Nie jest położną, a wspiera kobiety w porodzie. „Wierzę, że obecność osoby, która stoi za kobietą w każdej sytuacji, może zmienić bardzo wiele”
Wiele kobiet w Polsce staje przed obliczem porodu z ogromnym lękiem, obawiając się nie tylko bólu, ale przede wszystkim przedmiotowego traktowania w placówkach medycznych. Naprzeciw tym obawom wychodzi doula – profesjonalna towarzyszka, która zapewnia wsparcie emocjonalne i fizyczne na początkowym etapie macierzyństwa. Choć nie odbiera porodów, jej obecność potrafi diametralnie zmienić doświadczenie rodzącej. Poznajcie historię i misję Marii Block, która od 12 lat udowadnia, że żadna kobieta nie powinna przechodzić przez cud narodzin w poczuciu osamotnienia.
- Droga do zostania doulą
- Tego boją się kobiety w ciąży
- Czy doula może „odczarować” doświadczenie porodu?
Droga do zostania doulą
Misja bycia doulą dla Marii Block to przede wszystkim bezwarunkowa lojalność i szacunek wobec rodzącej kobiety. Jak sama podkreśla:
- Dla mnie być doulą to wiedzieć, że bez względu na wszystko zawsze będę po stronie kobiety — nawet niekoniecznie moich klientek. Jeżeli jest jakiś konflikt interesów i moje zdanie ma jakąkolwiek moc lub sprawczość, to ja zawsze staję po stronie kobiety.
I dodaje:
- Dzięki temu mam taki kompas, za którym idę, bo często w dzisiejszym świecie, gdzie wszystko jest bardzo problematyczne i nawet normy moralne, na przykład w kontekście medycyny, się rozmywają, próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie: „Jak ta kobieta, jak ta matka się z tym czuje? I czy można jej jakoś pomóc, w jakiś sposób ją swoim podejściem umocnić?” Jeżeli można — to po prostu to robię.
Droga zawodowa Marii Block zaczęła się zaś kilkanaście lat temu od bardzo osobistych, trudnych doświadczeń związanych z własnym macierzyństwem.
- Zostałam doulą 12 lat temu i zaczęło się to w taki sposób, że kiedy urodziło się moje drugie dziecko, a pierwsze miało zaledwie dwa lata, czułam się bardzo samotna. Mój mąż wyjechał za granicę, a przez brak wsparcia wokół miałam poczucie, że totalnie sobie z niczym nie radzę. Jednocześnie bardzo kochałam moje dzieci i naprawdę chciałam dla nich czegoś więcej. Czułam, że to wszystko jest nienormalne – sposób, w jaki funkcjonujemy, że coś jest głęboko nie tak – wspomina tamten czas.
I właśnie wtedy, szukając inspiracji w sieci, trafiła na grupy wsparcia, gdzie odkryła nową dla siebie, „siostrzaną” energię. Okazało się, że te inspirujące kobiety, które pomogły jej wyjść z życiowego dołka, to właśnie doule. W tamtym czasie w Polsce zawód ten był niemal nieznany, a większość ekspertek mieszkała w Wielkiej Brytanii. Maria Block, zafascynowana ich podejściem, poczuła, że chce być taka jak one i przekazywać dalej to dobro, które do niej trafiło.
- To był akurat czas, kiedy facebookowe grupy zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Dołączałam do tych związanych z rodzicielstwem, szczególnie bliskościowym – karmienie piersią, więź, to wszystko było mi bardzo bliskie. I byłam w szoku, jak niektóre kobiety potrafią obdarzać taką siostrzaną energią, ciepłem i wsparciem – czymś, czego przez pierwsze 25 lat mojego życia zupełnie nie znałam. W moim otoczeniu kobiety nie komunikowały się w taki sposób. To mnie totalnie zafascynowało – mówi nasza bohaterka.
Kluczowym momentem w jej edukacji na drodze do zostania doulą był kurs prowadzony przez światowych ekspertów zajmujących się tematem porodu.
- Jak zobaczyłam, że kolejny kurs się zbliża, prowadzony przez Michela Odenta i jego partnerkę oraz asystentkę Lilianę Lammers, którzy są, byli w zasadzie, bo Michel Odent niestety już nie żyje – to są takie po prostu jasne gwiazdy na scenie wiedzy o porodach na całym świecie praktycznie. Akurat kurs był w Londynie, więc nie zastanawiałam się długo, tylko zrobiłam wszystko, żeby móc dołączyć – opowiada nam Block.
Dzięki temu Maria zyskała solidne fundamenty wiedzy o fizjologii porodu i psychologii wsparcia, co pozwala jej dziś profesjonalnie towarzyszyć kobietom w całej Europie.

Tego boją się kobiety w ciąży
Współczesna rzeczywistość porodówkowa, mimo postępu medycyny, wciąż generuje w kobietach paraliżujący strach. Doula zauważa, że lęki te rzadko dotyczą samej fizjologii, a częściej tyczą się braku szacunku i odbierania zdolności do samodzielnego decydowania o sobie.
- Kobiety boją się bólu, samotności, tego, że ich plan porodu nie będzie respektowany. Boją się utraty kontroli, tego, że partner nie będzie mógł wejść z nimi na salę operacyjną w przypadku cesarskiego cięcia. Boją się, że lekarz będzie niemiły, że położne skrytykują ich wagę albo owłosienie łonowe – i takie sytuacje wciąż niestety zdarzają się na porodówkach – mówi Maria Block.
Zdradza także, że strach kobiet przed tym jak może wyglądać ich naturalny poród, często doprowadza je do pewnych wyborów.
- Boją się przede wszystkim, jeśli chodzi o poród w szpitalu, tego, że będą źle traktowane, że nie dostaną rzetelnych informacji o swoim stanie i stanie dziecka. Myślę, że często bardziej niż samego porodu boją się tego, co może się wydarzyć wokół nich. I to dlatego tak wiele kobiet wybiera cesarskie cięcie – zauważa doula.
To właśnie lęk przed nieprzewidywalnością personelu i atmosferą szpitalną popycha wiele Polek w stronę operacyjnego rozwiązania porodu. Z punktu widzenia Marii jest to często wybór podyktowany potrzebą wewnętrznego spokoju.
- Z mojej perspektywy wygląda to tak, że choć cesarka jest obarczona większym ryzykiem niż poród drogami natury, przy którym szanuje się fizjologię, to jednak dla wielu kobiet jest to rozwiązanie „bezpieczniejsze emocjonalnie”. Często wynika to z tego, że cesarka daje poczucie przewidywalności: stawiasz się na konkretną godzinę, w konkretnym dniu, wchodzisz na salę operacyjną i wychodzisz z dzieckiem. Czas porodu jest skrócony do minimum. Kobieta nie przechodzi przez skurcze, nie musi podejmować decyzji w ich trakcie, nie musi znosić niepewności ani zmienności sytuacji – leży na stole operacyjnym, wszystko jest zaplanowane – mówi doula.
Jej doświadczenia pokazują zresztą, że na salach porodowych wciąż dochodzi do sytuacji drastycznych, które Maria Block wprost nazywa przemocą.
- Rzeczywistość na porodówkach, taka, jaką ją znamy, naprawdę często nie zachęca do porodu siłami natury. I musi się w niej jeszcze bardzo dużo zmienić, żeby kobiety mogły rodzić bez takiego lęku. Kiedy kobieta słyszy: „albo się pani położy, albo zrobimy cesarkę”, „albo będzie pani nas słuchać i podpisze wszystko, co damy do podpisu, albo dziecko umrze” – to w takim stanie zrobi wszystko, nawet jeśli nie jest to w pełni racjonalne. Będzie dosłownie „udawała psa”, byle tylko ochronić dziecko przed zagrożeniem. Używam tych drastycznych obrazów, bo również takie sytuacje widziałam. Nieraz wychodziłam z porodów jako doula głęboko poruszona, a nawet straumatyzowana skalą przemocy, jaka potrafi się wydarzyć w szpitalach. I często nie mogłam nic zrobić – zdradza.
Czy doula może „odczarować” doświadczenie porodu?
Codzienna praca Marii Block to logistyczne wyzwanie, polegające na byciu w ciągłej gotowości dla swoich podopiecznych.
- Ja asystuję jako doula – to znaczy towarzyszę, nie w sensie medycznym, tylko wspierająco – przy porodach w całej Europie. Mam też klientki online, czyli oferuję pakiet wirtualnego wsparcia. To oznacza, że wiele kobiet kontaktuje się ze mną w ciągu dnia, a czasem i w nocy – odpisuję im, umawiamy się na rozmowy albo po prostu czatujemy – wyznaje.
Doula otwarcie mówi też, jak wygląda jej praca wyjazdowa:
- Jeśli natomiast jestem już „na czuwaniu” przy konkretnym porodzie, organizuję swój czas tak, żeby w każdej chwili móc wyjechać. Mam czwórkę dzieci, które są na edukacji domowej, więc logistycznie bywa to spore wyzwanie. Ale one są do tego przyzwyczajone – robię to od wielu lat. Cała moja rodzina wie, czym się zajmuję, i mam od nich ogromne wsparcie, zrozumienie i szacunek. Dzięki temu to wszystko w ogóle jest możliwe.
Bycie asystentką kobiet to nie tylko wsparcie rozmową, ale często też konkretna pomoc domowa, która pozwala młodej mamie przetrwać najtrudniejsze chwile po powrocie ze szpitala.
- Są też doule – ja też kiedyś do nich należałam – które odbywają osobiste wizyty u kobiet w połogu. Wtedy to jest gotowanie, robienie naparów, czasami masaż, czasami zajęcie się dzieckiem, żeby mama mogła wziąć prysznic. Wszystkie takie typowe, domowe, siostrzane czynności, po to, żeby tej kobiecie było po prostu lżej, żeby mogła zjeść, napić się, odpocząć. Wszystko, co pozwala jej poczuć się lepiej, jest częścią tego wsparcia, jakie jako doula połogowa oferowałam. I zawsze byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo mogłam realnie przyczyniać się do poprawy jej dobrostanu – wspomina Maria Block.
Taka opieka pozwala kobiecie poczuć, że jej potrzeby są równie ważne, co potrzeby dziecka. W środowisku medycznym świadomość zawodu douli natomiast rośnie, choć wciąż bywa polem do dyskusji. Maria Block, pracująca w wielu krajach, zauważa jednak pozytywne zmiany.
- Doule są coraz bardziej popularne – ten zawód zaczyna być naprawdę rozpoznawalny i szanowany w wielu kręgach. Oczywiście są też środowiska, w których wciąż mało kto wie, kim właściwie jest doula.
Nasza rozmówczyni dodaje również, z jaką reakcją wciąż zderza się w swoim zawodzie:
- W wielu środowiskach medycznych nadal nie zawsze spotykamy się z pełnym zrozumieniem czy szacunkiem. Myślę, że potrzeba jeszcze kilku lat edukacji, żeby położne nie czuły, że jesteśmy dla nich konkurencją, żeby lekarze nie postrzegali nas jako szarlatanów, a ludzie wiedzieli, czym tak naprawdę zajmuje się doula. Bo to nie jest „chodzenie z kadzidełkiem” i jakieś niezrozumiałe rytuały – taki obraz niestety czasem się pojawiał, np. w serialach czy reality show, i potem funkcjonował w opowieściach krążących w środowisku.
Czy obecność douli może sprawić, że traumatyczne wspomnienia z poprzednich porodów znikną? Maria Block podchodzi do tego z dużą pokorą, oddając całą sprawczość kobietom.
- Jeśli po trudnym doświadczeniu kobieta przychodzi do kolejnego porodu i ten drugi raz jest, choć odrobinę lepszy, często słyszę, że wcześniejsze doświadczenie zostało w jakiś sposób „odczarowane”. Ja jednak zawsze mówię, że to nie dzięki mnie – tylko dzięki niezłomności tej kobiety. Ja jestem tam po to, żeby jej czasem przypomnieć, że ona sama ma w sobie tę siłę – twierdzi.
- Dlatego moja odpowiedź jest taka: to nie doula „odczarowuje”. To kobieta, swoją siłą, mocą i niesamowitością, przechodzi przez trudne doświadczenia i je transformuje. A doula jest tylko świadkiem i wsparciem – wtedy, kiedy inne systemy wsparcia zawodzą. To kobiety są niesamowite. Matki są niesamowite. I to jest moja puenta – jestem dumna, że robię to, co robię, bo widzę rzeczy, które czasem trudno objąć rozumem. Moim celem jest widzieć kobiety, które wychodzą z porodu z podniesioną głową, nie są straumatyzowane i są w dobrym stanie psychofizycznym. Jeśli to się dzieje, to wiem, że moja praca została wykonana dobrze – podsumowuje Maria Block.

Maria Block – od 12 lat pracuje jako doula, a od 5 lat podróżuje po całej Europie, oferując swoje wsparcie przy porodach. Prywatnie aktywna mama czwórki dzieci, którą w sieci można znaleźć pod nazwą – Maria Block. Your Doula Anywhere. Jako asystentka wspierająca kobiety oferuje również pakiet wirtualnego wsparcia, a wszystkich chętnych chcących się z nią skontaktować zaprasza do wysyłania wiadomości na adres e-mail: [email protected].