Obserwuj nas na:
Pacjenci.pl > Prawo i zdrowie > Kolejna napaść na lekarkę, wiceprezes NRL aż grzmi: "Co ma zrobić kobieta 45 kg? Założyć chwyt?"
Anna Badurska
Anna Badurska 22.01.2026 14:58

Kolejna napaść na lekarkę, wiceprezes NRL aż grzmi: "Co ma zrobić kobieta 45 kg? Założyć chwyt?"

Kolejna napaść na lekarkę, wiceprezes NRL aż grzmi: "Co ma zrobić kobieta 45 kg? Założyć chwyt?"
Specjalista chorób wewnętrznych, Specjalista kardiolog, Wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Fot. komor-med.com.pl/CanvaPRO

Sytuacja z Częstochowy, gdzie doszło do brutalnej napaści na lekarkę, wstrząsnęła opinią publiczną. Jednak dla środowiska medycznego to nie był tylko kolejny nagłówek w mediach. To bolesne przypomnienie o tym, jak kruche jest bezpieczeństwo tych, którzy każdego dnia walczą o nasze zdrowie i życie. 

Czy zawód lekarza stał się profesją wysokiego ryzyka, a gabinet lekarski – miejscem, w którym zamiast „dziękuję” można usłyszeć groźby i poczuć ból fizycznego ataku? O realiach pracy pod presją agresji rozmawiamy z Klaudiuszem Komorem, wiceprezesem Naczelnej Rady Lekarskiej.

  • Wiceprezes NRL: Jeśli nie zaczniemy chronić medyków, niedługo nie będzie miał kto nas leczyć”
  • Lekarze są „kozłami ofiarnymi” systemowej niewydolności
  • Trauma po napaści często skłania lekarzy do odejścia z pracy

Samotność w małym gabinecie

Atak w Częstochowie obnażył systemową słabość ochrony placówek medycznych. Podczas gdy w dużych szpitalach możemy zauważyć obecność ochrony, tysiące lekarzy w mniejszych ośrodkach, wiejskich przychodniach czy prywatnych gabinetach stomatologicznych zostaje zupełnie samych. Tam, za zamkniętymi drzwiami, między lekarzem a pacjentem, nie ma nikogo, kto mógłby zareagować w sekundzie zagrożenia.

Klaudiusz Komor zwraca uwagę na to, że problemu nie rozwiążą same tylko przepisy czy biurokracja:

- Sytuacja nie jest taka prosta, ponieważ tak naprawdę, o ile jeszcze stosunkowo łatwo byłoby to wprowadzić w dużych szpitalach czy dużych przychodniach, no to jak zabezpieczyć małe wiejskie placówki zdrowia, gdzie często przyjmuje jeden lekarz, jedna pielęgniarka? Istnieje ryzyko, że nakładanie na takie małe gabinety jakichś prawnych obowiązków zapewnienia bramek, kontroli, systemów alarmowych będzie działało dokładnie przeciwnie. To będą tylko obciążenia dla tych osób, natomiast nie poprawi to tak jednoznacznie bezpieczeństwa.

Wiceprezes NRL podkreśla również, że agresja ma swoje źródło w narracji, która od lat budowana jest wokół służby zdrowia. Lekarze często stają się „kozłami ofiarnymi” systemowej niewydolności, braku funduszy czy długich kolejek. To na nich skupia się frustracja pacjenta, podsycana niekiedy przez nieodpowiedzialne wypowiedzi osób publicznych.

- Od pewnego czasu utarło się, że za wszystkie problemy w ochronie zdrowia obciąża się medyków, a głównie lekarzy. Popularne, że brakuje pieniędzy, bo lekarze dużo zarabiają, chociaż to jest bzdura. (…) Ta narracja zachęca ludzi do tego, że mogą atakować medyków. Powinno być nie do pomyślenia, że ktoś może uderzyć medyka w pracy i powinno się to spotykać z taką reakcją i potępieniem, jak to jest na przykład w przypadku policjanta - dodaje Komor.

Kolejna napaść na lekarkę, wiceprezes NRL aż grzmi: "Co ma zrobić kobieta 45 kg? Założyć chwyt?"
Fot. brightstars/Getty Images/CanvaPro

System, który nie chroni swoich bohaterów

Choć lekarz w trakcie pełnienia obowiązków w placówce publicznej posiada status funkcjonariusza publicznego, w praktyce ochrona ta okazuje się często iluzoryczna. Co więcej, lekarze pracujący w sektorze prywatnym są jej niemal całkowicie pozbawieni. Brak zasady no fault, która zakładałaby domniemanie działania w dobrej wierze, sprawia, że medyk czuje się nie tylko zagrożony przez agresywnego pacjenta, ale i przez sam system prawny.

- W obecnej sytuacji prawnej w Polsce medyka traktuje się tak jak złodzieja. Jak się coś nie uda, jak będzie powikłanie, to można wsadzić lekarza, pielęgniarkę czy ratownika do więzienia. Ta ochrona funkcjonariusza publicznego też nie przysługuje zawsze. Ona przysługuje wtedy, kiedy pracujemy w miejscach, gdzie jest finansowanie ze środków publicznych, czyli na przykład już w gabinecie prywatnym dentyście nie przysługuje taka ochrona, nawet w czasie pracy - wyjaśnia Wiceprezes NRL.

W obliczu rosnącej fali nienawiści, środowisko lekarskie postuluje wprowadzenie konkretnych rozwiązań, takich jak rejestr pacjentów agresywnych. To narzędzie mogłoby uratować zdrowie wielu medyków – wiedza o tym, że dany pacjent ma na koncie napaści, pozwoliłaby na przyjmowanie go w asyście policji lub ochrony. Niestety, na drodze do bezpieczeństwa stają kwestie biurokratyczne i interpretacyjne. Klaudiusz Komor wprost komentuje:

- My słyszeliśmy, jak to proponowaliśmy, że to chodzi o dyskryminację, o równość, o ochronę danych. Ja myślę, że na przeszkodzie stoi przede wszystkim jeszcze brak zrozumienia ze strony tych, którzy o tym decydują i brak mocnej chęci zmiany tego, co się dzieje.

Cena białego fartucha: trauma, która zmusza do odejścia

Najtragiczniejszym skutkiem napaści nie są tylko siniaki czy zniszczone mienie. To głęboka trauma, która pozostaje w człowieku na lata i często staje się „kroplą przelewającą czarę goryczy”. Atak w Częstochowie mógł skończyć się tragicznie, gdyby nie interwencja innego pacjenta. Ale nawet po wyjściu z gabinetu lekarka zostaje z niewidocznym ciężarem – stresem pourazowym, który w systemie ochrony zdrowia nie jest teorią, lecz bolesną codziennością.

Klaudiusz Komor przyznaje, że zna przypadki, w których lęk przed kolejnym atakiem wygrał z powołaniem. Lekarze, zwłaszcza ci pracujący na pierwszej linii frontu, decydują się na najbardziej drastyczny krok:

- Znam takie przypadki, gdzie lekarze, szczególnie po pracy na SOR-ze, gdzie niestety takie sytuacje mają codziennie miejsce, brali rozbrat z zawodem na kilka miesięcy czy też na troszkę dłuższy okres, chociażby po to, żeby po prostu dojść psychicznie do siebie i już na SOR nie wracali. To nie jest hipotetyczne, ale to są niestety fakty.

To strata, której system może nie udźwignąć. Każdy lekarz odchodzący z zawodu z powodu lęku to setki nieprzyjętych pacjentów i lata zmarnowanej edukacji.

45 kilogramów kontra agresja: czy szkolenia to tylko złudzenie?

W odpowiedzi na narastającą falę przemocy samorząd lekarski podejmuje próby przygotowania medyków do konfrontacji. Prowadzone są kursy samoobrony, powstają poradniki i filmy instruktażowe, które mają nauczyć lekarzy, jak urządzić gabinet, by zawsze mieć drogę ucieczki. Jednak wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej brutalnie punktuje rzeczywistość: szkolenie nie zastąpi fizycznej przewagi napastnika ani nie wyeliminuje paraliżującego stresu. Zwłaszcza po jednym szkoleniu, o którym szybko można zapomnieć.

W gabinecie, gdzie dochodzi do ataku, szanse często są nierówne od pierwszej sekundy:

- Mamy lekarkę, która waży 45 kg i mężczyznę 120 kg, który do niej przychodzi. Żaden chwyt nie pozwoli jej zwyciężyć, jeżeli dojdzie do konfrontacji. Najbardziej staramy się uczyć tego, jak uniknąć tej konfrontacji, czyli jak deeskalować sytuację, jak zmienić temat, jak nagle przerzucić uwagę tego kogoś na inną sytuację - dodaje rozmówca.

Nawet najlepsze przygotowanie techniczne może zawieść w starciu z ludzką psychiką. Klaudiusz Komor zauważa, że techniki samoobrony zapomina się po kilku tygodniach, a w momencie prawdziwego zagrożenia ciało reaguje instynktownie, często odmawiając posłuszeństwa.

- Mamy coś takiego jak reakcja na stres i nawet wtedy znając chwyty, duża część osób nagle staje jak sparaliżowana albo po prostu wszystko zapomina. Kursy samoobrony też [prowadzimy], głównie po to, żeby się poczuć bezpieczniej, żeby jakieś podstawowe rzeczy wiedzieć, ale to mi się wydaje nie rozwiąże problemu - podsumowuje w rozmowie z Pacjentami Wiceprezes NRL.

Dopóki bezpieczeństwo lekarza będzie zależało wyłącznie od jego umiejętności uniknięcia ciosu, a nie od systemowej ochrony i społecznego szacunku, dramaty takie jak ten z Częstochowy będą się powtarzać.

Źródło: Pacjenci

Wybór Redakcji
Apteka
Zmiany na liście bezpłatnych leków w 2026 roku. Polacy muszą o tym wiedzieć
SOR
Wielkie zmiany na SOR-ach. Ministerstwo wprowadza nowe porządki
NFZ, przychodnie
Ważna zmiana w przychodniach POZ już obowiązuje. NFZ wypłaci do 9000 zł miesięcznie
Kryzys finansowy w polskich szpitalach: koszty płac a stabilność lecznic
Płace rozsadzają budżety szpitali. "Wkrótce pielęgniarka zarobi więcej niż prezydent miasta"
Samotność seniorów
"Co my jesteśmy, smrody stare?". Tak wygląda Dzień Babci i Dziadka w DPS [ROZMOWA]
Kobieta z półpaścem
Co wiesz o półpaścu?
Pacjenci.pl
Obserwuj nas na: