Ojciec zostawił dziecko w zaśnieżonym aucie. To czuje człowiek, kiedy zamarza
Zimno najpierw kłuje i szczypie, potem zaczyna boleć. Palce tracą czucie, ciało drży w sposób niekontrolowany, a myśli stają się coraz wolniejsze i chaotyczne. Z czasem pojawia się apatia, senność i złudne wrażenie, że „nie jest już tak źle”, choć to właśnie wtedy organizm zaczyna przegrywać walkę o utrzymanie ciepła. Skóra blednie, oddech staje się płytki, serce zwalnia. Właśnie coś takiego mógł czuć chłopiec zostawiony przez ojca w zaśnieżonym samochodzie.
- Dziecko zamknięte w aucie podczas mroźnego wieczoru
- Straż miejska potwierdziła szczegóły interwencji
- Dlaczego samochód nie chroni przed wychłodzeniem?
- Pierwsze reakcje organizmu na silne zimno
- Co dzieje się z człowiekiem, gdy dochodzi do hipotermii?
Dziecko zamknięte w aucie podczas mroźnego wieczoru
Do zdarzenia doszło w noworoczny wieczór na warszawskim Starym Mieście. Podczas patrolu w rejonie ulicy Podwale strażnicy miejscy otrzymali pilne zgłoszenie dotyczące dziecka pozostawionego w zaparkowanym samochodzie. Pojazd był częściowo zasypany śniegiem i sprawiał wrażenie opuszczonego. W środku znajdował się 10-letni chłopiec, który – według zgłoszenia – przebywał tam już od kilkunastu minut.
Jak ustalono, ojciec dziecka wraz ze znajomym oddalili się, zostawiając chłopca samego w zamkniętym aucie. Samochód stał dodatkowo na miejscu przeznaczonym dla osób z niepełnosprawnościami, bez wymaganej karty uprawniającej do takiego parkowania. Funkcjonariusze natychmiast zajęli się dzieckiem i powiadomili policję, pozostając na miejscu do czasu przyjazdu odpowiednich służb.
Przeczytaj też: Polacy robią to masowo zimą. Lekarze ostrzegają: ryzyko zawału gwałtownie rośnie
Straż miejska potwierdziła szczegóły interwencji
Strażnicy miejscy w oficjalnym komunikacie nie pozostawili wątpliwości co do przebiegu interwencji i okoliczności zdarzenia. Podkreślili, że sytuacja była realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa dziecka:
„W zamkniętym i częściowo zasypanym śniegiem samochodzie rzeczywiście przebywał 10-letni chłopiec. Jego ojciec wraz z kolegą poszli obejrzeć fontanny. Pojazd pozostawiony był na miejscu dla osób z niepełnosprawnościami, bez wyłożonej karty uprawniającej do parkowania na „niebieskiej kopercie”.”
Zanim na miejsce dotarła policja, ojciec chłopca oraz kierowca pojazdu wrócili do auta. Obaj byli zaskoczeni obecnością służb. Sprawa niewłaściwej opieki nad dzieckiem została przekazana policjantom, którzy mają ocenić, czy doszło do narażenia nieletniego na niebezpieczeństwo. Kierowca został ukarany mandatem w wysokości 800 złotych za nieuprawnione parkowanie.
Dlaczego samochód nie chroni przed wychłodzeniem?
Wielu dorosłych błędnie zakłada, że zamknięty samochód stanowi wystarczającą ochronę przed zimnem. Tymczasem nieogrzewane auto bardzo szybko wychładza się do temperatury zbliżonej do tej na zewnątrz. Metalowa karoseria i szyby sprzyjają utracie ciepła, a brak ruchu sprawia, że organizm dziecka nie jest w stanie wytwarzać go w wystarczającym stopniu.
Dziecko, w przeciwieństwie do osoby dorosłej, traci ciepło szybciej. Ma mniejszą masę ciała, cieńszą warstwę tkanki tłuszczowej i słabszą zdolność do regulowania temperatury. Nawet kilkanaście minut w zimnym, zasypanym śniegiem aucie może doprowadzić do poważnego wychłodzenia.
Pierwsze reakcje organizmu na silne zimno
Gdy temperatura otoczenia gwałtownie spada, organizm uruchamia mechanizmy obronne. Początkowo mają one chronić przed utratą ciepła, ale szybko stają się niewystarczające:
- pojawia się intensywne drżenie mięśni, które ma wytwarzać ciepło,
- naczynia krwionośne w skórze obkurczają się, powodując ból i drętwienie rąk oraz stóp,
- spada sprawność manualna, trudniej zapiąć kurtkę czy poruszać palcami,
- pogarsza się koncentracja i zdolność logicznego myślenia.
Na tym etapie człowiek wciąż odczuwa dyskomfort i strach, ale właśnie wtedy najłatwiej o podjęcie właściwej reakcji – jeśli pomoc nadejdzie na czas.
Co dzieje się z człowiekiem, gdy dochodzi do hipotermii?
Dalsze wychładzanie organizmu prowadzi do hipotermii, czyli stanu bezpośrednio zagrażającego życiu. Proces ten postępuje stopniowo:
- drżenie ustaje, bo organizm nie ma już energii, by je podtrzymywać,
- pojawia się senność, apatia i obojętność na otoczenie,
- mowa staje się bełkotliwa, a reakcje wyraźnie spowolnione,
- serce bije wolniej, a oddech staje się płytki i nieregularny,
- może dojść do utraty przytomności, a w skrajnych przypadkach – do zatrzymania krążenia.
To właśnie ten etap bywa najbardziej podstępny, bo złudne poczucie spokoju maskuje realne zagrożenie. W takich warunkach każda minuta ma znaczenie – szczególnie gdy ofiarą jest dziecko pozostawione bez opieki.