Dr n. med. Tomasz Srebnicki: Zwykła rozmowa nie wyleczy traumy. Potrzeba czegoś więcej
Żyjemy w epoce, w której pojęcie traumy uległo drastycznej dewaluacji, sprowadzone nierzadko do roli publicystycznego wytrychu. Tymczasem z klinicznego punktu widzenia to nie chwilowy kryzys czy społeczny dyskomfort, lecz brutalny stan wyjątkowy ogłaszany przez nasz organizm. O dyktaturze przetrwania, biologicznych kosztach przemocy i systemowym dziedziczeniu lęku opowiada dr n. med. Tomasz Srebnicki.
Czym jest trauma?
W debacie publicznej zbyt często szafujemy pojęciami o potężnym klinicznym ciężarze. Utratę stanowiska, polityczny spór czy trudne rozstanie nazywamy traumą, zacierając jej prawdziwe, destrukcyjne znaczenie. Tymczasem ludzki umysł został ewolucyjnie zaprogramowany w jednym nadrzędnym celu: ma nas za wszelką cenę utrzymać przy życiu. Kiedy zderzamy się z radykalnym niebezpieczeństwem – tragicznym wypadkiem, przemocą fizyczną czy wojną – nasz wewnętrzny system zarządzania kryzysowego przechodzi w tryb ostateczny.
– Mózg jest narzędziem, które służy przede wszystkim temu, żebyśmy przetrwali – tłumaczy Pacjentom dr n. med. Tomasz Srebnicki, psycholog i terapeuta poznawczo-behawioralny. – Trauma to wydarzenie, które w sposób ekstremalny naraża nas na utratę zdrowia, życia lub integralności psychicznej. To nie są drobne doświadczenia, które możemy rozumieć wyłącznie w kategoriach trudnych sytuacji.
Architektura strachu
Gdy mechanizm „walcz lub uciekaj” okazuje się niewystarczający, ludzki organizm kapituluje, przechodząc w fazę zamrożenia. To właśnie w tym najmroczniejszym punkcie rodzi się najgłębokie, nieodwracalne wręcz pęknięcie. Z zewnątrz kryzys może wydawać się zażegnany, ale dla osób obciążonych zespołem stresu pourazowego (PTSD) najgorsza bitwa wciąż trwa. Ośrodki analityczne i racjonalne myślenie zostają całkowicie wygłuszone, a kontrolę nad ciałem przejmuje układ limbiczny, który bezustannie skanuje otoczenie.
– Po traumie żyjemy w taki sposób, jakby ta trauma cały czas trwała – podkreśla ekspert. – Nie jest to choroba mózgu, lecz jego adaptacja. Nasz organizm bezwarunkowo dąży do tego, żeby nas ochronić, ale umysł nie wie, że zagrożenie minęło, dopóki mu systemowo i profesjonalnie nie pomożemy.
Proces odbudowy
Szczególnie dewastujący wymiar przyjmuje przemoc, w której głównym oprawcą staje się dotychczasowy gwarant bezpieczeństwa. W przypadku dzieci wychowujących się w skrajnie dysfunkcyjnych, przemocowych środowiskach, rozwijający się mózg otrzymuje alarmujący komunikat: ten, który ma cię chronić, jest śmiertelnym wrogiem. Z zablokowaną w ten sposób korą czołową dziecko staje się zakładnikiem własnych impulsów. Skuteczne leczenie takich ofiar to dziś potężne wyzwanie rzucone całemu systemowi opieki zdrowotnej i psychiatrycznej.
– Sama rozmowa z przyjacielem czy psychoterapeutą jest absolutnie niewystarczająca, żeby poradzić sobie z tak silnym obciążeniem – zaznacza dr Srebnicki. – W trakcie traumatycznego wydarzenia wyłączają nam się ośrodki mowy, dlatego pacjenci często nie potrafią nazwać i zwerbalizować tego, co czują. Przychodzi do nas człowiek z tak zwanym mózgiem emocjonalnym, który nieustannie broni go przed najgorszym.
Epigenetyka, czyli genetyczny spadek lęku
Polityczna i socjologiczna debata o dziedziczeniu narodowych traum ma dziś swoje wymierne fundamenty w nauce – a dokładnie w epigenetyce. Choć samo brutalne doświadczenie nie jest przekazywane wprost, trwałym modyfikacjom ulega sposób odczytywania naszego kodu genetycznego. Najdobitniej udowadnia to drastycznie zwiększona reaktywność na stres obserwowana u potomków osób, które przetrwały wojenne obozy.
– Trauma nie zmienia naszego kodu genetycznego i nie modyfikuje DNA, ale pod jej wpływem dochodzi do realnych zmian w działaniu konkretnych genów – wyjaśnia psychoterapeuta. – W pewnym sensie nie dziedziczymy samej traumy jako takiej, ale przejmujemy wszystko to, co ostatecznie pomaga nam przetrwać. Mózg bezwzględnie adaptuje się do wcześniejszych doświadczeń, pozwalając następnemu pokoleniu znacznie szybciej reagować na nadciągające niebezpieczeństwo.
Głębokie zrozumienie tych biologicznych mechanizmów to obecnie nie tylko zadanie dla współczesnej medycyny, ale przede wszystkim kluczowy element budowania społecznej odporności i bezpiecznej przestrzeni publicznej. Zranione społeczeństwo zawsze będzie funkcjonować w stanie wyższej gotowości.
Źródło: Pacjenci