Metoda „GNOM” i reguła 10 minut. Psychodietetyk wyjawia skuteczne sposoby na powstrzymanie nagłego głodu
W zderzeniu z pędzącą rzeczywistością, przewlekłym stresem i permanentnym brakiem snu nasz organizm nierzadko traci zdolność chłodnej, racjonalnej oceny sytuacji. W efekcie głód emocjonalny bywa błędnie interpretowany jako fizyczny, a to najkrótsza droga do kompulsywnego objadania się i zrujnowania wielomiesięcznych postępów. Jak skutecznie zablokować ten destrukcyjny mechanizm? Z pomocą przychodzą sprawdzone techniki autoanalizy i wyciszenia układu nerwowego, o których na łamach serwisu Pacjenci.pl opowiedział Mikołaj Choroszyński, uznany psychodietetyk i ekspert w dziedzinie psychologii żywienia.
Metoda GNOM: Błyskawiczny audyt własnych potrzeb
Współczesny system społeczny, oparty na bezwzględnym kulcie wygody i funkcjonowaniu w ciągłym napięciu, odebrał wielu z nas ewolucyjną odporność na psychologiczne i fizyczne niedogodności. Zamiast diagnozować faktyczne źródło życiowego dyskomfortu, machinalnie sięgamy po najprostszą formę chemicznego ukojenia – wysokoprzetworzoną żywność. Aby powstrzymać ten paraliż decyzyjny i automatyczny odruch plądrowania lodówki, należy natychmiast obnażyć prawdziwą naturę naszych pragnień. Służy do tego metoda GNOM – zwięzły skrót myślowy wymuszający na pacjencie weryfikację czterech kluczowych dla naszego gatunku potrzeb.
– Czy jestem głodny, nawodniony, osamotniony i czy jestem mega zmęczony? To podstawowa instrukcja sprawdzająca, czy nasze fundamentalne potrzeby jako ludzi są zaspokojone – tłumaczy w programie “Zdrowo przegadane” Mikołaj Choroszyński. – Jeżeli na którekolwiek z tych pytań odpowiedź brzmi przecząco, to wiadomo, że w danym momencie wcale nie chodzi o jedzenie.
Opanowanie do perfekcji tej prostej listy kontrolnej jest kluczem do odzyskania sterów. Zrozumienie faktu, że nagły apetyt na słodycze jest w rzeczywistości wołaniem organizmu o sen, chwilę oddechu lub szklankę wody, stanowi punkt wyjścia do wygaszenia fałszywych pragnień.
Złota reguła dziesięciu minut
Najbardziej zgubnym i najsilniej zakorzenionym nawykiem dzisiejszego środowiska jest natychmiastowa bezrefleksyjna realizacja własnych zachcianek. Szybka kaloryczna nagroda potęguje wyrzut neuroprzekaźników odpowiedzialnych za iluzoryczne uspokojenie, napędzając jednocześnie błędne koło uzależnienia od cukru. Skutecznym bezpiecznikiem, który pozwala przerwać ten samonapędzający się mechanizm, jest rygorystyczne wdrożenie czasowej pauzy w momencie największego kryzysu.
– Dziesięć minut odroczonej gratyfikacji nierzadko ratuje sytuację, a czasami wystarczą nawet zaledwie dwie, trzy minuty – przekonuje psychodietetyk w rozmowie z Pacjentami. – Te emocje są początkowo niezwykle intensywne, ale za chwilę swobodnie przepływają i znajdujemy się już w zupełnie innym miejscu. Jeśli w tym czasie przejdziemy się na spacer, zmienimy otoczenie lub po prostu przemyjemy twarz, drastycznie zwiększamy szansę na to, żeby nie brnąć dalej w kompulsywne jedzenie.
Danie rozedrganemu umysłowi tej krótkiej, luksusowej chwili na fizyczne odcięcie się od szafki ze smakołykami sprawia, że wykreowany w głowie pożar po prostu wygasa.
Szok sensoryczny zrywa pętlę nawyku
W przypadku najcięższych, silnie zapętlonych ataków żarłoczności wywołanych nagromadzoną nerwowością, klasyczne metody odwracania uwagi mogą okazać się niewystarczające. W takich sytuacjach niezbędne jest wytoczenie najcięższych dział z poziomu ośrodkowego układu nerwowego. Potężnym panaceum wymuszającym powrót do logiki jest szybki wstrząs w obszarze receptorów smakowych lub dotykowych, który skutecznie wybudza oszalałe z emocji ciało migdałowate.
– Warto w sytuacjach kryzysowych zająć czymś zmysły, na przykład przemyć twarz zimną wodą lub posłuchać głośnej muzyki – radzi ekspert, rozmówca Pacjenci.pl. – Świetnie działa włożenie do ust ćwiartki cytryny. Ten silny, kwaśny smak i fizyczne orzeźwienie działają jak wylanie na siebie kubła lodowatej wody. Taka nagła zmiana sprawia, że natychmiast zaczynamy czuć się inaczej, co bezpośrednio oddziałuje na nasze emocje i odcina pociąg do jedzenia.
Dostarczenie organizmowi takiego kontrolowanego dyskomfortu w ułamku sekundy zrywa pętlę nawyku i oddaje pałeczkę z powrotem w zasoby racjonalnej kory przedczołowej. Warto przy tym pamiętać o jednym – sidła głodu zaciskają się najmocniej, gdy jemy przed ekranem smartfona. Dynamiczne, agresywne bodźce wizualne podnoszą tempo wymiany tlenowej i sztucznie stymulują nerwy. Wyeliminowanie cyfrowego przebodźcowania na rzecz naturalnej uważności to ostateczny warunek sukcesu w tej nierównej walce.
Źródło: Pacjenci