Dla chorych z SMA liczy się każdy motoneuron i możliwość jeszcze skuteczniejszego leczenia
W ostatnich latach nastąpiła rewolucja w leczeniu rdzeniowego zaniku mięśni (SMA), która zmieniła tę niegdyś śmiertelną chorobę w schorzenie przewlekłe. W Polsce chorzy mają zapewniony dostęp do pełnego wachlarza nowoczesnych terapii, z których korzysta około 1200 osób. Niedawno zarejestrowano nowy schemat leczenia wyższymi dawkami leku dokanałowego, który – jak pokazują badania rejestracyjne – wskazuje na jeszcze większy potencjał korzyści dla chorych w postaci popraw.
O przyszłości leczenia SMA w Polsce, nowych możliwościach terapeutycznych oraz potrzebie dostosowania programu lekowego B.102 do dynamicznie zachodzących zmian rozmawiali eksperci podczas konferencji prasowej „Przyszłość leczenia SMA – każdy motoneuron ma znaczenie”.
- Rejestracja w Europie nowej dawki leku dooponowego w SMA przynosi dalsze korzyści chorym w postaci popraw
- Zastosowanie innowacyjnych terapii w SMA wpływa na możliwość przywrócenia do normalnego funkcjonowania „uśpionych” motoneuronów, które usprawniają pracę mięśni
- Program lekowy B.102 ma szansą na dalsze zmiany terapeutyczne, oczekiwane przez środowisko pacjentów z SMA
- W opiece nad chorymi konieczne jest wprowadzenie opieki koordynowanej, większej liczby ośrodków referencyjnych i usprawnienie tranzycji, czyli przejścia chorych z ośrodków pediatrycznych do ośrodków dla dorosłych
Czym jest SMA?
Rdzeniowy zanik mięśni (SMA) to ciężka choroba neurodegeneracyjna, w której dochodzi do obumierania neuronów w rdzeniu kręgowym odpowiadających za pracę mięśni. Przyczyną choroby jest wada genetyczna (mutacja w genie SMN1) skutkująca niedoborem białka SMN, niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania neuronów. Choroba prowadzi do stopniowego osłabienia i zaniku mięśni. Dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych. W przypadku pojawienia się pierwszych objawów bezpośrednio po urodzeniu, w wieku niemowlęcym, wiąże się z najcięższym przebiegiem i złym rokowaniem. Rozpoznanie choroby stawia się na podstawie badań genetycznych. Szacuje się, że w Polsce z SMA zmaga się ok. 1600 osób.
Dzięki wprowadzeniu w styczniu 2019 roku w Polsce, pierwszej terapii w leczeniu tej ciężkiej genetycznej choroby, zmieniła ona swoje oblicze ze śmiertelnej na przewlekłą.

Potencjał uśpionych motoneuronów
Motoneurony to komórki ruchowe odpowiedzialne za przekazywanie sygnałów z układu nerwowego do mięśni. W przebiegu SMA dochodzi do ich trwałej utraty, ale zanim do tego dojdzie, motoneurony wchodzą w tzw. fazę „uśpienia” – czyli są wciąż żywe. Odpowiednia terapia może je „obudzić”, co przekłada się na realną poprawę funkcjonowania pacjentów. Nawet częściowe odzyskanie ich aktywności może znacząco ograniczyć utratę sprawności.
– Powinniśmy walczyć o „wybudzenie” każdego motoneuronu. Jeśli dzięki odpowiedniej interwencji uda się „obudzić” choć jeden motoneuron, może się okazać, że pacjent przestanie tracić 60 proc. swoich możliwości, a będzie tracił jedynie 20 proc.. Każdy motoneuron nie tylko zarządza ruchem, ale wywiera także kluczowy „efekt opiekuńczy” na mięśnie, pozwalając im zachować sprawność. – mówi prof. Anna Kostera-Pruszczyk, Kierownik Katedry i Kliniki Neurologii WUM
Czas na obudzenie metoneuronów jest określony, dlatego zależy nam, aby pacjenci byli leczeni szybko, i to się dzieje, ale też skutecznie a protekcja motoneuronów jest jednym z celów terapeutycznych – dodaje ekspertka.
Neurofilament jako biomarker w SMA
W ocenie skuteczności terapii wciąż dominują skale funkcjonalne, jednak mają one ograniczenia – nie wychwytują subtelnych zmian ani jakości ruchu. Dlatego coraz większe znaczenie przypisuje się mierzalnym biomarkerom.
Jednymi z potencjalnych biomarkerów są neurofilamenty czyli białka znajdujące się w każdej komórce nerwowej. Przy uszkodzeniu neuronów wydostają się one na zewnątrz komórki i przenikają do krwi lub płynu mózgowo-rdzeniowego. Wzrost ich stężenia oznacza uszkodzenie komórek, natomiast szybki spadek pod wpływem terapii świadczy o skuteczności leczenia.
– Przykładem badania, które wykorzystywało neurofilamenty jako biomarkery, było badanie DEVOTE. Jego celem było pokazanie, czy wyższa dawka nusinersenu przyniesie lepsze efekty terapeutyczne. Okazało się, że podanie terapii spowodowało spadek stężenia neurofilamentów, przy czym, przy wyższych dawkach spadek ten był bardzo wyraźny i bardzo szybki. To może oznaczać, że u pacjentów stosujących wyższą dawkę będziemy w stanie ochronić większą liczbę motoneuronów, dokonać tego szybciej, a może też „obudzić” te z nich, które śpią – mówi prof. dr hab. n. med. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, Przewodnicząca Rady ds. Chorób Rzadkich, Kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii IPCZD.
Rozwój terapii, nowe rejestracje i perspektywy w leczeniu SMA
Eksperci są zgodni: większe dawki leku mogą przynieść lepsze efekty i korzyści z leczenia.
– Dane z badania DEVOTE potwierdzają korelację między wyższym stężeniem leku a poprawą stanu funkcjonalnego. W grupie pacjentów przechodzących na wyższe dawkowanie odnotowano średnią poprawę o 1,8 punktu w skalach funkcjonalnych, przy czym u niektórych chorych poprawa wyniosła nawet kilkanaście punktów. Widzimy potencjał w wyższych dawkach, dlatego mamy nadzieję, że znajdą się na lipcowej liście refundacyjnej – mówi dr Anna Łusakowska z Katedry i Kliniki Neurologii WUM.
Ważnym argumentem za rozszerzeniem programu lekowego jest bezpieczeństwo – 10 lat doświadczeń z nusinersenem potwierdza, że lek jest bezpieczny i może być stosowany nawet u kobiet w ciąży.
– Skoro to bezpieczeństwo jest wysokie a ostatnie badania pokazują, że spadek neurofilamentów, czyli biomarkerów, jest skorelowany z dawką leku, to mamy dowód na to, że dzięki wyższym dawkom neurodegeneracja będzie zahamowana wcześniej – dodaje.
Leczenie dzisiaj a możliwości jutra – doświadczenia i oczekiwania chorych na SMA
Mimo sukcesów w diagnostyce i leczeniu zarówno środowisko ekspertów jak i pacjentów wskazują na konieczność dalszych zmian w opiece nad chorymi w postaci rozwoju ośrodków eksperckich, czy rozwiązaniu problemów z przejściem pacjentów z opieki pediatrycznej do systemu dla dorosłych – tzw. tranzycji chorych.
Środowisko pacjentów liczy również na szybkie wprowadzenie refundacji wyższych dawek leku, podkreślając, że każda zmiana na lepsze w terapii to realna szansa na większą samodzielność i lepszą jakość życia.