"Co my jesteśmy, smrody stare?". Tak wygląda Dzień Babci i Dziadka w DPS [ROZMOWA]
Dzień Babci i Dnia Dziadka to w kalendarzu daty pełne uśmiechów, laurek i kolorowych kwiatów. Ale za murami Domów Pomocy Społecznej te dni smakują inaczej. To mieszanka ogromnego wzruszenia, dziecięcej radości, która na chwilę rozświetla korytarze, i cichego, duszącego smutku tych, których telefon milczy od lat.
Rozmawialiśmy z pracownikami placówek w Katowicach i Rudzie Śląskiej. To, co usłyszeliśmy, powinno stać się lekcją dla każdego z nas. Bo starość nie pyta o zgodę – ona po prostu przychodzi, a wraz z nią największy lęk, by nie stać się dla nikogo ciężarem.
- DPS to dom, a nie tylko instytucja
- Jakie emocje towarzyszą seniorom i pracownikom w Dniu Babci i Dziadka?
- Najcenniejsze lekcje jakie dają nam dziadkowie
„U was nawet nie śmierdzi” - niewidoczna krzywda
Często myślimy o domach opieki przez pryzmat stereotypów. Wyobrażamy sobie smutne korytarze i zaniedbanych starszych ludzi. Pani Katarzyna Grosik, wicedyrektor DPS „Przystań” w Katowicach, przytacza historię, która otwiera oczy na to, jak bardzo krzywdzące bywa nasze postrzeganie starości. Jeden z mieszkańców, słysząc od odwiedzających: „Och, u was nawet nie śmierdzi!”, podszedł do niej ze łzami w oczach.
– Pani dyrektor, jakie to jest straszne – zaczął. – Co my jesteśmy, smrody stare? Dlaczego nikt nie powie, że tu jest miło i kolorowo, tylko cieszą się, że nie czuć od nas starości? - relacjonuje Pani Katarzyna.
Dla nas to może być komplement wynikający z troski, dla nich – bolesny dowód na to, że społeczeństwo patrzy na nich jak na inną kategorię ludzi, odgrodzoną barierą uprzedzeń. W DPS-ach nie mieszkają „przypadki medyczne” ani „poddani instytucji”. Tam mieszkają ludzie z imionami, marzeniami i potrzebą bliskości. Ludzie tacy jak pan Jurek, nazywany przez wszystkich „Jurusiem”. Kiedy Pani Katarzyna zaczęła pracę, zwracała się do niego oficjalnie: „Panie Jerzy”. Dopiero interwencja opiekunek uświadomiła jej, jak bardzo go tym raniła.
– Juruś pyta, czemu go pani nie lubi – usłyszała. Okazało się, że dla tego starszego pana oficjalny zwrot był murem. On chciał czuć się jak w domu, a w domu mówi się po imieniu. To te drobne niuanse, te małe gesty sprawiają, że człowiek w jesieni życia wciąż czuje się człowiekiem, a nie kolejnym numerem w rejestrze. (…) DPS dla tych 88 osób jest domem. Jedynym, jaki mają.
!["Co my jesteśmy, smrody stare?". Tak wygląda Dzień Babci i Dziadka w DPS [ROZMOWA]](https://images.iberion.media/images/origin/Projekt_bez_nazwy_10_ad3c3fa346.png)
Gdy „obce” wnuki stają się własnymi
Największym wydarzeniem w roku nie są wystawne kolacje, ale wizyty najmłodszych. Gdy do placówki wchodzi 40-osobowa grupa dzieci z przedszkola czy szkoły, czas na chwilę staje w miejscu. Jak relacjonuje Pani Katarzyna, seniorzy wtedy płaczą tak bardzo i reagują tak emocjonalnie, że personel musi biegać z pełnymi rękami chusteczek. To nie są łzy rozpaczy – to łzy „przyadoptowania” sobie cudzej radości.
Wielu mieszkańców to osoby samotne, o których rodzone wnuki zapomniały. Kiedy obce dziecko, zupełnie bezinteresownie, podaje im własnoręcznie zrobioną laurkę lub „Herbatkę dla Babci”, w tych starszych ludziach pękają bariery. Pani Agnieszka Grajdek, terapeutka z DPS „Senior” w Rudzie Śląskiej, opowiada o sytuacjach, które kruszą najtwardsze serca. Wspólne śpiewanie kolęd, występy taneczne czy warsztaty plastyczne – to jedyne momenty, gdy seniorzy mogą poczuć, że ich obecność wciąż ma znaczenie dla młodego pokolenia.
Widok 90-letniej dłoni, która drżąco przyjmuje obrazek od 6-latka, to obraz, którego nie da się zapomnieć. Seniorzy chcą dawać, nie tylko brać. Sami przygotowują drobne paczuszki dla dzieci, chcąc poczuć tę niemal zapomnianą przyjemność obdarowywania kogoś, kto na nich czeka. To wtedy następuje magiczne „łączenie pokoleń”, które uczy młodych wrażliwości na fakt, że starszy człowiek może iść wolniej, może nie słyszeć, ale w środku wciąż ma to samo serce, które potrzebuje miłości.
„Oni nie mają czasu, są tacy zajęci”
Najbardziej rozdzierające serce są jednak chwile, gdy gwar odwiedzin cichnie, a korytarze znów pustoszeją. W Dniu Babci i Dziadka ruch w DPS-ach jest większy, ale nie wszyscy mają kogo wyczekiwać przy oknie. Seniorzy, których bliscy od lat nie dzwonią, stają się mistrzami w... heroicznej obronie swoich dzieci i wnuków.
– Mieszkańcy często wspominają, że zależy im na kontakcie, ale jednocześnie usprawiedliwiają ich sporadyczne odwiedziny brakiem czasu, nadmiarem pracy, odległością – mówi ze smutkiem pani Agnieszka Grajdek.
To miłość, która nie pozwala im powiedzieć złego słowa na tych, którzy o nich zapomnieli. Zamiast złości, pojawia się zgorzknienie, a czasem agresja skierowana w stronę personelu – to tylko maska, pod którą kryje się lęk przed ostatecznym odrzuceniem.
Terapia zajęciowa, dogoterapia, wspólne ogniska w ogródku czy bale karnawałowe – to wszystko jest plastrem na rany, których nikt nie widzi. Pracownicy starają się wypełnić tę pustkę, stając się dla podopiecznych przyszywaną rodziną. Cieszą się z każdego sukcesu wnuka mieszkańca, o którym ten opowiada z wypiekami na twarzy, pokazując po raz setny to samo stare zdjęcie w albumie. Bo seniorzy żyją naszymi sukcesami, nawet jeśli my nie mamy czasu o nich opowiedzieć.
Stań na chwilę i popatrz w lustro
Z rozmów z Panią Katarzyną i Panią Agnieszką wyłania się obraz, który powinien być dla nas, zdrowych i zabieganych, najważniejszym drogowskazem. To przesłanie, którego nie da się zignorować. Co chciałyby przekazać nam osoby, które na co dzień trzymają za ręce naszych dziadków i rodziców?
Po pierwsze: nie bójmy się starości i nie odwracajmy od niej wzroku. Pani Katarzyna podkreśla, że misją jej życia jest pokazywanie młodym, że starość nie zniknie – ona czeka każdego z nas. Uczenie małego człowieka wrażliwości na to, że starsza osoba może potrzebować więcej czasu, by wstać z krzesła czy dokończyć zdanie, to budowanie fundamentów lepszego świata. Jeśli dziś nie nauczysz swojego dziecka szacunku do dziadka w DPS-ie, nie spodziewaj się, że ono uszanuje Twoją siwiznę za trzydzieści lat.
Po drugie: pamiętaj, że dawanie leczy bardziej niż branie. Widok seniorów przygotowujących laurki dla dzieci to dowód na to, że człowiek do ostatniego tchnienia potrzebuje czuć się potrzebny. Nie przychodź do babci czy dziadka tylko "zaliczyć" wizytę. Pozwól im poczuć, że ich mądrość życiowa, ich opowieści o tym, jak dawniej smakował chleb, są dla Ciebie skarbem. Oni są strażnikami Twojej tożsamości. Bez nich nie wiesz, skąd pochodzisz.
I wreszcie po trzecie, najważniejsze: czasu nie da się dokupić. Pani Agnieszka Grajdek mówi wprost: starsze pokolenia to skarbnica wiedzy, która ratuje nas przed popełnianiem tych samych błędów. Ale ta skarbnica kiedyś się zamyka. Nie pozwól, by jedynym wspomnieniem Twojego dziadka było Twoje wieczne "nie mam czasu".
Zatrzymaj się. Wybierz numer. Odwiedź. Nie czekaj na specjalną okazję, bo dla mieszkańców DPS-ów każda chwila, w której ktoś ich dostrzega, jest świętem. Uczmy się od nich, jak cieszyć się z małych rzeczy i jak budować relacje, póki jeszcze mamy kogo trzymać za rękę. Bo ostatecznie w życiu liczy się tylko to, ile miłości daliśmy innym i ile rąk będzie gotowych uścisnąć naszą, gdy to my będziemy patrzeć na świat z perspektywy domowego ogrodu w jesieni życia.
Źródło: Pacjenci