Obserwuj nas na:
Pacjenci.pl > Strefa lekarzy > Lekarze nazywają ją „kosmiczną terapią”. Już ponad 700 Polaków ją otrzymało
Ewa Basińska
Ewa Basińska 03.08.2026 11:21

Lekarze nazywają ją „kosmiczną terapią”. Już ponad 700 Polaków ją otrzymało

Lekarze nazywają ją „kosmiczną terapią”. Już ponad 700 Polaków ją otrzymało
Fot. Canva/Studio Iberion

Z nowotworami krwi żyje w Polsce około 100 tys. osób. Dawniej chorowali głównie seniorzy, dziś diagnozę słyszą ludzie młodzi oraz dzieci. Każdego roku od 6 do 9 tysięcy Polaków dowiaduje się, że ma białaczkę, chłoniaka lub szpiczaka. Choć dawniej choroby te kojarzono głównie z osobami po 60. roku życia, dziś diagnozę słyszą pacjenci młodzi, aktywni zawodowo, a także dzieci. Wszyscy oni potrzebują nowoczesnych opcji leczenia, które pozwolą całkowicie pokonać raka lub znacznie wydłużyć życie. Szansą dla wielu z nich jest CAR-T, innowacyjna metoda wykorzystująca własne komórki pacjenta do walki z rakiem.

  • Efektywne leczenie wymaga ciągłego współdziałania ośrodków na każdym etapie, a nie jedynie szybkiego skierowania
  • Metoda daje szansę na całkowitą remisję u kilkudziesięciu procent chorych, u których inne leczenie zawiodło
  • Stosuje się ją w zaawansowanych nowotworach układu krwiotwórczego, głównie w nawrotowych białaczkach i chłoniakach

Na czym polega leczenie „szyte na miarę”?

CAR-T opiera się na modyfikacji własnych komórek odpornościowych chorego. Proces zaczyna się od pobrania limfocytów, które trafiają do specjalistycznych laboratoriów w Europie Zachodniej, najczęściej w Holandii lub Belgii. Tam w warunkach laboratoryjnych są uzbrajane w receptor rozpoznający antygen na komórce nowotworowej. Następnie gotowy preparat wraca do szpitala i trafia do krwiobiegu chorego. Mechanizm działania tej metody tłumaczy prof. Iwona Hus: 

- W organizmie pacjenta pojawia się synapsa immunologiczna, bo te komórki są podawane zwrotnie. Komórki te namnażają się w organizmie pacjenta i zwalczają komórki nowotworowe – tłumaczy prof. Iwona Hus, kierowniczka Kliniki Hematologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie. - Obecnie wykorzystujemy w tej metodzie własne komórki chorego – choć myślę, że wkrótce się to zmieni i nie będzie to już wyłącznie materiał pobierany od pacjenta – dlatego jest to terapia w pełni „szyta na miarę” – dodaje ekspertka.

Rozwój tej koncepcji trwał od lat 90. Jednak początkowo sukces nie był spektakularny. Limfocyty często bowiem ginęły w organizmie chorego, zanim zdołały wygrać walkę z nowotworem. 

- Pierwszą badaną chorobą była przewlekła białaczka limfocytowa, ale okazało się, że limfocyty (będące tu żołnierzami walczącymi z nowotworem) nie były zbyt silne, aby tę walkę wygrać. Stąd we wskazaniach, które są w chwili obecnej – czyli w ostrej białaczce limfoblastycznej, chłoniakach B-komórkowych czy szpiczaku plazmocytowym, na który czekamy – okazało się, że ten sukces może być znacznie większy. Więc jest to z całą pewnością terapia, która zrewolucjonizowała leczenie wielu nowotworów hematologicznych. Stąd takie oczekiwania pacjentów, żeby rzeczywiście ją utrzymać – mówi prof. Hus.

Dziś technologia daje znacznie większe szanse na sukces. Dodatkowym plusem metody jest jej jednorazowy charakter. W medycynie określa się to jako podanie typu „once and done”, co w praktyce oznacza podanie leku i koniec aktywnego leczenia. 

- Ta terapia w dużej mierze pozwoliła nam, zrezygnować – można tak powiedzieć – z procedury transplantacji komórek krwiotwórczych – przypomina prof. Hus.

 

Gdzie stosuje się CAR-T?

Terapia CAR-T funkcjonuje już w naszym kraju od kilku lat. Pierwsze podanie miało miejsce w 2019 r. w Poznaniu. Od tamtego czasu leczenie przeszło ponad 700 osób. Statystyki pokazują, że preparat otrzymało dotąd około 620 chorych z chłoniakami B-komórkowymi oraz 100 osób z ostrą białaczką limfoblastyczną. Leczenie finansuje Narodowy Fundusz Zdrowia w ramach dwóch programów lekowych: B.65 (ostra białaczka limfoblastyczna) oraz B.12.FM (chłoniaki B-komórkowe). 

- Zaczęliśmy od podawania terapii CAR-T u pacjentów, u których wyczerpano niemalże wszelkie możliwości terapii. Była to rzeczywiście terapia ostatniej szansy. To były pierwsze podania i pierwsze badania rejestracyjne. Natomiast dzisiaj przesunięta jest ona do wcześniejszych etapów leczenia. Dotyczy to chłoniaków agresywnych i dotyczy szpiczaka plazmocytowego. Zastosowanie tej terapii wcześniej w procesie leczenia daje bardzo dobre efekty: mniejsze działania niepożądane i lepszą skuteczność w kontekście przeżycia całkowitego oraz jakości życia – mówi prof. Lidia Gil, kierowniczka Kliniki Hematologii, Transplantacji i Terapii Komórkowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Kosmiczne koszty, ale i kosmiczne efekty

Terapia jest spektakularna, jeśli chodzi o efekty, ale do tanich nie należy. Z danych NFZ wynika, że w latach 2021–2024 pomoc dla 265 pacjentów pochłonęła ponad 354 mln zł, co daje wydatek ponad miliona złotych na jedną osobę. Komercyjnie ten koszt jest jeszcze wyższy. Odsetki pozytywnych odpowiedzi na leczenie wynoszą ponad 70 proc. w chłoniakach, ponad 80 proc. w białaczce i od 70 do 90 proc. w szpiczaku. Jednak terapia daje szanse na pełen sukces terapeutyczny i powrót do zdrowia. To szczególnie ważne w kontekście młodych pacjentów.

- Bardzo nieśmiało mówimy dzisiaj o tym, że terapia CAR-T może wyleczyć chorobę nowotworową. Wydaje się, że prawie możemy być tego pewni, jeśli chodzi o leczenie pacjentów z chłoniakami agresywnymi - podkreśla ogromne szanse prof. Lidia Gil.

Środowisko medyczne mocno czeka na objęcie refundacją pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym, u których standardowe opcje zawodzą. Bardzo dobrym wydarzeniem dla pacjentów z chłoniakiem DLBCL była refundacja kolejnej terapii CAR-T-, nowszej generacji, bezpieczniejszej opcji od 1 kwietnia 2026.

Wiek pacjenta przestaje być barierą

W onkologii przyjęło się, że najcięższe procedury rezerwuje się dla osób, które dysponują jeszcze siłami po przyjęciu wcześniejszych linii leczenia, a ich organizmy są w dobrej kondycji. W przypadku terapii komórkowej CAR-T ta reguła nie obowiązuje. Rejestracja w ostrej białaczce limfoblastycznej pozwala na podanie leku dzieciom od 3. roku życia, a górna granica wieku dla dorosłych właściwie nie istnieje. W Poznaniu z sukcesem 80-letnią  pacjentkę. O kwalifikacji decyduje stan biologiczny pacjenta oraz brak skrajnych powikłań, takich jak zaawansowana miażdżyca czy ciężka niewydolność nerek. 

Eksperci uważają nową metodę za przyjaźniejszą dla pacjenta w porównaniu do przeszczepiania szpiku. 

- Wiemy obecnie, że jest to terapia bezpieczniejsza, lepiej tolerowana przez pacjentów i na szczęście w Polsce dostępna - podsumowuje Prof. Iwona Hus. 

Ekspertka przyznała, że przed tradycyjnym przeszczepieniem chorzy często odczuwali wielki lęk i zdarzało się, że rezygnowali z procedury. Obie specjalistki zapewniają, że dotąd nie spotkały osoby, która ze strachu zrezygnowałaby z metody CAR-T. Ewentualne powikłania, w tym tzw. zespół uwalniania cytokin, występują głównie w pierwszych dniach po infuzji, a szpitale potrafią nad nimi w pełni zapanować. 

Sztab ludzi pracuje dla jednego chorego

Cały proces przygotowania pacjenta wymaga potężnego nakładu pracy. Ostateczną zgodę na podanie leku wydaje Zespół Koordynacyjny, którzy co tydzień spotykają się na naradach online. 

- W odniesieniu do chłoniaków agresywnych i innych chłoniaków jest to zespół składający się z 13 profesorów. Mam przyjemność być przewodniczącą tego zespołu – informuje prof. Gil. - To są specjaliści z różnych ośrodków z całej Polski. Spotykamy się online przynajmniej raz w tygodniu i musimy zaakceptować wniosek każdego pacjenta, który został skierowany do leczenia. W związku z tym rzeczywiście otrzymuje tę terapię chory, który powinien to leczenie mieć. To jest leczenie, które angażuje logistycznie bardzo wiele zespołów ludzkich – i to nie tylko w kraju czy w ośrodku, w którym jest prowadzone leczenie, ale wykracza poza granice – podkreśla prof. Gil. 

Jak podaje ekspertka z poznańskiego ośrodka, w Polsce działa 13 ośrodków podających terapię dorosłym oraz 2 dla dzieci. Wyprodukowanie modyfikowanych limfocytów zajmuje od trzech do czterech tygodni. Z tego powodu chory w tym czasie dostaje tzw. leczenie pomostowe w swoim dotychczasowym szpitalu, najczęściej bliżej miejsca zamieszkania. Wymaga to błyskawicznej koordynacji. Jako przykład prof. Hus podaje historię 52-letniego pacjenta z chłoniakiem, który z powodu ucisku guza na rdzeń kręgowy nagle przestał chodzić. W czwartek pobrano od niego limfocyty w Poznaniu, a już od poniedziałku rozpoczął radioterapię w Warszawie, by zatrzymać odrost nowotworu w okresie oczekiwania na lek z zagranicy. Po wyprodukowaniu komórek bezpiecznie wrócił na ich podanie, zyskując szansę na całkowite wyleczenie. 

Współpraca między ośrodkami decyduje o powodzeniu

W terapii CAR-T eksperci upatrują rewolucji w leczeniu chorób nowotworowych krwi. 

– Bardzo nieśmiało mówimy dzisiaj o tym, że terapia CAR-T może wyleczyć chorobę nowotworową. Wydaje się, że prawie możemy być tego pewni, jeśli chodzi o leczenie pacjentów z chłoniakami agresywnymi. Ponieważ tutaj już wiemy, że jeżeli po podaniu terapii CAR-T przez dwa lata pacjent utrzymuje tak zwaną remisję (czyli nie ma w ogóle żadnych objawów choroby), można uznać, że jest to pacjent wyleczony z choroby nowotworowej. Bardzo byśmy chcieli i są pierwsze przesłanki, które pozwalają nam sądzić, że tak będzie w szpiczaku. Jeśli tak będzie, to będzie to największy przełom. Dlatego że ciągle na ten moment szpiczak plazmocytowy to jest dla nas choroba, której nie potrafimy wyleczyć – wyjaśnia prof. Lidia Gil.

Prof. Iwona Hus zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt w terapii CAR-T – współpracę między ośrodkami. 

- Współpraca to nie tylko skierowanie na czas, ale też współdziałanie na każdym etapie. Po kwalifikacji i pobraniu limfocytów są one wysyłane do laboratorium i mamy około 3–4 tygodni na wyprodukowanie leku. W tym czasie ośrodek kierujący zapewnia leczenie pomostowe - mówi prof. Hus. 

- Musimy mówić jednym głosem i współpracować. Potem następuje podanie komórek, chory zostaje przez pewien czas w ośrodku wykonującym procedurę, a następnie wraca do ośrodka kierującego – wyjaśnia specjalistka. 

Ewa Basińska
O autorze
Ewa Basińska
Redaktor Pacjenci
Doświadczona dziennikarka, od 20 lat specjalizująca się w tematyce zdrowotnej. Była redaktor naczelna portalu Polityka Zdrowotna. Na swoim koncie ma tysiące artykułów oraz materiałów wideo dotyczących nowoczesnych terapii i możliwości leczenia, profilaktyki oraz systemu ochrony zdrowia. Skupia się na edukacji zdrowotnej, promując znaczenie profilaktyki, zdrowego stylu życia oraz dbałości o zdrowie psychiczne. Jej zaangażowanie w popularyzację wiedzy medycznej zostało docenione wyróżnieniem w konkursie "Perspektywy Medycyny 2024" za promowanie profilaktyki i zdrowego stylu życia oraz w konkursach dziennikarskich m.in. Dziennikarz Roku organizowanych przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia.
Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji
praca L4
Długie L4 może skończyć się utratą pracy. Lepiej nie przekraczać tego limitu
None
Po tym poznasz, że masz boreliozę. Objawy są charakterystyczne
ZUS
155 tys. Polaków mniej w rok. GUS podał dane, składki ZUS pójdą w górę
None
Zmarszczki, usta czy owal twarzy? Ekspert zdradza, co najczęściej korygują Polki
Karol Nawrocki składa podpis
Karol Nawrocki podpisał ustawę o e-zdrowiu. Rewolucja w onkologii i koniec papierowych kart DiLO
None
Czy wiesz, jak pielęgnować skórę latem? Sprawdź się w naszym QUIZ-ie
Wybór Redakcji
Pacjenci.pl
Obserwuj nas na: