Pacjenci.pl
marzenia

canva.com

Od marzeń do realizacji. Ważne życiowe przesłania w rozmowie z Iwoną Pawłowską

9 Listopada 2022

Autor tekstu:

Redakcja Pacjenci.pl

"W wygodnej, aczkolwiek mocno owładniętą tęsknotą strefie komfortu, żyłam latami. W kokonie wygodnego życia w Warszawie nie było dnia, bym nie myślała o wyjeździe do Włoch. Latami, jak przysłowiowa sójka wybierałam się za morze, by zrealizować marzenie o życiu we Włoszech. Wraz z wejściem procesu działania odpadły ode mnie warunkujące i trzymające mnie przekonania. Wszelkie wymówki typu: nie dam rady, to nie jest dobry moment, nie stać mnie, nie uda się, nie ryzykuje - ustąpiły. Stawiłam się z odwagą do nowego". Ważne życiowe przesłania w rozmowie z coachem i konsultantem biznesu Iwoną Pawłowską.

Jak udało się Pani wyjść ze strefy komfortu i spełnić Pani „włoski sen”?

W wygodnej, aczkolwiek mocno owładniętą tęsknotą strefie komfortu, żyłam latami. W kokonie wygodnego życia w Warszawie nie było dnia, bym nie myślała o wyjeździe do Włoch. Owszem tygodniowe eskapady na urlop do słonecznej Italii cudownie koiły moją tęsknotę, ale były zbyt krótkie. Latami, jak przysłowiowa sójka wybierałam się za morze, by zrealizować marzenie o życiu we Włoszech. Wpierw jednak po jednym wojażowaniu po Wybrzeżu Amalfitańskim napisałam powieść „Włochy to sen, który powraca do końca życia”, by ulżyć sobie w tęsknocie. Powieść została wydana nakładem Wydawnictwa Oficynka w minionym roku. A ja tuż po jej publikacji podjęłam decyzję, że opuszczam Warszawę i wyruszam w podróż do Italii. Plan układany latami wystarczyło dopracować. Pozamykać sprawy w kraju i wyruszyć w podróż. Podjęta w ubiegłym roku decyzja zmaterializowała się i wraz z początkiem lutego tego roku z biletem w jedną stronę wyleciałam do Mediolanu. Moją pierwszą destynacją była Perugia w zielonym sercu Włoch – Umbrii. Wiedziałam, że zanim podejmę finalną decyzję, gdzie się zatrzymam na dłużej, wyruszę w podróż po kilku regionach, by doświadczyć życia i poznać kulturę włoską. Przygotowania do tej podróży nabrały tempa, kiedy w listopadzie ubiegłego roku kupiłam bilet. Zaczęłam porządkować sprawy w kraju, w Warszawie, a szukać mieszkań w słonecznej Italii. Kreślić w Excelu ogólny plan podróży na pierwsze miesiące pobytu we Włoszech. Wraz z wejściem proces działania odpadły ode mnie warunkujące i trzymające mnie przekonania. Wszelkie wymówki typu: nie dam rady, to nie jest dobry moment, nie stać mnie, nie uda się, nie ryzykuje - ustąpiły. Stawiłam się z odwagą do nowego.

Czy mogłaby Pani rozwinąć kilka złotych myśli, które ostatnio Pani opublikowała?

Wszystko mija. Tak, jak w życiu wszystko mija i troski, kłopoty i chwilowe radości, czy miłość.

Przeżywamy nazbyt intensywnie nasze troski, kłopoty, czy inne stany i uczucia. Nazbyt mocno w nas tkwią. A życie stoi otworem i zaprasza po więcej. W podróży, zwłaszcza z jednego miejsca w drugie najbardziej widoczne, jak mija przywiązanie do określonych warunków życia, do zwyczajów w danym miejsca, do przeżyć z nim związanych. Ta siedmiomiesięczna podróż pokazała mi wyraźnie, co jest ważne w życiu. Nazbyt mocno dajemy uwagę a tym samym naszą energię sprawom mało istotnym. Dlatego świadomość tego, co jest najważniejszą wartością, czy wartościami w moim życiu powoduje, że wszystko, co mniej istotne mija.

Nie przywiązuję się! To kolejna mądrość. Nie przywiązuje się do miejsc. Jestem tylko
podróżnikiem w swoim życiu. Zachwycam się urodą natury, pięknem spuścizny po
wcześniejszych wiekach.

Wiążemy się mocno emocjonalnie z miejscami. Tkwimy po uszy w tęsknocie za nimi, rozpamiętujemy, wzdychamy – takie emocje mam na myśli. A tego rodzaju przywiązanie nas nie wspiera, nie karmi, nie odżywia dobrą energią, ba wręcz ją nam odbiera. Dlatego jestem daleka od wiązania się z miejscami. Lubię podróżować i zaglądać w coraz to nowe regiony. Przywiązanie jest statyczne, trzyma w miejscu, na uwięzi, ogranicza. A ja daję sobie przestrzeń na nowe. I tym samym mogę z lekkością podziwiać piękno natury i delektować się spuścizną sztuki sakralnej. Nie wiozę w plecaku wiążących mnie z miejscem obietnic, że wrócę raz jeszcze, że przyjadę. Nie rzucam słów takich. Jeśli będzie mi dane powrócić w to miejsce raz jeszcze docenię a jeśli nie to wystarczająco nasyciłam nim swoje oczy, serce i duszę. Ruszam dalej!

Na każdym za to kroku doceniam. Wyrażam wdzięczność za obfitość tego świata. I im więcej doceniam i dziękuję tym więcej od życia otrzymuję. Im bardziej we mnie zachwyt rozkwita i im więcej daję go innym, czy to poprzez głaski, komplementy, dobre słowo, gesty to wszechświat mi je zwraca. Im więcej daję z siebie tym więcej otrzymuję. W drodze też to szybciej się manifestuje.

Wdzięczność to pozytywna emocja, która bardzo dobrze wpływa nie tylko na samopoczucie, ale na nasz dobrostan. Docenianie warunkuje, że otrzymuje się więcej tego za co się dziękuje. Zatem, kiedy odczuwam zachwyt pięknem architektury średniowiecznej lub barokowej czuję błogość w ciele. Kiedy doceniam gest osoby poznanej w podróży, czy to poprzez wskazanie kierunku, czy popilnowanie bagażu czy dobre słowo otrzymuję takich jeszcze więcej. Im daję z siebie intencjonalnie dobro nie oczekuję zwrotu od tego samego, któremu oferuję. Wiem, że wróci do mnie od innej osoby. W czasie podróży takie gesty i zwroty bardzo szybko się manifestują, czyli dzieją się.

To na co nie mam wpływu i czego zmienić nie mogę to co robię? Akceptuję. Tak, jak nie mam wpływu na pogodę. W rozmowach i dyskusjach nie walczę. Nie udowadniam. Szkoda mi cennej energii, którą mogę dedykować rzeczom piękniejszym.

Mam takie podejście do życia: „Albo masz rację, albo relację!” Zatem, kiedy widzę bezsensowność dyskusji wychodzę z niej. Nie przekonuję, bo wiem, że to nie ma wartości. Drugi człowiek nie zrozumie. Podobnie w drugą stronę. Wyrażam akceptację, zgodę. A kiedy te się pojawiają - spływa na mnie ulga i spokój. I w tych z kolei emocjach oddaję swoją uwagę pięknu natury, albo sztuce, którą uwielbiam.

Odpuszczam. Puszczam wolno. Odwiązuję się od pragnień, tęsknot, pomysłów, konceptów i marzeń. Puszczam je wolno. Jeśli są moje to do mnie wrócą. Jeśli nie to znaczy, że nigdy moje nie były.

Kiedy wpada mi do głowy jakiś pomysł, koncepcja przyglądam się jej, czasami zapisuje w swoich notatkach. Jednakże nie trzymam się kurczowo tego pomysłu i nie rzucam wszystkiego, bo go realizować. Zostawiam na czas jakiś. Z dystansem patrzę i obserwuję, czy jest godny, by go materializować. Daję sobie czas na to, by ów pomysł, marzenie dojrzały. Jeśli za mną chodzi i nie daje mi spokoju, jeśli widzę wiele możliwości w nim to zabieram się za jego realizację. Jeśli odszedł z mojej pamięci – puszczam go wolno.

Z Joanną Kamińską rozmawiała Iwona Pawłowska, Coach Zmiany, Trener, Mentor, Konsultant Biznesu. Z wykształcenia jest pedagogiem po Wyższej Szkole Pedagogicznej ze specjalizacją nauczycielską. Ukończyła szereg studiów podyplomowych z zakresu biznesu, handel zagraniczny w Głównej Szkole Handlowej oraz Zarządzanie w Akademii Leona Koźmińskiego. Coaching kończyła w Szkole Coachów Biznesu Akademii SET. Jest konsultantem psychobiologii po Akademii Psychobiologii. Na co dzień wspiera ludzi w odważnym wychodzeniu do nowego i sięganiu w życiu po więcej (zarówno indywidualnie, jak i organizacjach i firmach). Towarzyszy w zmianach i wyzwaniach życiowych i biznesowych. Ma 20 lat doświadczenia zawodowego, w tym 16 lat w biznesie i 4 lata w edukacji dzieci i młodzieży. Prowadzi szereg warsztatów, szkoleń i kursów w ramach projektu edukacyjnego Szkoła Świadomego Życia, który sama stworzyła.

Tagi:

marzeniażyciecoachmądrości życiowesamorealizacja

Redakcja Pacjenci.plAutor

redakcja pacjenci.pl

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: redakcja@pacjenci.pl