Co oznaczają podkrążone oczy i zgrzytanie zębami u dziecka. Znany pediatra ostrzega
Czy Twoje dziecko nagle straciło apetyt, słabo sypia i obgryza paznokcie? Zanim wpadniesz w panikę i rzucisz się, by diagnozować się na internetowym forum albo sięgniesz po leki bez recepty, dowiedz się, co kryje się za tymi objawami. Znany pediatra lek. Łukasz Durajski w podcaście „Pacjent w centrum” obala najpopularniejsze mity o pasożytach u dzieci i wyjaśnia, dlaczego rutynowe odrobaczanie „w ciemno” to katastrofa dla zdrowia malucha.
- Zgrzytanie zębami rzadko oznacza pasożyty; najczęściej odpowiadają za nie stres, emocje lub wady zgryzu dziecka
- Rutynowe odrobaczanie bez badań to błąd, który obciąża narządy wewnętrzne i może uszkodzić wątrobę oraz nerki
- Biorezonans to pseudonauka. Pasożyty wykrywa się rzetelnie poprzez trzykrotne badanie kału oraz morfologię krwi
Od zgrzytania zębami po obgryzanie paznokci
Rodzice małych dzieci często stają przed nie lada wyzwaniem, kiedy ich maluchy zaczynają przejawiać niepokojące, ale często występujące symptomy. Nudności, bóle brzucha, brak apetytu, permanentne osłabienie, a do tego problemy ze snem i kłopoty z koncentracją. Dla wielu osób pierwszym skojarzeniem w takiej sytuacji są pasożyty. Co ciekawe, na tej liście pojawiają się również zachowania, które rzadko kojarzymy z chorobą fizyczną, np. obgryzanie paznokci czy zgrzytanie zębami. Jak wyjaśnia lek. Łukasz Durajski, znany pediatra związany z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, niektóre z tych objawów mają podłoże neurologiczne:
- Obgryzanie paznokci wynika z reakcji nerwowej. Kiedy w organizmie coś się dzieje, układ nerwowy jest stale pobudzany i stymulowany – wyjaśnia pediatra.
Z kolei powszechny mit wiążący zgrzytanie zębami (tzw. bruksizm) wyłącznie z obecnością pasożytów został zweryfikowany przez współczesną medycynę. Badania pokazują, że zaledwie ułamek procenta takich sytuacji ma powiązanie z infekcją pasożytniczą, a prawdziwe przyczyny bruksizmu najczęściej tkwią w psychice dziecka (stres, emocje) lub wadach zgryzu.
„Kardynalny błąd” rodziców, czyli odrobaczanie na własną rękę
Wokół tematu pasożytów u dzieci narosła ogromna panika. Pod wpływem presji społecznej i wszechobecnych reklam w telewizji czy internecie, rodzice decydują się na podawanie silnych leków przeciwpasożytniczych bez konsultacji lekarskiej. Łukasz Durajski przestrzega przed podawaniem takich leków bez konsultacji z lekarzem i nazywa to zjawisko jedną z największych katastrof współczesnej pediatrii. Leki te nie są bowiem obojętne dla młodego organizmu.
- Najważniejsze to nie popełniać kardynalnego błędu, jakim jest słynne rutynowe odrobaczanie. Uważam to za jedną z największych katastrof i jeden z największych mitów w pediatrii – ostrzega Łukasz Durajski.
Podawanie takich silnych preparatów profilaktycznie, tak „na wszelki wypadek”, może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych.
- Jeśli w organizmie dziecka rzeczywiście jest pasożyt, to lek ma go zabić. Ale jeśli go nie ma... to ten organizm musi zmetabolizować ten lek. W efekcie obrywają narządy wewnętrzne. To jest szalenie ważna informacja, która powinna mocno wybrzmieć: te leki nie są obojętne dla zdrowia – wyjaśnia lekarz.
Bezmyślna kuracja lekami bez recepty może w skrajnych przypadkach uszkodzić wątrobę oraz nerki dziecka.
Czy biorezonans wykryje pasożyty?
Zdesperowani rodzice, u których dzieci rutynowe badania laboratoryjne nie wykazują obecności owsików czy lamblii, często szukają potwierdzenia swoich obaw w gabinetach tzw. medycyny alternatywnej. Jedna z popularnych metod „wykrywania” pasożytów stał się w ostatnich latach biorezonans. Choć właściciele takich urządzeń posługują się trudnymi pojęciami z zakresu fizyki kwantowej, lekarze kategorycznie odradzają korzystanie z takich usług.
- Wokół biorezonansu zbudowano bardzo zręczną narrację. Przedstawia się to jako technologię opartą na fizyce kwantowej, co jest kompletną bzdurą. Wykorzystuje się po prostu naukowe, skomplikowane sformułowania. Pacjenci w to wierzą – jeśli słyszą pojęcia, których nie rozumieją, uznają, że to coś niezwykle zaawansowanego, co na pewno im pomoże. Cała ta szarlataneria opiera się na ładnie brzmiących słowach i pseudonaukowych publikacjach, często wydawanych w czasopismach stworzonych specjalnie na potrzeby tego typu rynków. Dla przeciętnego pacjenta odróżnienie prawdy od fałszu jest niezwykle trudne. Tam po prostu nie ma żadnej naukowej metody ani praw fizyki, które mogłyby cokolwiek wykryć – tłumaczy Łukasz Durajski.
Maszyny te rzekomo rejestrują mikroskopijne drgania i w tym samym czasie wykrywają u pacjenta wirusy, grzyby oraz pasożyty. Z punktu widzenia biologii i fizyki jest to niemożliwe, ponieważ organizmy te mają zupełnie inne rozmiary (od nanometrów po centymetry) i nie da się ich badać przy użyciu tych samych parametrów. Biorezonans to nic innego jak losowe przypisywanie diagnoz, które sprytnie dopasowują się do lęków pacjenta.
- Gabinety, które się tym zajmują, są często stylizowane na profesjonalne placówki medyczne, a opisy usług brzmią niesamowicie zaawansowanie. Pacjent ma poczucie, że przechodzi badanie na miarę rezonansu magnetycznego czy tomografii komputerowej – których działania zresztą też zazwyczaj nie rozumie. Słowo „biorezonans” brzmi bardzo podobnie do „rezonans”, co celowo wprowadza w błąd – przestrzega ekspert.
Jak prawidłowo wykryć owsiki i inne robaki?
Rzetelna diagnostyka pasożytów nie opiera się na „magicznych” aparatach, lecz na sprawdzonych procedurach medycznych. Kluczem do sukcesu jest cierpliwość oraz ścisła współpraca z wiarygodnym laboratorium. Łukasz Durajski przyznaje, że jedno badanie kału rzadko kiedy daje jednoznaczną odpowiedź, dlatego standardem jest pobranie trzech próbek w odstępach dwudniowych. Równolegle lekarze zlecają wykonanie morfologii krwi z rozmazem, aby sprawdzić poziom eozynofili, których podwyższona wartość może sugerować obecność nieproszonych gości w organizmie. Przy zastosowaniu tej procedury skuteczność diagnostyczna wynosi aż 98%.
- Osobiście wyznaję zasadę: dopóki nie mam czarno na białym wyniku badania, nie przepisuję leków – podkreśla Łukasz Durajski.