Leki czy zmniejszenie żołądka? Lek. Anna Sankowska-Dobrowolska obala mity o leczeniu otyłości
Otyłość to potężne wyzwanie dla współczesnej opieki zdrowotnej i polityki społecznej. Dynamiczny rozwój medycyny sprawia, że pacjenci ze skrajną otyłością stają dziś przed fundamentalnym wyborem: innowacyjna farmakoterapia czy operacyjne zmniejszenie żołądka? O tym, która metoda jest skuteczniejsza i kiedy warto je łączyć, rozmawialiśmy z lek. Anną Sankowską-Dobrowolską, certyfikowaną obesitolożką i specjalistką chorób wewnętrznych.
Złoty standard w skrajnych przypadkach
Mimo gigantycznego przełomu, jakim jest nowoczesna farmakoterapia, wciąż istnieje spora grupa chorych, u których same zastrzyki bywają niewystarczające. Kiedy nadmiar kilogramów realnie i natychmiast zagraża życiu, a wskaźnik BMI bije kolejne rekordy, najtrwalsze efekty ubytku wagi niezmiennie zapewnia chirurgia bariatryczna.
– Jeżeli pacjent ma bardzo wysokie BMI, zagrażające życiu, a miałam pacjentów ważących po 250 kilogramów, to według aktualnej wiedzy medycznej zabiegi bariatryczne nadal są najskuteczniejszą metodą leczenia otyłości, nie leki – diagnozuje Anna Sankowska-Dobrowolska.
W systemie opieki zdrowotnej ten radykalny krok pozostaje niepodważalnym punktem odniesienia dla ratowania pacjentów w najcięższych stanach.
Skalpel nie usuwa nałogów z głowy
Niewielki rozmiar żołądka po zabiegu działa początkowo jak mechaniczny hamulec, skutecznie blokując przyjmowanie ogromnych porcji posiłków, jednak z czasem ulega on naturalnemu rozciągnięciu. Pacjenci, którzy wracają do „zajadania” stresu, szybko odzyskują zredukowaną masę w całości.
– Bardzo często ludzie idą na zabieg nieprzygotowani. Nie przepracowują problemu z jedzeniem w głowie, czyli jedzenia pod wpływem stresu i emocji – podkreśla ekspertka. – Zazwyczaj po dwóch, trzech latach od operacji bariatrycznej wraca uczucie głodu. Żołądek nie rozpycha się całkowicie, ale pacjenci mogą więcej jeść i często zaczynają tyć, bo główny problem nie został rozwiązany.
Brak głębokiej autorefleksji i wsparcia psychologicznego to prosta droga do nawrotu choroby.
– Jeśli nie zastanowimy się, dlaczego mamy otyłość i nie rozłożymy tego na czynniki pierwsze, to masa ciała po jakimś czasie wróci, niezależnie od tego, czy zastosujemy leki, czy pójdziemy na zabieg – ostrzega.
Synergia farmakologii i chirurgii
Najlepsze rezultaty w trudnych przypadkach klinicznych wynikają dziś z przemyślanego łączenia procedur. Wstępne wdrożenie leków obniża wagę pacjenta, co znacząco poprawia jego wydolność i ułatwia chirurgom bezpieczne wykonanie operacji.
– Czasami, gdy mam pacjentów ze skrajną otyłością, kieruję ich na zabieg bariatryczny, a w międzyczasie stosujemy farmakoterapię. Jeśli pacjent trochę zredukuje masę ciała przed operacją, ten zabieg będzie po prostu bezpieczniejszy – wyjaśnia obesitolożka.
Co więcej, odpowiednio dobrana farmakologia potrafi wręcz uratować pacjenta przed koniecznością użycia skalpela.
– Aktualnie pacjentom coraz częściej udaje się unikać bariatrii. Miałam pacjentki z BMI na poziomie 40 i 45, które były już zakwalifikowane do zabiegu, a masę ciała udało się skutecznie zredukować przy pomocy samych leków – mówi Pacjentom.
Przyszłość medycyny to mniej inwazyjności
Stoimy u progu ewolucji, która przemodeluje terapię chorób metabolicznych. Chirurgia i leki mają wspólny cel, jednak dzieli je drastyczna różnica w inwazyjności.
– Bariatria wciąż jest metodą najskuteczniejszą, ale też najbardziej radykalną. Leki możemy odstawić, gdy pojawią się skutki uboczne, a operacje są niestety nieodwracalne – tłumaczy obrazowo Sankowska-Dobrowolska.
To właśnie dlatego współczesna nauka wyraźnie stawia na bezpieczeństwo chorych.
– Naukowy świat leczenia otyłości dąży do tego, aby wyprzeć zabiegi bariatryczne. Chodzi o to, by to farmakoterapia była leczeniem pierwszego rzutu, opcją bezpieczniejszą i mniej uciążliwą dla pacjentów – podsumowuje specjalistka, dodając na koniec niezbędną dawkę realizmu.
– Leki nie są jednak idealne i nie na wszystkich działają. Czasami operacja wciąż pozostaje jedyną możliwą opcją.