Przeszczep włosów to nie magiczna różdżka. Ekspertka ujawnia medyczne realia popularnego zabiegu
Współczesna medycyna estetyczna i trychologia oferują potężne narzędzia w walce z kompleksami, a transplantacja włosów wyrasta na jeden z najchętniej wybieranych zabiegów. Należy jednak pamiętać, że nie jest to magiczna różdżka, lecz skomplikowana procedura medyczna. Rygorystyczna kwalifikacja do operacji oraz świadomość, że wyjście z kliniki to zaledwie początek wieloletniej drogi do wymarzonej fryzury, bezwzględnie warunkują ostateczny sukces terapeutyczny. O medycznych realiach i zmieniającej się mentalności pacjentów opowiada ceniona trycholog Martyna Pobuta, w rozmowie z dziennikarką portalu Pacjenci.pl, Martą Sadkowską.
Surowe kryteria kwalifikacji do zabiegu
Obecny rynek nierzadko promuje przeszczepy włosów jako szybką i uniwersalną metodę odzyskiwania gęstej fryzury, co skłania rzesze pacjentów do pochopnych wizyt w klinikach. Z medycznego punktu widzenia decyzja o ingerencji chirurgicznej nie może być jednak podyktowana wyłącznie estetycznym życzeniem pacjenta. Zabieg podlega ścisłym kryteriom biologicznym.
– Zdarza się, że zupełnie nieświadomy pacjent przychodzi do kliniki z żądaniem transplantacji, choć w ogóle się do niej nie kwalifikuje. Przyczyną utraty owłosienia nie zawsze jest bowiem łysienie androgenowe. Niekiedy to problem wywołany silnym, przewlekłym stresem – wyjaśnia Pacjentom Martyna Pobuta. – Należy wyraźnie podkreślić, że odpowiednia kwalifikacja to absolutna podstawa. Najczęściej dotyczy ona genetycznie uwarunkowanego łysienia androgenowego u mężczyzn – dodaje ekspertka.
Maraton, nie sprint. Znaczenie opieki pooperacyjnej
Wielu mężczyzn decydujących się na zabieg żyje w mylnym przekonaniu, że opuszczenie sali operacyjnej trwale zamyka problem łysienia. Oczekują oni natychmiastowych rezultatów, zapominając o kluczowym etapie rekonwalescencji.
– To nie jest tak, że idziemy na zabieg, a po okresie gojenia po prostu cieszymy się nowymi włosami. To zaledwie jedna strona medalu – ostrzega Pobuta. – Niezbędna jest dalsza stymulacja, stała opieka trychologiczna oraz specjalista, który będzie regularnie monitorował, co dzieje się ze skórą głowy po transplantacji.
Wrażliwa tkanka domaga się profesjonalnej, nieustannej pielęgnacji, by zaimplementowane mieszki mogły się prawidłowo zakorzenić. Bez tego nawet perfekcyjnie wykonana operacja może nie przynieść oczekiwanych rezultatów.
Zmiana mentalności: Polska na tle Europy
Stosunek społeczeństwa do utraty owłosienia oraz gotowość do korzystania z osiągnięć nowoczesnej medycyny różnią się w zależności od szerokości geograficznej. Kraje południowe zdecydowanie wiodą prym w otwartym dbaniu o męski wizerunek.
– We Włoszech czy w Hiszpanii presja wizerunkowa wśród młodych mężczyzn jest ogromna. Włosy to dla nich bardzo istotny aspekt, dlatego w przypadku pierwszych objawów łysienia błyskawicznie kwalifikują się do transplantacji – diagnozuje Pobuta.
Na polskim gruncie temat ten jeszcze do niedawna wiązał się ze sporym wstydem. Tendencja ta ulega jednak powolnej, ale wyraźnej transformacji.
– Polska staje się coraz bardziej świadoma problemu. Jesteśmy w stanie akceptować różne rodzaje łysienia, choć niestety wciąż charakteryzuje nas skłonność do szybkiego wydawania ocen. Społeczeństwa zachodnie są pod tym względem zdecydowanie bardziej tolerancyjne – zauważa ekspertka w rozmowie z portalem Pacjenci.pl.
Dostrzega jednak pozytywne zmiany na rynku. – Polscy mężczyźni zaczynają już dorównywać międzynarodowym standardom. Coraz śmielej interesują się tym, jak dbać o włosy i jak zniwelować zakola, chociaż dla wielu to wciąż bardzo wstydliwy temat.
Źródło: Pacjenci.pl