To nie tylko geny. Prof. Kwiatkowska ujawnia, co naprawdę niszczy nasze stawy
Mimo silnego podłoża genetycznego, to właśnie czynniki środowiskowe i współczesny styl życia pełnią decydującą rolę jako wyzwalacze reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS). Wszechobecny pęd, permanentne napięcie nerwowe, brak aktywności fizycznej i używki to idealna pożywka dla rozwoju chorób autoimmunologicznych. Zmagamy się z narastającym kryzysem zdrowia publicznego, w którym zmęczony organizm sam zwraca się przeciwko sobie.
W debacie o polityce zdrowotnej rzadko poświęca się wystarczająco dużo uwagi chorobom z autoagresji, mimo że stanowią one coraz poważniejsze obciążenie dla systemu opieki medycznej i rynku pracy. Jak mówi Pacjentom prof. dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska, konsultant krajowa w dziedzinie reumatologii, kluczem do zrozumienia i zatrzymania tej cichej epidemii nie są wyłącznie geny, lecz nasza własna codzienność.
Pokłosie permanentnego napięcia
Współczesny, nienaturalny rytm życia zmusza układ hormonalny do ciągłej, wycieńczającej pracy na najwyższych obrotach. Przewlekły stres stymuluje nadmierną produkcję kortyzolu, co bezpośrednio pobudza układ immunologiczny do agresji względem własnych tkanek. Zjawisko to prowadzi do niebezpiecznej stymulacji nadnerczy. Pacjenci trafiający do gabinetów reumatologicznych nierzadko sami łączą wystąpienie pierwszych, bolesnych objawów stawowych z wcześniejszą, niezwykle trudną sytuacją w życiu osobistym lub zawodowym.
– Stres to ewidentnie czynnik, który generuje w tej chwili większość chorób autoimmunologicznych – podkreśla w rozmowien z portalem Pacjenci.pl prof. Brygida Kwiatkowska, diagnozując jeden z głównych problemów współczesnego społeczeństwa.
To właśnie narastająca presja i brak czasu na regenerację stanowią jednego z największych winowajców fali nowych diagnoz, przed którymi stają dziś polscy reumatolodzy.
Nałóg niszczący stawy i płuca
Równie niszczycielską siłę niesie ze sobą nałóg tytoniowy. W powszechnej świadomości palenie wiąże się niemal wyłącznie z onkologią i kardiologią, tymczasem w reumatologii jest to jeden z najlepiej zbadanych, bezpośrednich czynników ryzyka. Dym z papierosa działa w układzie odpornościowym niczym odbezpieczony granat, drastycznie przyspieszając destrukcję stawów u osób obciążonych predyspozycjami.
– Palenie papierosów wpływa na tak zwane zjawisko cytrulinizacji – wyjaśnia profesor Kwiatkowska.
Proces ten, zachodzący m.in. w układzie oddechowym, jest kluczowym mechanizmem napędzającym powstawanie szkodliwych autoprzeciwciał wymierzonych przeciwko własnym komórkom pacjenta. Nałóg nie tylko indukuje chorobę, ale i drastycznie obniża skuteczność wdrażanego leczenia RZS. Skutki potrafią być dramatyczne i dalece wykraczają poza narząd ruchu.
– Osoby, które palą, a ich choroba jest nieskutecznie leczona, mają zwiększone ryzyko zmian śródmiąższowych w płucach – ostrzega konsultant krajowa.
Te potężne komplikacje mogą w ostateczności doprowadzić do całkowitej niewydolności narządu, stawiając pacjenta przed dramatyczną koniecznością przeszczepu.
Zobacz także:
Polityka zdrowotna na własnym talerzu
Medycyna konwencjonalna nie wygra walki z autoagresją bez aktywnego zaangażowania samych pacjentów. Skuteczne zahamowanie rozwoju procesu zapalnego opiera się na fundamentach, które każdy z nas może wdrożyć natychmiast: odpowiedniej diecie antyzapalnej i codziennej dawce ruchu. Utrzymanie prawidłowej masy ciała jest krytyczne, ponieważ minimalizuje wydzielanie szkodliwych substancji prozapalnych przez tkankę tłuszczową. Złotym standardem łagodzenia przebiegu choroby pozostaje tu doceniana na całym świecie dieta śródziemnomorska.
Równie istotny jest regularny wysiłek fizyczny. Lekarze nie wymagają od pacjentów bicia rekordów sportowych czy morderczych treningów na siłowni. Wystarczy choćby pół godziny intensywnego marszu dziennie, by odpowiednio dotlenić tkanki i wspomóc utrzymanie właściwej fizjologii układu odpornościowego. Walka z reumatoidalnym zapaleniem stawów toczy się zatem nie w ministerialnych gabinetach, lecz w naszej codzienności – na talerzu, na ścieżkach spacerowych i w naszych głowach, kiedy wreszcie decydujemy się zwolnić tempo.
Źródło: Pacjenci