Nikt nie odwiedza ich na Dzień Babci i Dziadka. Psycholog o samotności seniorów
„W moim gabinecie nie ma seniorów” – mówi dr n. med. Agata Kołodziejczyk. To zdanie uderza najmocniej, bo przecież to właśnie jesień życia bywa czasem najtrudniejszym do udźwignięcia. Dlaczego ci, którzy potrzebują wsparcia najbardziej, tak rzadko po nie sięgają?
Statystyki bywają zimne, ale to nie one bolą najbardziej. Prawdziwy dramat rozgrywa się w całkowitej ciszy czterech ścian, w uporczywym wyczekiwaniu na dźwięk domofonu lub w pustym spojrzeniu na ekran telefonu, który milczy od tygodni. Z okazji Dnia Babci i Dziadka pochylamy się nad tematem, o którym seniorzy rzadko mówią głośno – o samotności, która w Polsce staje się cichą epidemią, niszczącą zdrowie równie skutecznie jak papierosy czy zła dieta. O psychologicznych kulisach tego zjawiska rozmawiamy z dr n. med. Agatą Kołodziejczyk z Katedry Psychologii Klinicznej i Zdrowia we Wrocławiu.
- Na poczucie samotności seniora ma wpływ mnóstwo czynników
- Psycholog mówi jak możemy wspierać seniorów
- Negatywny wpływ samotności na zdrowie
Pustka w gabinecie, pustka w sercu
W prywatnych gabinetach psychoterapeutycznych seniorzy są gośćmi wyjątkowo rzadkimi. Choć jesień życia to czas kumulacji najtrudniejszych strat – od utraty zdrowia i sprawności, po odejścia najbliższych osób – osoby starsze niemal nigdy nie szukają profesjonalnej pomocy na własną rękę. Dr Agata Kołodziejczyk, która oprócz swojego gabinetu, na co dzień pracuje z pacjentami m.in. w Dolnośląskim Centrum Onkologii, zwraca uwagę na barierę, która dla młodszych pokoleń jest niemal niezrozumiała. Nie chodzi tylko o pieniądze, choć skromne emerytury rzadko pozwalają na luksus regularnej terapii. Problemem jest specyficzna konstrukcja psychiczna i pewnego rodzaju elastyczność poznawcza.
Pokolenie dzisiejszych 70- i 80-latków zostało ukształtowane w świecie, w którym o emocjach się nie rozmawiało, a problemy natury psychicznej stanowiły temat tabu. Dla wielu z nich pójście do psychologa to wciąż powód do wstydu, a nie wyraz troski o siebie czy dojrzałości. Jak zauważa dr Kołodziejczyk, seniorzy mają zupełnie inną trudność w nazywaniu tego, co czują. Często cierpią w milczeniu, bo nie znają języka, którym mogliby opisać swój ból.
- W gabinecie nie ma seniorów. Wynika to z kilku powodów. Przede wszystkim, mało który senior może sobie pozwolić na kosztowne wizyty. Ale równie istotne są ich podejście do zdrowia psychicznego, elastyczność psychiczna i świadomość – seniorom jest po prostu trudniej wyrażać emocje, rozumieć je i rozmawiać o nich w sposób, do jakiego przyzwyczajone są młodsze pokolenia – wyjaśnia psycholog.
To sprawia, że jedynym miejscem, gdzie senior spotyka się z opieką psychologiczną, jest szpitalny oddział lub interwencja dzieci, które widząc gasnącego rodzica, desperacko szukają dla niego ratunku.

Samotność fizyczna a subiektywne osamotnienie
W rozmowie z ekspertką poruszyliśmy także różnicę między “samotnością” a “osamotnieniem”. Większości z nas te pojęcia często zlewają się w jeden. Natomiast jak wskazuje psycholog samotność obiektywna – wynika z faktu, że ktoś faktycznie nie ma rodziny, stracił współmałżonka, a przyjaciele z dawnych lat już odeszli. To stan, w którym fizycznie nie ma do kogo otworzyć ust. Jednak znacznie groźniejsze, bo trudniej dostrzegalne dla otoczenia, jest osamotnienie subiektywne. To bolesne poczucie izolacji, które może dopaść człowieka nawet w samym środku rodzinnego obiadu, przy pełnym stole.
Zmiany kulturowe, jakie zaszły w Polsce w ciągu ostatnich dekad, znacząco pogorszyły sytuację seniorów. Bezpowrotnie odeszliśmy od modelu rodziny wielopokoleniowej, w której dziadkowie pełnili kluczowe role opiekuńcze i decyzyjne. Dzisiejsi młodzi ludzie migrują, zmieniają kraje i miasta, goniąc za karierą. Choć technologia pozwala na wideorozmowy, dla seniora wychowanego w kulturze fizycznej bliskości i dotyku, szklany ekran jest tylko zimną namiastką relacji.
Dr Kołodziejczyk podkreśla, że senior może czuć się bardziej opuszczony mieszkając z rodziną, niż gdyby mieszkał zupełnie sam, jeśli czuje, że dla swoich bliskich jest ciężarem lub „przezroczystym” meblem.
- Senior może być otoczony ludźmi, rodziną, a czuć się nierzadko bardziej osamotniony niż ten, który mieszka sam. To subiektywne poczucie wynika często z braku głębokiego porozumienia i różnic wartości, które dzielą pokolenia – tłumaczy ekspertka.
W oczach seniora świat stał się niezrozumiały, a on sam czuje się w nim nieproszonym gościem.
„Maruda ze Smerfów” i biologiczny koszt izolacji
Często słyszymy od rodzin: „Moja babcia stała się nie do zniesienia, tylko marudzi”. Dr Kołodziejczyk używa tu porównania do „Marudy ze Smerfów”. To wycofanie, narzekanie i atakująca postawa wobec pomocy nie biorą się ze złośliwości. To mechanizm obronny przed lękiem. Seniorzy, tracąc kontrolę nad własnym ciałem i otoczeniem, stają się lękowi. Ich marudzenie to w rzeczywistości wołanie o uwagę, na które społeczeństwo reaguje najczęściej zniecierpliwieniem. Wiąże się to bezpośrednio ze wspomnianym brakiem umiejętności wyrażania swoich uczuć.
Tymczasem izolacja społeczna to nie tylko kwestia gorszego nastroju. To realny czynnik chorobotwórczy. Jak wskazują liczne badania naukowe, chociażby to przeprowadzone przez Dirka Scheelego, profesora neurobiologii społecznej na Uniwersytecie Ruhry, samotność może być tak szkodliwa dla zdrowia, jak palenie 15 papierosów dziennie. Badania jasno wskazują, że brak stymulacji społecznej drastycznie przyspiesza procesy otępienne. Samotny mózg szybciej zapomina, szybciej traci zdolność kojarzenia faktów. Samotność jest swego rodzaju katalizatorem – sprawia, że choroby przewlekłe, na które cierpi senior, stają się bardziej uciążliwe i trudniejsze do opanowania.
Lekarstwem, które dr Kołodziejczyk gorąco rekomenduje, są systemowe formy aktywizacji. Domy kultury, świetlice czy uniwersytety trzeciego wieku nie są tylko miejscami „zabijania czasu”. To bastiony zdrowia psychicznego.
– Niektóre zadania w świetlicach mogą wydawać się banalne, jak wspólne robienie kanapek, ale to właśnie wtedy seniorzy mogą spędzać razem czas. To jest jak lek na osamotnienie; jeden z moich pacjentów potrafił spędzać tam po 6 godzin dziennie i czuł się dzięki temu wspaniale – opowiada psycholog.
Wspólne krojenie warzyw czy rozmowa o pogodzie z rówieśnikiem robią dla mózgu seniora więcej niż najdroższe suplementy na pamięć.
Przywrócić sprawczość, zachować godność
Największym wyzwaniem dla nas – dzieci, wnuków i postronnych obserwatorów – jest zmiana sposobu, w jaki komunikujemy się z osobami starszymi. Jako społeczeństwo mamy ogromną tendencję do infantylizacji seniorów. Zdrabnianie imion (znane nam wszystkim „pani Krysiu” do obcej kobiety w wieku 80 lat), mówienie do nich podniesionym głosem jak do dzieci, czy wyręczanie ich w każdej, nawet najprostszej czynności, to działania, które w rzeczywistości ich krzywdzą.
Senior, któremu odbiera się możliwość decydowania o tym, jaką herbatę chce wypić lub jak ma wyglądać jego dzień, traci poczucie sprawstwa. A bez sprawstwa nie ma woli życia. Dr Kołodziejczyk przywołuje obraz seniorów, którzy mimo wieku wciąż posiadają ogromne zasoby intelektualne, o których zapominamy, widząc jedynie zmarszczki i siwe włosy.
Kluczowa rada psychologa jest prosta, choć trudna do wdrożenia w ciągłym biegu: przestańmy wyręczać, zacznijmy pytać o potrzeby.
- Seniorzy nie chcą, aby traktować ich jak dzieci; oni chcą czuć tę sprawczość, której tak bardzo im brakuje w starości. Pomagajmy im, ale najpierw zapytajmy o potrzebę. Czasami drobna wskazówka pomoże seniorowi dużo bardziej niż wykonanie zadania za niego, bo pozwoli mu odzyskać poczucie bycia potrzebnym – podsumowuje dr Kołodziejczyk.
W ten Dzień Babci i Dziadka, obok kwiatów i życzeń, dajmy im coś najważniejszego: prawo do bycia dorosłym, szanowanym człowiekiem, którego głos wciąż ma znaczenie.
Źródło: Pacjenci