Obserwuj nas na:
Pacjenci.pl > Zdaniem ekspertów > Jak dochodzi do zakażenia hantawirusem? Wirusolog: "Wcale nie trzeba mieć kontaktu z gryzoniem"
Anna Badurska
Anna Badurska 29.05.2026 09:09

Jak dochodzi do zakażenia hantawirusem? Wirusolog: "Wcale nie trzeba mieć kontaktu z gryzoniem"

Jak dochodzi do zakażenia hantawirusem? Wirusolog: "Wcale nie trzeba mieć kontaktu z gryzoniem"
Zakażenie hantawirusem, patogenem przenoszonym przez pospolite gryzonie Fot. Canva

Wizja egzotycznych gorączek krwotocznych nierzadko rozpala wyobraźnię opinii publicznej, jednak realne zagrożenie epidemiologiczne może czaić się znacznie bliżej – w zakurzonych piwnicach i dawno nieodwiedzanych domkach letniskowych. Zakażenie hantawirusem, patogenem przenoszonym przez pospolite gryzonie, nie wymaga bezpośredniego kontaktu ze zwierzęciem - wyjaśnia w rozmowie na łamach serwisu Pacjenci.pl prof. Tomasz Dzieciątkowski, ceniony wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Wystarczy nieostrożny oddech podczas rutynowych porządków. Jakie błędy popełniamy najczęściej i dlaczego tradycyjna miotła bywa wrogiem naszego zdrowia?

Zwierzęcy rezerwuar i zdradliwa droga kropelkowa

Kluczem do zrozumienia mechanizmu rozprzestrzeniania się hantawirusów z perspektywy zdrowia publicznego jest świadomość, że nie mówimy tu o chorobie przywleczonej z odległych tropików. Wektorem roznoszącym drobnoustroje są zwierzęta bytujące w naszym najbliższym otoczeniu – pospolite myszy, szczury i nornice. To w ich organizmach namnażają się groźne wirusy, które następnie obficie trafiają do środowiska wraz z wydalinami.

Wielu pacjentów tkwi w błędnym przekonaniu, że do infekcji niezbędne jest fizyczne ugryzienie przez zakażone zwierzę. Prawda jest znacznie bardziej prozaiczna i dotyczy bezpośrednio naszych nawyków higienicznych. Patogen przenosi się przede wszystkim drogą wziewną.

– Rzeczywiście, jeżeli zainhalowalibyśmy kurz, w którym znajduje się wysuszony mocz czy odchody, wciągając go do dróg oddechowych, może dojść do zakażenia, chociaż nie musi – wyjaśnia prof. Tomasz Dzieciątkowski w rozmowie z Pacjenci.pl.

Zgubne skutki niewłaściwych porządków

Z epidemiologicznego punktu widzenia szczelnie zamknięte przez zimę altany czy słabo wentylowane przestrzenie gospodarcze stają się swoistymi inkubatorami dla patogenów. Ustawione w kątach trutki to wyraźny sygnał alarmowy ostrzegający o obecności gryzoni. Pozostawione przez nie odchody z czasem wysychają na wiór, tworząc mikroskopijny, wysoce lotny pył osadzający się na sprzętach i podłodze. Decydujące znaczenie ma to, w jaki sposób próbujemy się go pozbyć.

Dynamiczne zamiatanie podłogi tradycyjną miotłą to najprostsza droga do wzbicia w powietrze toksycznej chmury, która ostatecznie trafia prosto do naszych płuc. Eksperci apelują o rezygnację z tych utartych, gospodarskich nawyków na rzecz bezpieczniejszych metod.

– Należy być ostrożnym. Warto używać odkurzacza, a niekoniecznie miotły, zwłaszcza pracując na kolanach w zapylonym pomieszczeniu – przestrzega w programie “Pacjent w centrum” ekspert. 

Specjaliści rekomendują również używanie nowoczesnych urządzeń z systemem filtracji oraz konieczne zakrywanie ust i nosa maseczką ochronną.

Bariera immunologiczna i kluczowa dawka zakaźna

Zrozumiały niepokój społeczny należy jednak ostudzić twardymi danymi medycznymi. Samo wejście do zanieczyszczonego pomieszczenia rzadko bywa wyrokiem gwarantującym zakażenie. Ludzki układ odpornościowy to potężny mechanizm obronny, a do wywołania choroby organizm musi przyjąć określoną, minimalną wartość patogenu.

– To nie jest tak, że w każdym pomieszczeniu, gdzie przebywała mysz, szczur czy nornica, musi znaleźć się taka ilość odchodów, żebyśmy się zakazili – uspokaja rozmówca Pacjenci.pl, prof. Dzieciątkowski. – W przypadku każdej choroby istnieje pojęcie dawki zakaźnej, czyli tego, ile cząstek patogenu musi się znaleźć w naszym organizmie. My musimy się wręcz odrobinę postarać, żeby do niego doszło.

Skąpoobjawowy przebieg i uśpiona czujność

Nawet w sytuacji, gdy dojdzie do przełamania bariery immunologicznej, infekcja nie zawsze przybiera dramatyczny obrót, z jakim zazwyczaj kojarzą się wirusowe gorączki. Zjawisko to często usypia czujność samych zakażonych, którzy bagatelizują początkowe sygnały ostrzegawcze wysyłane przez organizm.

– Zakażenie w dużej mierze może przebiegać skąpoobjawowo – podsumowuje na łamach programu Pacjentów wirusolog. – Pojawiają się gorączka, bóle stawowo-mięśniowe i objawy grypopodobne, które są typowe dla większości infekcji wirusowych.

Właściwa prewencja, regularne wietrzenie rzadko używanych pomieszczeń oraz chłodny rozsądek podczas sezonowych porządków to wciąż nasze najskuteczniejsze narzędzia w polityce prozdrowotnej i starciu z tym niewidocznym, choć w pełni realnym zagrożeniem.

Źródło: Pacjenci

Wybór Redakcji
Pacjenci.pl
Obserwuj nas na: