Gdy temperatura głęboka ciała przekracza barierę 40 stopni Celsjusza, białka w mózgu i narządach wewnętrznych zaczynają ulegać stopniowej denaturacji. Udar słoneczny (cieplny), znany w medycynie ratunkowej jako najcięższa, ekstremalna postać hipertermii, to nie zwykłe przemęczenie upałem.To stan bezpośredniego zagrożenia życia, w którym śmiertelność bez natychmiastowej interwencji medycznej może sięgać nawet 50 procent. Ofiarą może paść absolutnie każdy – od seniora pracującego w ogrodzie, po młodego i wysportowanego biegacza. Zamiast liczyć na to, że "odpoczynek w cieniu wystarczy", musisz bezwzględnie umieć rozpoznać sygnały alarmowe, które wysyła "gotujący się" organizm. Przegapienie tego wąskiego okna terapeutycznego to prosta droga do nieodwracalnego uszkodzenia układu nerwowego.
Pierwsze ciepłe dni marca i kwietnia to dla wielu osób moment pojawienia się nagłych zmian skórnych lub kataru, który interpretują jako uczulenie na słońce. Ale choć promienie słoneczne faktycznie mogą wywoływać reakcje chorobowe, medycyna rozróżnia tu dwa zupełnie inne mechanizmy. Czasami to, co bierzemy za reakcję na światło, jest w rzeczywistości silną alergią na pyłki drzew, które w słoneczne dni osiągają w powietrzu najwyższe stężenia. Wyjaśnia nam to specjalistka alergologii, dr n. med. Magdalena Arcimowicz.Fotodermatozy to grupa reakcji skórnych wywołanych przez promieniowanie UV, znacznie silniejszych niż zwykłe oparzenie słonecznePrawdziwe uczulenie na słońce objawia się najczęściej swędzącą wysypką, rumieniem lub pokrzywką w miejscach odsłoniętychCzęść pacjentów myli objawy nosowo-spojówkowe wywołane pyłkami z reakcją na słońce ze względu na czas ich występowaniaNiektóre leki, antybiotyki oraz zioła mogą działać fotouczulająco, wywołując gwałtowne zmiany po wyjściu na dwórSkuteczna ochrona przed fotodermatozami opiera się na stosowaniu szerokopasmowych filtrów UV oraz odzieży ochronnej
W Polsce przestał być jedynie marginalnym problemem dietetycznym, a przybrał rozmiary realnej epidemii o charakterze cywilizacyjnym. Wpływa on bezpośrednio na dramatyczny spadek odporności, pogorszenie nastroju oraz ogólny stan zdrowia populacji, który obserwujemy w statystykach medycznych każdego roku. Większość z nas wciąż tkwi w błędnym przekonaniu, że suplementacja tego składnika to jedynie profilaktyka krzywicy u dzieci lub dbałość o zdrowe kości u seniorów. Tymczasem prawda jest znacznie bardziej złożona. Mowa oczywiście o witaminie D.Poniższy materiał, opracowany na podstawie rozmowy Anny Kolasińskiej z uznanym dietetykiem Jakubem Mauriczem, rzuca nowe światło na skalę zaniedbań i błędy w powszechnym podejmowaniu tematu.Witamina D niezbędna dla naszego zdrowiaPolacy mają ogromne niedobory witaminy D