Embolizacja tętniaka. Nowoczesna metoda ratowania życia
Współczesna medycyna oferuje pacjentom z tętniakami mózgu metody znacznie mniej inwazyjne niż klasyczna neurochirurgia wymagająca otwarcia czaszki. Monika Jarosińska przeszła zabieg embolizacji, polegający na zabezpieczeniu tętniaka od wewnątrz naczynia. Taka procedura pozwala na krótszy czas rekonwalescencji i mniejsze obciążenie dla organizmu. Materiał powstał na podstawie wywiadu Agaty Gwiazdowskiej (Pacjenci.pl) z aktorką.
- Alternatywa dla klasycznej operacji
- Precyzyjna diagnostyka przed zabiegiem
- Najtrudniejszy moment - zgoda
Przygotowanie do zabiegu i arteriografia
Zanim dojdzie do właściwej operacji, pacjent musi przejść szereg badań kwalifikacyjnych. Najważniejszym z nich jest arteriografia – zaawansowana diagnostyka obrazowa. Podczas badania do naczyń krwionośnych wprowadza się kontrast, co pozwala lekarzom dokładnie obejrzeć strukturę tętniaka pod promieniami rentgenowskimi.
– Pierwszym takim zabiegiem jest arteriografia, czyli sprawdzenie drożności naczyń – wyjaśnia Monika Jarosińska.
Dla pacjenta jest to początek trudnej drogi, którą aktorka określa mianem "slalomu po szpitalach". Proces ten wymaga ogromnej odporności psychicznej, zwłaszcza gdy słyszy się o powadze własnego przypadku. U Jarosińskiej tętniak miał ponad centymetr wielkości, co klasyfikowało go jako zmianę dużą, wymagającą wyjątkowej precyzji działania.

Mechanizm embolizacji. Czyli jak „zakleić” tętniaka?
Embolizacja dla wielu osób brzmi jak scenariusz filmu science-fiction. Chirurg nie otwiera głowy pacjenta, lecz operuje za pomocą mikrocewników wprowadzanych przez pachwinę.
– Przez tętnicę udową i aortę dociera do tętniaka coś malutkiego. Ja to nazywam tak, że został on po prostu ładnie zaklejony – mówi Pacjentom Jarosińska.
Celem zabiegu jest wypełnienie wnętrza tętniaka specjalnymi mikrospiralami powodującymi jego wykrzepienie lub materiałami, które wyłączają go z krwiobiegu. Dzięki temu krew przestaje napierać na cienkie ścianki tętniaka, co eliminuje ryzyko jego pęknięcia. Choć metoda ta staje się standardem, w czasie gdy poddawała się jej aktorka, była uznawana za niezwykle nowatorską. Procedura w jej przypadku trwała cztery i pół godziny.
Jarosińska o najgorszym momencie
Jednym z najtrudniejszych momentów w procesie leczenia jest formalne wyrażenie zgody na zabieg. Dokumenty, które pacjent musi podpisać, szczegółowo wyliczają możliwe powikłania, takie jak udar, paraliż czy nawet zgon.
– Najgorszym momentem była konieczność podpisania oświadczenia, że jestem świadoma możliwych komplikacji i tego, że mogę zostać sparaliżowana – wspomina w rozmowie z Pacjentami artystka.
Ta chwila konfrontacji z własną śmiertelnością była dla Moniki Jarosińskiej bardziej obciążająca niż jakikolwiek ból fizyczny. Mimo lęku, zaufanie do zespołu medycznego i determinacja, by usunąć zagrożenie z głowy, okazały się silniejsze. Po udanym zabiegu lekarze mogli przekazać mężowi aktorki dobre wieści, nie szczędząc przy tym żartów z gadatliwości gwiazdy tuż po wybudzeniu z narkozy.
Źródło: Pacjenci