaturę i okazało się, że mam gorączkę. Dziękuję Bogu, że nie zlekceważyła tego, bo okazało się, że mam zapalenie opon mózgowych. Gdyby otworzyli mi głowę w takim stanie, to już nie musieliby zamykać. Miałem trochę szczęścia w nieszczęściu. - wspomina były piłkarz.

Mistrz Europy sprzed 20 lat zwraca uwagę na to, jak bardzo po wypadku zmieniają się priorytety w życiu człowieka. Jak mówi, nagle wartości, które przedtem były istotne, przestają mieć znaczenie.

- Gdy doszło do mnie w szpitalu, co się wydarzyło, to leżąc i patrząc w sufit, zacząłem sobie obmyślać plan na dalsze życie. Kto nie przeżył takiego wypadku, nie wie, jak w jednej chwili zmieniają się priorytety. To jest niewiarygodne, że dobre ciuchy, super samochody czy generalnie wartości materialne przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Wtedy ważne jest chociażby to, że się obudziłeś. Można się z tego śmiać, ale tak jest! - wspomina Wojciech Rajtar.

Były piłkarz marzył o powrocie do sportu. Mężczyzna żywił nadzieję, że z czasem dojdzie do formy i wróci na boisko. Lekarz poinformował go, że dzięki temu, że uprawiał sport, był w stanie dojść do siebie po tak groźnym wypadku. Niemniej, jednak gdy Wojciech Rajtar zadał lekarzowi pytanie, czy może wrócić do gry, ten nie pozostawił złudzeń.

- Odpowiedział, że w teorii tak, ale żeby nikt się nie zdziwił, że kiedyś przewrócę się na boisku i już nie wstanę. Istniało zagrożenie, że w przypadku uderzenia w głowę część czaszki nie wytrzyma, co może przynieść opłakane skutki. Musiałem zdać sobie sprawę z tego, że świat nie kończy się na piłce. Cieszyłem się, że po takich problemach wyszedłem na prostą i wróciłem do żywych. - zaznacza Rajtar.

Wojciech Rajtar nie kryje, że wciąż myślał o powrocie do sportu, jednak zdrowie było dla niego ważniejsze. Mężczyzna nie chciał jednak marnować swoich umiejętności i postanowił przekazać swoją wiedzę innym.

- Później podejmowałem jeszcze delikatne próby powrotu na boisku, ale to już nie było to. Miałem blokadę psychiczną. Kusiło mnie, żeby wyjść na boisko, ale równie szybko pojawiały się obawy, że mogę stracić zdrowie. Stwierdziłem, że lepiej będzie, jeśli przekażę swoją wiedzę i umiejętności młodszym pokoleniom. Obecnie pracuję w hurtowni sprzętu elektrycznego jako doradca klienta. Za kółko nie boję się wejść, nie mam żadnej traumy. - informuje mężczyzna.

Dzisiaj grzeje: 1. Krzysztof Jackowski przestraszony swoją wizją na rok 2020. "Sytuacja jest bardzo poważna"

2. Nie żyje uwielbiany aktor seriali z TVN i Polsatu. Tragiczną informację przekazał syn

Były piłkarz został zapytany, czy trudno było mu pogodzić się z faktem, że w poważnej piłce już nie zaistnieje. Mężczyzna odpadł, że każdy powinien mieć jakiś pomysł na życie czy pasję. Choć piłka była cały czas obecna w życiu byłego sportowca, musiał on zmienić swoje plany.

- Decyzję podjąłem już na chłodno. Stwierdziłem, że ważniejsze jest to, co udało mi się uratować, czyli zdrowie, a nie to, co straciłem. Aczkolwiek do dzisiaj zapachu szatni mi brakuje. - dodaje Wojciech Rajtar.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Niestety, domownicy mogą nie wytrzymać. Wielka pomyłka podczas gotowania ogórkowej czy rosołu może skończyć się posępnie
  2. Nowe fakty na temat Iwony Wieczorek. Krzysztof Rutkowski ma informacje o miejscu ukrycia zwłok
  3. Niebezpieczny nowotwór atakujący głównie ludzi młodych. Warto znać jego objawy
  4. Urodziła dziecko, które było w "ciąży". Dzień po porodzie lekarze przeprowadzili cesarskie cięcie
  5. Tadeusz Rydzyk krytykuje obostrzenia dotyczące kościołów. "Dla nas katolików ważniejsze jest zdrowie ducha"
  6. Wybory pół korespondencyjne, a pół tradycyjne? Opozycja wyszła z nową propozycją

Następny artykuł