Precyzyjna diagnostyka kluczem do skutecznego leczenia
Nowoczesna diagnostyka staje się jednym z najważniejszych elementów współczesnej onkologii. Dzięki niej lekarze mogą dokładniej dopasować terapię do konkretnej pacjentki, zwiększając skuteczność leczenia i ograniczając niepotrzebne obciążenie organizmu. W Polsce jednak wciąż brakuje niektórych narzędzi, które od lat są standardem w wielu krajach Europy.
- Nowoczesne testy diagnostyczne pomagają lekarzom ocenić, czy chemioterapia przyniesie realną korzyść pacjentce, dzięki czemu leczenie może być bardziej skuteczne i mniej obciążające dla organizmu
- Badania pozwalają uniknąć niepotrzebnej chemioterapii u wielu kobiet, ale jednocześnie wskazują około 8–10 proc. pacjentek, u których mimo standardowych zaleceń leczenie to jest konieczne ze względu na wysokie ryzyko nawrotu choroby
- Szerszy dostęp do precyzyjnej diagnostyki może poprawić wyniki leczenia i ograniczyć koszty społeczne chorób onkologicznych – tylko w przypadku raka piersi wydatki związane ze zwolnieniami lekarskimi sięgają około 209 mln zł rocznie
Testy diagnostyczne wstępem do dobrej terapii
Jak podkreśla Anna Kupiecka, prezeska Fundacji „Onkocafe – Razem Lepiej”, ogromne znaczenie mają testy diagnostyczne pozwalające ocenić, czy pacjentka rzeczywiście skorzysta z chemioterapii.
– To niezwykle ważne, abyśmy w Polsce wprowadzili nowoczesne narzędzie diagnostyczne, które od około 15 lat z powodzeniem stosowane jest w innych krajach europejskich w doborze terapii – mówi Anna Kupiecka.
Chodzi o test wykonywany w laboratorium na zlecenie lekarza, po decyzji pacjentki. Jego wynik pomaga odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy zastosowanie chemioterapii przyniesie realną korzyść kliniczną.
Nie każda pacjentka potrzebuje chemioterapii
Zastosowanie nowoczesnych testów pozwala uniknąć sytuacji, w której pacjentki są niepotrzebnie narażone na ciężkie skutki uboczne leczenia.
– Badanie wskazuje, czy chemioterapia w danym przypadku rzeczywiście przyniesie efekt kliniczny, abyśmy niepotrzebnie nie obciążali pacjentki – wyjaśnia Kupiecka.
Jednocześnie test pozwala wyłonić niewielką grupę kobiet, które bez takiej diagnostyki mogłyby nie otrzymać leczenia ratującego zdrowie lub życie.
– Jest też mała grupa pacjentek, około 8-10 procent, która standardowo nie dostałaby chemioterapii, a test wskazuje u nich wysokie ryzyko wznowy choroby. W takich przypadkach chemioterapia jest konieczna – podkreśla ekspertka.
Takie podejście wpisuje się w rozwój medycyny personalizowanej, w której decyzje terapeutyczne opierają się na indywidualnych cechach biologicznych choroby.
Mniej powikłań i oszczędności dla systemu
Korzyści z precyzyjnej diagnostyki nie dotyczą wyłącznie zdrowia pacjentek. Mają również wymierny wpływ na funkcjonowanie całego systemu ochrony zdrowia i gospodarki.
Zdaniem Anny Kupieckiej szybki dostęp do testów diagnostycznych mógłby ograniczyć koszty społeczne związane z leczeniem i absencją chorobową.
– Niezmiernie ważne jest, aby pacjentki i lekarze jak najszybciej mieli możliwość wykonywania tych testów, bo za tym kryją się także oszczędności – zaznacza prezeska Fundacji Onkocafe.
Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych koszty zwolnień lekarskich związanych z rakiem piersi sięgają około 209 milionów złotych rocznie.
– To są koszty, których możemy uniknąć, jeśli precyzyjnie dobierzemy leczenie dla pacjentki i nie będziemy jej niepotrzebnie obciążać skutkami ubocznymi chemioterapii – dodaje prezeska Fundacji Onkocafe.
Pacjentki z rakiem endometrium wciąż czekają na pełną diagnostykę
Duże wyzwania dotyczą także leczenia raka endometrium, czyli raka trzonu macicy. Ostatnie intensywne badania nad tym nowotworem pokazały, że istnieje w nim co najmniej pięć typów, które wymagają precyzyjnej diagnostyki.
– Pacjentki z rakiem endometrium od lat nie były właściwie zaopiekowane. To grupa rozproszona po wielu szpitalach, a diagnostyka często jest wykonywana nieprawidłowo – mówi Anna Kupiecka.
Problem zaczyna się już na bardzo wczesnym etapie rozpoznania choroby. Gdy u pacjentki pojawia się podejrzenie raka trzonu macicy i pobierany jest pierwszy materiał do badań, możliwe byłoby wykonanie testów wskazujących optymalną ścieżkę leczenia. W praktyce jednak często się tego nie robi.
– Już na etapie pierwszej próbki można przeprowadzić badanie diagnostyczne, które wskaże, jaka ścieżka leczenia będzie dla pacjentki najwłaściwsza i najbardziej efektywna – podkreśla ekspertka.
- Rak endometrium bardzo zmienił się w naszym postrzeganiu i wymaga dokładnej diagnostyki molekularnej do planowania leczenia. Mamy w Polsce te możliwości diagnostyczne – albo metodą NGS, albo immunohistochemią. Problem w tym, że diagnostyka immunohistochemiczna w zakładach patomorfologii nie jest refundowana, chyba że w ośrodkach z akredytacją Polskiego Towarzystwa Patomorfologów wyjaśnia dr Anna Dańska-Bidzińska, Zastępca Kierownika Kliniki Ginekologii Onkologicznej, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie.
Pierwsza linia leczenia decyduje o przyszłości pacjentki
Specjaliści podkreślają, że kluczowy moment terapii przypada na jej początek. To właśnie pierwsza linia leczenia daje największą szansę na wydłużenie życia i ograniczenie nawrotów choroby. W Polsce dostępne są już dwie terapie stosowane w pierwszej linii leczenia raka endometrium. Środowisko pacjenckie i lekarze liczą jednak na wprowadzenie kolejnej opcji terapeutycznej.
– Oczekujemy jeszcze na trzecią terapię, aby wyrównać możliwości wszystkich pacjentek i dać lekarzom szeroki wachlarz leków. Dzięki temu będą mogli dobierać leczenie indywidualnie – uwzględniając choroby współistniejące, kondycję czy predyspozycje pacjentki – podsumowuje prezeska Fundacji Onkocafe.
Jak leczy się w Polsce raka endometrium?
Od 2023 roku podstawą planowania leczenia raka endometrium jest diagnostyka molekularna guza, uwzględniona w nowej skali FIGO. Badanie to dzieli pacjentki na dwie główne grupy terapeutyczne o zupełnie innych rokowaniach. Pierwszą z nich (około 20 procent chorych) stanowią kobiety z mutacją dMMR. Ich nowotwory to tak zwane guzy „gorące” – świetnie widoczne dla układu odpornościowego i doskonale reagujące na immunoterapię, do której pacjentki te mają już dziś zapewniony dostęp w ramach programu lekowego (otrzymując dostarlimab lub pembrolizumab).
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja u pozostałych 80 procent chorych, czyli pacjentek ze statusem non-dMMR (pMMR). Ich nowotwory to guzy „zimne”, które potrafią ukryć się przed układem odpornościowym, przez co sama immunoterapia nie przynosi u nich zadowalających efektów i większość z nich nie ma obecnie dostępu do innowacyjnego leczenia. Ogromną szansą dla tej grupy jest medyczne „podgrzanie” guza za pomocą inhibitora PARP, co zmienia jego mikrośrodowisko i skutecznie demaskuje go przed komórkami odpornościowymi. Połączenie tego leku z durwalumabem ponad dwukrotnie wydłuża czas bez nawrotu i progresji choroby, dlatego onkolodzy apelują o udostępnienie tej terapii od razu, już na samym początku leczenia.
– Pierwsza linia to najcenniejszy moment. Wtedy najbardziej opłaca się zaproponować pacjentce najlepsze leczenie – najmniej szkodliwe, z najmniejszą liczbą skutków ubocznych, ale jednocześnie najbardziej efektywne – apeluje Anna Kupiecka.