Mutacja BRCA1 i dieta w raku. Jak mądrze wspierać chorych onkologicznie? Relacja pacjentki
Diagnoza nowotworu to moment, w którym czas staje w miejscu, a życie zamienia się w skomplikowaną partię szachów z własnymi genami. Karolina Skiba usłyszała, że jej genetyczny „strażnik” zawiódł. W szczerej rozmowie opowiada nam o walce z agresywną mutacją BRCA1, o tym, jak dieta roślinna pomogła jej przetrwać chemioterapię wbrew obawom lekarzy oraz dlaczego płacz bliskich bywa dla chorego większym ciężarem niż sama choroba.
- Karolina Skiba jest nosicielką mutacji BRCA1, co oznacza uszkodzenie genu odpowiedzialnego za naprawę DNA
- Mimo zaleceń lekarzy, by jeść mięso, pacjentka pozostała przy diecie wegańskiej, co przyniosło dobre wyniki
- Najlepsze wsparcie to obecność i normalność; płacz i histeria bliskich tylko obciążają chorego
Genetyczny strażnik, który zaspał
Dla wielu młodych kobiet rak piersi nie jest wynikiem przypadku, lecz zapisu w kodzie genetycznym. Karolina Skiba dowiedziała się, że jest nosicielką mutacji w genie BRCA1. W zdrowym organizmie gen ten pełni funkcję czujnego strażnika – naprawia uszkodzenia DNA i blokuje niekontrolowane podziały komórek. Gdy mutuje, strażnik staje się bezbronny, a ryzyko agresywnego nowotworu piersi czy jajnika drastycznie rośnie.
Taka diagnoza zmienia wszystko. Często wymusza radykalne decyzje, jak profilaktyczna mastektomia czy usunięcie jajników, by uprzedzić kolejny atak choroby. Jest to również ważny sygnał dla rodziny.
„To gen-strażnik, który okazuje się dysfunkcyjny. Po prostu nie działa i narzuca bardzo trudne rokowania” – tłumaczy Karolina.
Chociaż Karolina była pierwszą osobą w rodzinie z taką diagnozą, jej przypadek pozwolił objąć opieką bliskich. Choć u jej siostry i kuzynostwa wynik testów był negatywny, wiedza o mutacji dała im bezcenny spokój.
Dieta onkologiczna: Moc buraka kontra presja na mięso
Wątek żywienia w chorobie onkologicznej to pole bitwy między tradycją a nowym podejściem. Karolina, będąca weganką, spotkała się z silną presją ze strony lekarzy. Sugerowano jej powrót do jedzenia mięsa i ryb, obawiając się, że bez białka zwierzęcego jej morfologia nie wytrzyma wyniszczającej chemioterapii. Każdy spadek parametrów krwi to ryzyko przesunięcia wlewu, co daje nowotworowi czas na regenerację.
Karolina postanowiła jednak zaufać swojemu organizmowi. Zamiast zmuszać się do produktów odzwierzęcych, postawiła na:
- Intensywną kurację buraczaną (naturalne wsparcie krwiotwórcze),
- Całkowitą rezygnację z cukru i alkoholu,
- Zbilansowaną dietę roślinną.
Efekt? Przez cały proces leczenia jej wyniki krwi były wzorowe, a każda dawka chemii została podana terminowo. To ważny głos w dyskusji: odpowiednio poprowadzona dieta roślinna może być potężnym sprzymierzeńcem, szczególnie w nowotworach hormonozależnych, gdzie nabiał i mięso bywają kontrowersyjne.
„Lekarze namawiali mnie na ryby, martwili się o moją krew. Ja jednak postawiłam na buraki i rośliny. Okazało się, że miałam lepsze wyniki niż wielu pacjentów na tradycyjnej diecie” – wspomina.
Jak (nie) wspierać? Lekcja empatii bez histerii
Wspieranie chorego to sztuka, której rzadko nas uczą. Karolina Skiba wskazuje na najczęstszy błąd bliskich: przerzucanie własnego przerażenia na pacjenta. Histeria, nieustający płacz i patrzenie na chorą osobę jak na „chodzący wyrok” to dla niej dodatkowy, psychiczny ciężar.
Pacjent, widząc rozpacz rodziny, zamiast skupić się na zdrowieniu, zaczyna czuć się winny i traci resztki sił na pocieszanie innych. Prawdziwe wsparcie to:
- Obecność i normalność – rozmowa o świecie poza chorobą.
- Zadaniowość – ugotowanie obiadu, wspólny spacer, logistyka.
- Spokój – bycie „kotwicą”, a nie kolejnym powodem do stresu.
„Najgorsze jest, gdy ktoś przy tobie histeryzuje. Czujesz się wtedy winny, że masz tego raka. Najważniejsze to po prostu być, wspierać i dawać normalność” – podsumowuje Karolina.
Całej rozmowy z Karoliną Skibą o jej drodze do zdrowia i doświadczeniach z systemem medycznym możesz posłuchać na kanale Pacjenci.pl.