Czy mróz naprawdę zabija wirusy? Ekspert wyjawia prawdę
Aktualne siarczyste mrozy mają ten plus dla wielu z nas, że mamy nadzieję, iż zrobi on porządek z wirusami i w naturalny sposób ograniczy liczbę infekcji na wiosnę. Skoro zamarza woda, giną owady, a rośliny przechodzą w stan uśpienia, łatwo założyć, że patogeny też nie mają szans. Cóż, w przypadku wirusów rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej…
- Mróz nie działa na wirusy tak, jak się powszechnie uważa
- Dlaczego zimą chorujemy częściej?
- Co naprawdę ogranicza rozprzestrzenianie się infekcji?
- Kiedy niskie temperatury faktycznie pomagają zdrowiu?
Mróz nie działa na wirusy tak, jak się powszechnie uważa
Silny mróz nie jest dla wirusów zabójczy. Wręcz przeciwnie – wiele z nich bardzo dobrze znosi niskie temperatury. Wyjaśnił to dr Paweł Grzesiowski na antenie Polsat News, odnosząc się do popularnego mitu o „wymrażaniu” patogenów.
„Patogeny wirusowe mogą przetrwać głębokie mrożenie i po rozmrożeniu zachowują zdolność zakażania, dlatego obecna aura nie ma istotnego wpływu na ryzyko transmisji w populacji”.
W praktyce wirusy są rutynowo przechowywane w laboratoriach w bardzo niskich temperaturach, nawet sięgających minus 80 stopni Celsjusza:
„Niskie temperatury nie eliminują wirusów. W laboratoriach przechowuje się je w temperaturze nawet minus osiemdziesiąt stopni Celsjusza, a po rozmrożeniu nadal pozostają żywe i zdolne do zakażania”.
Dlaczego zimą chorujemy częściej?
Skoro mróz nie niszczy wirusów, pojawia się pytanie, dlaczego sezon infekcyjny przypada właśnie na zimę. Odpowiedź jest prosta i ma niewiele wspólnego z temperaturą powietrza. Zimą więcej czasu spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach, blisko innych ludzi, przy słabszej wentylacji.
Jak podkreślał dr Grzesiowski: „oczywiście w chłodzie ich aktywność spada, ale to nie oznacza, że przestają być groźne”. Główny Inspektor Sanitarny dodał również: „tam kluczowe są kontakty międzyludzkie, a nie temperatura na zewnątrz”. To właśnie one decydują o tym, jak szybko wirusy się rozprzestrzeniają.
Co naprawdę ogranicza rozprzestrzenianie się infekcji?
Na liczbę zachorowań dużo większy wpływ niż pogoda mają nasze codzienne zachowania. Higiena rąk, unikanie kontaktu z osobami chorymi, wietrzenie pomieszczeń i pozostawanie w domu podczas infekcji realnie zmniejszają ryzyko zakażenia.
Ekspert zwracał też uwagę na aktualną sytuację epidemiczną:
„Szczyt fali zachorowań przypada na końcówkę stycznia i pierwszą połowę lutego”.
Obecnie notuje się co najmniej 100 tysięcy zachorowań tygodniowo, co odpowiada wskaźnikowi ponad 280 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców. To pokazuje, że nawet przy mroźnej pogodzie wirusy krążą intensywnie.
Kiedy niskie temperatury faktycznie pomagają zdrowiu?
Mróz nie pozostaje oczywiście bez znaczenia dla naszego bezpieczeństwa zdrowotnego. Niskie temperatury znacznie silniej oddziałują na bakterie, pasożyty oraz organizmy takie jak komary czy kleszcze. W ich przypadku zamarzająca woda uszkadza struktury komórkowe, co prowadzi do obumierania.
„Dlatego mroźna zima pomaga ograniczyć populację tych organizmów w środowisku” – wyjaśniał dr Grzesiowski.
To dobra wiadomość w kontekście chorób przenoszonych przez wektory, ale nie powód, by liczyć na mróz jako naturalną ochronę przed infekcjami wirusowymi.
polsatnews.pl