Obserwuj nas na:
Pacjenci.pl > Choroby i leczenie > W dobie mody na białko, oni muszą go unikać, a guma do żucia szkodzi jak trucizna
Ewa Basińska
Ewa Basińska 17.09.2026 16:22

W dobie mody na białko, oni muszą go unikać, a guma do żucia szkodzi jak trucizna

W dobie mody na białko, oni muszą go unikać, a guma do żucia szkodzi jak trucizna
Fot. materiały własne

Wyobraź sobie, że zjedzenie zwykłego sera, kawałka mięsa lub chleba działa na twój mózg jak silna toksyna. Tak wygląda codzienność osób z fenyloketonurią, genetyczną chorobą metaboliczną, która wymaga rygorystycznej diety od pierwszych dni życia. Dzięki badaniom przesiewowym noworodków schorzenie to wykrywa się błyskawicznie, a najnowsze terapie dają chorym szansę na stosowanie diety zdrowego człowieka 

● Fenyloketonuria to rzadka choroba genetyczna. Polega na braku enzymu, który metabolizuje fenyloalaninę, której źródłem są białka pokarmowe
● Diagnozę choroby stawia się u noworodków w pierwszych dniach życia w oparciu o badania przesiewowe. Krew pobierana jest na specjalną bibułę filtracyjną
● Nowoczesny lek w postaci proszku pozwala części pacjentów całkowicie zrezygnować z restrykcyjnej diety i jeść, tak jak każda zdrowa osoba
 

Gdy białko staje się zagrożeniem

Dla każdego z nas białko to podstawowy budulec organizmu, niezbędny do zdrowego funkcjonowania. A guma do żucia wspiera zdrowie jamy ustnej, gdy żujemy ją po jedzeniu, najlepiej by była bez cukru, ale ze słodzikiem. Dla osób z fenyloketonurią białko to źródło fenyloalaniny – aminokwasu, który w ich organizmach gromadzi się w niebezpiecznych ilościach. Fenyloalanina jest też w aspartamie, którym słodzi się gumy do żucia. 

Dziedziczenie fenyloketonurii odbywa się w sposób autosomalny recesywny, co oznacza, że dziecko choruje, ponieważ oboje rodzice przekazali mu wadliwy gen. Co ważne, rodzice ci najczęściej są zupełnie zdrowi i nie mają świadomości o tym, że są nosicielami nieprawidłowego genu. Statystyki pokazują, że zdrowym nosicielem uszkodzonego genu jest średnio co 46. osoba w Polsce. Ryzyko wystąpienia choroby u dziecka takiej pary wynosi 25 proc. przy każdej ciąży. Zdarza się, że w wielodzietnej rodzinie tylko jedno dziecko jest chore, zdarza się także, że mogą chorować wszystkie dzieci. 

Dlaczego dziecko choruje na fenyloketonurię? 

Wytłumaczeniem, dlaczego organizm chorego na fenyloketonurię nie radzi sobie ze zwykłym jedzeniem, jest to, co dzieje się w jego komórkach wątroby.

- Fenyloketonuria to najczęstszy wrodzony błąd metabolizmu aminokwasów. Istota tej choroby polega na braku prawidłowej aktywności jednego enzymu w wątrobie – hydroksylazy fenyloalaninowej. Enzym ten odpowiada za przemianę aminokwasu – fenyloalaniny, w tyrozynę. Podsumowując, osoby chore różnią się od zdrowych tym, że enzym w ich komórkach wątrobowych (hepatocytach) w ogóle nie działa lub jego działanie jest bardzo ograniczone – mówi podczas rozmowy w podcaście „Pacjent w centrum” prof. dr hab. n. med. Maria Giżewska, kierownik Kliniki Pediatrii, Chorób Rzadkich i Medycyny Metabolicznej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, konsultant wojewódzka w dziedzinie pediatrii metabolicznej oraz wiceprzewodnicząca Komitetu Naukowego Europejskiego Towarzystwa Fenyloketonurii ESPKU.

Badania przesiewowe noworodków dają szansę

Wykrycie fenyloketonurii na wczesnym etapie to podstawa sukcesu w leczeniu. Nieleczona choroba prowadzi do dramatycznych konsekwencji. Zbyt wysokie stężenie fenyloalaniny we krwi sprawia, że przenika ona przez barierę krew-mózg. Działa tam neurotoksycznie i jest to nieodwracalne. Hamuje rozwój układu nerwowego, zaburza powstawanie sieci synaptycznej i prowadzi do jednej z najcięższych form niepełnosprawności intelektualnej.

Z fenyloketonurii się nie wyrasta, to choroba na całe życie. Zaniedbanie terapii, nawet w dorosłym życiu, powoduje spadki koncentracji, zaburzenia pamięci i brak kontroli nad emocjami. Dlatego w Polsce każde dziecko zaraz po narodzinach przechodzi odpowiednie testy. 

- Krew pobiera się po ukończeniu 48 godzin życia. Nie robimy tego szybciej, ponieważ musi upłynąć pewien czas, w którym dziecko spożyje pokarm matki, zawierający fenyloalaninę. Na skutek bloku enzymatycznego niezmetabolizowana prawidłowo fenylolanina gromadzi się we krwi. Gdybyśmy badanie wykonali zaraz po urodzeniu, stężenie nie zdążyłoby wzrosnąć – wyjaśnia prof. Giżewska.

Dzięki takiej procedurze unika się fałszywie ujemnych wyników, a chore dzieci natychmiast trafiają pod opiekę specjalistów. To niezwykle ważne.


W dobie mody na białko, oni muszą go unikać, a guma do żucia szkodzi jak trucizna

Aptekarska dokładność na talerzu

Podstawą funkcjonowania pacjentów z fenyloketonurią jest obniżenie stężenia toksycznego aminokwasu we krwi. Od lat 50-60. główną metodą leczenia choroby pozostaje rygorystyczna dieta eliminująca naturalne białko. 

- Każdy gram naturalnego białka to 50 mg fenyloalaniny – wyjaśnia prof. Giżewska.

Chorzy nie jedzą więc tego, co zawiera najwięcej naturalnego białka, czyli mięsa, ryb, nabiału, jajek, warzyw strączkowych czy zwykłego pieczywa. Nawet dozwolone warzywa i owoce muszą być dokładnie ważone i przeliczane, jeśli zawierają powyżej 75 mg fenyloalaniny w 100 g. Za w miarę bezpieczne uważa się pomidory i ogórki. Soja to dla nich produkt wysokiego ryzyka, absolutnie niedozwolony.

Ponieważ rozwijający się organizm (ale też ten dorosły) potrzebuje budulca, pacjenci stosują preparaty aminokwasowe pozbawione fenyloalaniny. Występują one pod postacią proszków, żeli lub gotowych drinków, o bardzo chemicznym smaku. Do tego dochodzą specjalistyczne, niskobiałkowe produkty, takie jak chleb czy makaron. To ogromne obciążenie dla chorych i ich rodzin, wymagające żelaznej dyscypliny każdego dnia.

- Proszę zauważyć tę różnicę: osoba dorosła, np. aktywna sportowo, może spożyć w ciągu doby nawet 100 g białka, nierzadko wiecej. Chory na fenyloketonurię dorosły często może przyjąć jedynie od 6 do 8 g białka  z pokarmów naturalnych. Różnica jest więc kolosalna. Tę restrykcyjną dietę leczniczą w fenyloketonurii wprowadzono w latach 50. Zastosował ją po raz pierwszy dr Horst Bickel u angielskiej dziewczynki, Sheili Jones, i ta terapia spektakularnie zmieniła historię medycyny – opowiada prof. Giżewska, która w szczecińskim ośrodku  wraz z zespołem ma ponad 200 pacjentów w tym również spoza województwa zachodniopomorskiego, chorych na fenyloketonurię. - Mamy w gronie leczonych świetnych prawników, dietetyków, techników samochodowych, logistyków a ostatnio uczyłam grupę przyszłych lekarzy – wśród nich też był pacjent z fenyloketonurią! - podkreśla ekspertka.

Trudnym momentem u chorych jest zaplanowanie rodzicielstwa lub nieplanowane zajście w ciążę. Kobiety z fenyloketonurią planujące macierzyństwo stoją przed trudnym zadaniem. Dla nich ciąża nie jest zwykłą ciążą, ale stanem, gdy powinny o siebie dbać za dwoje i dla dwojga. Przyszła mama nie może odpuścić diety niskofenyloalaninowej. Wysokie stężenie fenyloalaniny u ciężarnej działa bowiem na płód jak trucizna. Powoduje liczne i nieodwracalne wady, m.in. serca, nawet jeśli dziecko urodzi się bez fenyloketonurii i nie odziedziczy choroby. Wymaga to idealnego zaplanowania ciąży i osiągnięcia bezpiecznych parametrów metabolicznych na kilka miesięcy przed poczęciem.

W dobie mody na białko, oni muszą go unikać, a guma do żucia szkodzi jak trucizna

Nowoczesne terapie i szansa na powrót do normalności

Wieloletni reżim dietetyczny jest wyczerpujący dla pacjentów i ich rodzin, dlatego wszyscy oni z nadzieją spoglądają na to, co oferuje im dziś rozwój farmakologii. Naukowcy na świecie przetestowali już różne formy leczenia, o czym również mówi w podcaście prof. Giżewska. Pierwsza to wprowadzona w 2007 r. sapropteryna, która pomaga grupie pacjentów z łagodniejszymi formami fenyloketonurii. Druga metoda polega na podawaniu sztucznego enzymu w codziennych zastrzykach, co niestety bywa uciążliwe i niesie ryzyko reakcji alergicznych. Przełomem okazała się trzecia, najnowsza substancja, czyli sepiapteryna. Lek ten przyjmuje się w formie proszku rozpuszczanego w wodzie raz dziennie. Działa podwójnie: z jednej strony dostarcza organizmowi kofaktor niezbędny do pracy enzymu, a z drugiej działa jako „opiekun” (ang. chaperon) stabilizujący jego strukturę. Leczenie to okazało się skuteczne w odniesieniu do szerszej grupy pacjentów, dając bardzo dobre rezultaty terapeutyczne.

- Odpowiedź organizmu zależy oczywiście od indywidualnego profilu chorego. Niektórzy pacjenci po prostu zwiększają tolerancję białka, ale są też tacy, którzy przy stosowaniu tego leku mogą całkowicie zrezygnować ze specjalistycznej diety. Mam pod opieką cudownego nastolatka, który mógł do tej pory zjeść zaledwie 8 g naturalnego białka dziennie. Po podaniu sepiapteryny zjada dziś ponad 80 g i nie musi przyjmować preparatów aminokwasowych. Dla pacjentów żyjących pod presją wiecznych ograniczeń jest to prawdziwa wolność – podkreśla prof. Maria Giżewska. 

W Polsce szacuje się liczbę chorych na około 2 tys. osób. Obecnie diagnozowani pacjenci otrzymują wsparcie w 10 specjalistycznych ośrodkach zajmujących się chorobami metabolicznymi. 

- Wierzymy, że nowe terapie farmakologiczne zdejmą z części z nich to niezwykle trudne brzemię codziennego limitowania białka. A przy utrzymaniu dobrego wyrównania metabolicznego choroby, życie tych pacjentów nie będzie różnić się od życia reszty z nas – mówi prof. Giżewska.

Z najnowszej terapii lekiem sepiapteryna, który nie jest refundowany, korzysta w kraju obecnie nieco ponad 20 pacjentów. Część z pacjentów uczestniczy w badaniach klinicznych, część po ich zakończeniu korzysta z darowizny producenta leku.

Ewa Basińska
O autorze
Ewa Basińska
Redaktor Pacjenci

Doświadczona dziennikarka, od 20 lat specjalizująca się w tematyce zdrowotnej. Była redaktor naczelna portalu Polityka Zdrowotna. Na swoim koncie ma tysiące artykułów oraz materiałów wideo dotyczących nowoczesnych terapii i możliwości leczenia, profilaktyki oraz systemu ochrony zdrowia. Skupia się na edukacji zdrowotnej, promując znaczenie profilaktyki, zdrowego stylu życia oraz dbałości o zdrowie psychiczne. Jej zaangażowanie w popularyzację wiedzy medycznej zostało docenione wyróżnieniem w konkursie "Perspektywy Medycyny 2024" za promowanie profilaktyki i zdrowego stylu życia oraz w konkursach dziennikarskich m.in. Dziennikarz Roku organizowanych przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia.

Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji
Pacjenci.pl
Obserwuj nas na: