Co roku wykonuje się ok. 200 zabiegów. Przeżywa 90% pacjentów. Dr Słowikowska: Na przeszczepienie serca mamy cztery godziny
Statystyki mówią, że w Polsce z niewydolnością serca zmaga się ponad milion osób. Jednak lekarze przeprowadzają około dwieście operacji przeszczepienia tego narządu rocznie. Powodem jest ograniczona liczba dawców. Jak podkreśla kardiolożka dr n. med. Anna Słowikowska w podcaście „Pacjent w centrum”, pierwszy rok po transplantacji przeżywa obecnie 90% pacjentów ze skrajną niewydolnością serca. A co się dzieje, gdy chory musi poczekać na właściwe leczenie, czyli przeszczep? Tu pomagają nowoczesne terapie oraz mechaniczne pompy wspomagające pracę serca.
- W Polsce z niewydolnością serca żyje ponad milion osób, a rocznie w kraju wykonuje się około 200 transplantacji narządu
- Pierwszy rok po operacji przeszczepienia narządu przeżywa obecnie aż 90 proc. pacjentów ze skrajną niewydolnością serca
- Nowoczesne pompy LVAD wspomagają lewą komorę serca, dając chorym cenny czas i stanowiąc pomost do transplantacji organu
Dlaczego przeszczepia się serce?
Pierwszą w Polsce próbę przeszczepu serca przeprowadził w 1969 r. w Łodzi zespół prof. Jana Molla. Wtedy pacjent zmarł po niespełna trzech godzinach od operacji. Pierwszy udany zabieg przeszczepienia serca w Polsce wykonał kilkanaście lat później prof. Zbigniew Religa wraz z zespołem: dr Marian Zembala, dr Andrzej Bochenek, dr Jerzy Wołczyk i dr Bogusław Ryfiński. 5 listopada 1985 r. zapisał się w historii polskiej transplantologii jako wielkie wydarzenie. Dziś kardiologia dysponuje metodami naprawczymi, które pozwalają uniknąć otwierania klatki piersiowej u chorych w ciężkim stanie. Co może się „zepsuć” w sercu?
- Uszkodzenie serca może dotyczyć różnych jego elementów. Mogą zepsuć się zastawki (w sercu mamy cztery zastawki – przyp. red.), naczynia wieńcowe lub układ bodźcoprzewodzący. W przypadku zastawek medycyna dysponuje szerokim wachlarzem rozwiązań: stosuje się protezy biologiczne lub mechaniczne. Dziś u pacjentów w ciężkim stanie, niekwalifikujących się do klasycznej operacji, wykorzystuje się metodę TAVI, czyli przeskórną implantację zastawki aortalnej. Wprowadza się nową protezę w miejsce starej, zwężonej zastawki bez konieczności jej usuwania – wyjaśnia dr Słowikowska.
Gdy uszkodzenie mięśnia sercowego postępuje, a standardowe procedury naczyniowe przestają przynosić poprawę, zespół medyczny musi wdrożyć inne formy terapii.
- Kwalifikacja do transplantacji następuje wtedy, gdy wyczerpane zostaną wszystkie inne metody leczenia skrajnej niewydolności serca. Stosujemy nowoczesne leczenie farmakologiczne oraz elektroterapię. Wszczepia się kardiowertery-defibrylatory (ICD) oraz układy resynchronizujące (CRT-D), ponieważ pacjenci z niewydolnością serca są narażeni na groźne dla życia zaburzenia rytmu – mówi dr Słowikowska.
W oczekiwaniu na przeszczep
Dla pacjentów oczekujących na narząd ratunkiem okazuje się technologia wspomagania krążenia. Dr Anna Słowikowska przypomina historię tych urządzeń oraz ich dzisiejszą rolę.
- Pierwsze urządzenia do wspomagania lewej komory (LVAD) przypominały wielkie szafy. Stworzono je, ponieważ pacjenci masowo umierali w oczekiwaniu na narząd do przeszczepienia. Prof. Religa założył Fundację Rozwoju Kardiochirurgii właśnie po to, by opracować polskie sztuczne komory serca. Pierwotnie miały one stanowić jedynie „pomost do transplantacji”, czyli pozwolić pacjentowi doczekać do pobrania narządu od dawcy, ale dziś dla części chorych z bezwzględnymi przeciwwskazaniami do przeszczepu stanowią one terapię docelową – opisuje kardiolożka.
Funkcjonowanie z pompą wspomagającą wymaga od pacjenta dyscypliny i przewidywania. To przede wszystkim życie z nadrzędną myślą o tym, że pompa wymaga energii elektrycznej. Nie może jej zabraknąć, bo inaczej urządzenie przestanie pracować.
- Kardiochirurg wszywa pompę do koniuszka lewej komory serca oraz specjalny kaniulowany przewód do aorty. Krew z osłabionej lewej komory spływa do pompy, a ta tłoczy ją bezpośrednio do aorty obwodowej. Wymaga to stałego zasilania prądem. Z ciała pacjenta wyprowadzony jest kabel. W domu chory podłącza się do gniazdka elektrycznego, a wychodząc na zewnątrz, nosi ze sobą torbę z akumulatorami – wyjaśnia działanie urządzenia dr Słowikowska.
Ilu chorych czeka na serce?
Wśród chorób cywilizacyjnych, które najczęściej dotykają Polaków są choroby układu krążenia. To powód ok. 36% wszystkich zgonów. Nie przywiązujemy wielkiej wagi do profilaktyki chorób serca, nie przestrzegamy też zasad leczenia najpopularniejszych chorób. Badania pokazują, że zawał nie jest dla nas zdarzeniem, które wywołuje jakiś szczególny lęk. Wiele osób ma przekonanie, że jeśli coś w sercu się zepsuje, to zawsze można je przeszczepić. Sytuacja nie jest wcale tak prosta, jak powszechnie się uważa.
- Spójrzmy na statystyki: po emisji filmu „Bogowie” niektórzy pacjenci bagatelizowali profilaktykę, twierdząc: „W razie czego przeszczepią mi nowe serce”. Tymczasem w Polsce na niewydolność serca choruje około 1-1,2 miliona osób. Liczba około 200 operacji rocznie wynika z bezwzględnego limitu, jakim jest dostępność dawców – zauważa dr Anna Słowikowska.
Jak wskazuje ekspertka, mimo ograniczeń w liczbie pobieranych narządów wyniki leczenia chirurgicznego w Polsce są wysokie.
- Pierwszy rok po transplantacji przeżywa obecnie 90% pacjentów ze skrajną niewydolnością serca. Mediana przeżycia wynosi około 12-13 lat, ale polski rekordzista żył z przeszczepionym sercem aż 30 lat! Medycyna dąży do ciągłego doskonalenia tych wyników, wkraczając w badania na poziom mitochondriów komórkowych. Jednak dopóki nie powstaną idealne serca zwierzęce lub sztuczne, transplantacja narządu od dawcy pozostaje najskuteczniejszą metodą leczenia – mówi dr Słowikowska.
Serce po testach psychologicznych
Kwalifikacja do operacji wiąże się z wykonaniem szeregu badań laboratoryjnych oraz obrazowych. Dr Anna Słowikowska wyjaśnia powody tak skrupulatnej weryfikacji kandydatów.
- To są kwoty rzędu milionów złotych. Z tego względu kwalifikacja pacjenta do przeszczepu jest niezwykle skrupulatna. Chory przechodzi szereg badań: od diagnostyki laboratoryjnej i obrazowej, przez gastroskopię, kolonoskopię, tomografię, po spirometrię i koronarografię. Musimy wykluczyć utajone infekcje czy choroby nowotworowe, które przy powikłaniach po immunosupresji mogłyby zagrażać życiu – tłumaczy kardiolożka.
Równie ważna jak kondycja fizyczna okazuje się równowaga psychiczna chorego przed zabiegiem i po jego zakończeniu.
- Depresję skutecznie się leczy, więc ona nie wyklucza możliwości przeszczepienia komuś serca. Osoby z chorobą alkoholową, zachowujące wieloletnią abstynencję, również mają szansę na kwalifikację. Niezwykle ważnym zagadnieniem jest zespół stresu pourazowego (PTSD) u pacjentów po transplantacji. Wielu z nich w pierwszym roku po operacji doświadcza poczucia winy, lęku oraz obciążenia psychicznego wynikającego z świadomości, że ich życie jest rezultatem czyjejś śmierci. Wymagają oni profesjonalnej opieki psychologicznej i wsparcia bliskich – mówi dr Słowikowska.
Badanie psychologiczne pacjenta jest wymagane m.in. w kontekście przewidywania, czy pacjent będzie się stosował do zaleceń lekarskich po przeszczepie. Ważne jest regularne przyjmowanie leków immunosupresyjnych, zapobiegających odrzuceniu przeszczepu, które należy brać przez całe życie. Istotne są predyspozycje do powrotu do nałogów. Jeśli istnieje duże ryzyko, że pacjent nie wytrzyma w abstynencji, szansa na przeszczep niestety maleje.
Kto dostanie serce?
O przydziale pobranego narządu decyduje Poltransplant, czyli państwowa jednostka podległa Ministerstwu Zdrowia, która zarządza listą oczekujących i koordynuje cały proces alokacji. Wybór właściwego biorcy opiera się na czterech podstawowych parametrach: zgodności grupy krwi, dopasowaniu masy ciała z dopuszczalnym odchyleniem rzędu 20-25 proc., czasie oczekiwania oraz stopniu pilności. Pacjenci mogą czekać na narząd w domu w trybie planowym lub na oddziale szpitalnym w trybie pilnym, otrzymując stałe wlewy leków bądź wsparcie pompą LVAD.
W momencie pobrania serca od dawcy ze stwierdzoną śmiercią mózgową rozpoczyna się wyścig z czasem, ponieważ kardiochirurdzy dysponują zaledwie 4 godzinami tzw. okienka niedokrwiennego. Aby zmieścić się w tym rygorystycznym limicie, Poltransplant dobiera najszybszy środek lokomocji, np. karetkę lub śmigłowiec. W szczególnych sytuacjach medycyna korzysta z kosztownych specjalnych „pudełek”, czyli systemów perfuzji w cieple, które utrzymują żywotność serca nawet do 12 godzin; dostęp do takiej technologii ma m.in. Warszawski Uniwersytet Medyczny. Dr Anna Słowikowska zwraca uwagę, jak bardzo standardy organizacyjne zmieniły się od czasów pionierskich operacji.
- Podczas pierwszej transplantacji prof. Religi narząd pobierano na sali obok biorcy z przetransportowanym pacjentem. Dziś nad całym procesem alokacji czuwa Poltransplant. 40 lat temu prof. Religa sam organizował logistykę, transport i komisje etyczne. Współcześnie transplantacja serca jest standardową, powszechnie uznaną metodą medyczną o ściśle określonych wytycznych prawnych i medycznych – podkreśla dr Słowikowska.