To zaczęło się niewinnie. Bakteria zrobiła spustoszenie w jego ciele
Zaczęło się zupełnie niewinnie: ból ręki, osłabienie, stan podgorączkowy. Objawy, które łatwo zrzucić na karb przeziębienia czy grypy. 53-letni mieszkaniec północno-wschodniej Anglii był przekonany, że organizm sam sobie z tym poradzi. Tymczasem w jego ciele rozwijało się jedno z najbardziej agresywnych zakażeń bakteryjnych, jakie zna współczesna medycyna. Tzw. mięsożerna bakteria w krótkim czasie zaczęła niszczyć tkanki, a lekarze stanęli przed dramatycznym pytaniem: czy da się uratować rękę i życie pacjenta.
- Z pozoru błaha infekcja, która niemal zakończyła się tragedią
- Objawy, które łatwo przeoczyć, a mogą kosztować życie
- Leczenie jak z medycznego dramatu i długa droga do zdrowia
Z pozoru błaha infekcja, która niemal zakończyła się tragedią
Mark Brooks ma 53 lata i mieszka w mieście Grimsby, w hrabstwie Lincolnshire (Anglia). Do niedawna prowadził zwyczajne życie, nie zmagał się z ciężkimi chorobami, nic nie zapowiadało nadchodzącego dramatu. Gdy pojawił się ból w okolicy łokcia, uznał, że to przeciążenie lub początek infekcji. Do tego doszło ogólne rozbicie i gorączka – objawy dobrze znane każdemu, kto choć raz przechodził przeziębienie.
— Podczas ćwiczeń lekko przeciążyłem łokieć, ale nie przejąłem się tym za bardzo. Potem dostałem gorączki, więc spałem jak kamień. Kiedy się obudziłem, miałem wrażenie, jakbym mocno uderzył łokciem o stolik nocny. Bolało potwornie i nie mogłem nim ruszać — wspomina Mark.
W organizmie mężczyzny rozwijało się martwicze zapalenie powięzi – rzadkie, ale skrajnie groźne zakażenie bakteryjne. Choroba postępowała błyskawicznie. W ciągu krótkiego czasu bakterie zaczęły niszczyć kolejne warstwy tkanek: skórę, tkankę podskórną, a następnie mięśnie. Gdy Brooks trafił do szpitala, sytuacja była już bardzo poważna. Lekarze wiedzieli, że każda godzina zwłoki może oznaczać amputację, a nawet ryzyko śmierci.
Objawy, które łatwo przeoczyć, a mogą kosztować życie
To właśnie podstępny początek sprawia, że martwicze zapalenie powięzi jest tak niebezpieczne. Na wczesnym etapie objawy nie różnią się znacząco od zwykłej infekcji. Pojawia się ból, czasem niewielki obrzęk, zaczerwienienie skóry, gorączka. Wiele osób w takiej sytuacji sięga po leki przeciwbólowe i zostaje w domu.
Kluczowym sygnałem ostrzegawczym jest jednak ból nieadekwatny do tego, co widać na skórze – bardzo silny, narastający, często opisywany jako „nie do zniesienia”. Z czasem dołączają dreszcze, osłabienie, nudności, a skóra może zmieniać kolor, pojawiają się pęcherze i oznaki martwicy. To moment, w którym zakażenie obejmuje już głębsze warstwy tkanek i zaczyna zagrażać całemu organizmowi.
Historia Marka Brooksa pokazuje, jak łatwo pomylić pierwsze objawy z czymś zupełnie niegroźnym i jak dramatyczne mogą być konsekwencje opóźnienia w szukaniu pomocy.
Leczenie jak z medycznego dramatu i długa droga do zdrowia
W szpitalu rozpoczęła się walka z czasem. Mężczyzna przeszedł intensywne leczenie antybiotykami oraz serię zabiegów chirurgicznych.
– W pewnym momencie można było dosłownie zobaczyć na wylot przez moją rękę. Widok był okropny – wspomina Mark.
Lekarze musieli wielokrotnie usuwać obumarłe tkanki, aby zatrzymać postęp infekcji. Łącznie Mark spędził w szpitalu dziewięć tygodni i przeszedł aż 25 operacji. Część zdrowej skóry pobierano z innych obszarów ciała, by odbudować zniszczone fragmenty ręki.
– Miejsca, skąd pobierali skórę, bolały nawet bardziej niż ramię. Budziłem się i wyłem z bólu. Usunęli mi mięsień z pleców i przenieśli, żeby odbudować ramię. Potem pobrali tłuszcz z brzucha i umieścili go w ramieniu, żeby wzmocnić odsłoniętą kość.
Przez długi czas nie było pewne, czy kończynę uda się uratować. Ostatecznie lekarzom się to powiodło, ale cena była wysoka: długotrwała rekonwalescencja, rehabilitacja i świadomość, że kilka godzin zwłoki mogło zakończyć się zupełnie inaczej.
Ten przypadek to mocne przypomnienie, że organizm potrafi wysyłać sygnały, których nie wolno lekceważyć. Czasem to, co wygląda jak zwykłe przeziębienie, może być początkiem choroby zagrażającej życiu.
Źródła: metro.co.uk, facebook.com, https://www.healthline.com/health/necrotizing-soft-tissue-infection