NFZ tnie stawki za badania. Pacjenci onkologiczni w pułapce nowych limitów
Wydłużenie kolejek, w niektórych miejscach wstrzymane zapisy na rezonans i tomografię oraz niepewność wielu pacjentów – to pierwsze efekty nowej polityki finansowej NFZ, która weszła w życie 1 kwietnia. Onkofundacja Alivia alarmuje, że obniżenie stawek za tzw. nadwykonania zmusza szpitale do reglamentowania diagnostyki, co uderza w osoby z podejrzeniem nowotworu. Choć urzędnicy zapewniają o bezpieczeństwie chorych, dane z niektórych placówek medycznych pokazują co innego.
- NFZ płaci tylko 50-60% stawki za badania ponad limit, co zmusza szpitale do wstrzymywania zapisów
- Brak terminów na rezonans i tomografię paraliżuje diagnostykę i opóźnia wykrywanie nowotworów w kraju
- Najbardziej cierpią pacjenci bez karty DiLO, którzy przez kolejki miesiącami czekają na diagnozę
Nowe przepisy o finansowaniu budzą niepokój pacjentów
Wprowadzone z początkiem kwietnia zmiany w zasadach finansowania diagnostyki obrazowej oraz endoskopowej wywołały natychmiastową reakcję placówek medycznych w całym kraju. Choć Ministerstwo Zdrowia oraz Narodowy Fundusz Zdrowia uspokajają opinię publiczną, pierwsze dni obowiązywania nowego zarządzenia przyniosły sygnały o wstrzymywaniu zapisów na kluczowe badania. Onkofundacja Alivia, która poprzez swój autorski program Onkoskaner na bieżąco monitoruje dostępność świadczeń medycznych, alarmuje, że rzeczywistość pacjentów drastycznie mija się z urzędowymi obietnicami. Nowe regulacje uderzają przede wszystkim w rentowność szpitali, co zmusza dyrektorów placówek do drastycznego hamowania przyjęć w obawie przed utratą płynności finansowej.
- Pierwsze sygnały z placówek pokazują, że nasze obawy były uzasadnione. Widzimy wydłużanie się terminów, brak nowych grafików, a w części miejsc całkowite wstrzymanie zapisów. To oznacza, że pacjenci już odczuwają skutki oszczędności wprowadzonych przez NFZ – mówi Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych z Onkofundacji Alivia.
Powrót do przeszłości czyli ukryte limity finansowe NFZ
Mechanizm, który zaczął obowiązywać 1 kwietnia, mocno zmienia zasady w polskiej diagnostyce. Zgodnie z nowym zarządzeniem Prezesa NFZ, badania wykonane ponad limit określony w kontrakcie nie będą już opłacane w stu procentach. W przypadku tomografii komputerowej oraz rezonansu magnetycznego Fundusz zwróci szpitalom jedynie 50 proc. ustalonej stawki. Gorzej sytuacja wygląda w obszarze gastroskopii i kolonoskopii, gdzie refundacja nadwykonań wyniesie 60 proc. Eksperci Onkofundacji Alivia nie mają wątpliwości, że jest to de facto powrót do systemu limitowania świadczeń, który obowiązywał przed 2019 rokiem i generował gigantyczne kolejki.
- Takie przykłady tylko potwierdzają, że to są właśnie te mechanizmy, przed którymi ostrzegaliśmy: placówki zaczynają hamować przyjęcia, bo nie wiedzą, czy wykonane badania będą finansowane. Dla pacjenta oznacza to jedno – więcej niepewności i dłuższe czekanie na diagnozę – podkreśla Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.
Szpitale, których koszty operacyjne stale rosną, nie mogą pozwolić sobie na wykonywanie badań poniżej kosztów, co w prosty sposób przekłada się na zamykanie grafików dla osób ubezpieczonych.
Rejestracje odmawiają terminów ze względu na obostrzenia
Praktyczne skutki decyzji płatnika są widoczne niemal natychmiastowo w systemach rejestracji. Pracownicy Onkofundacji Alivia, prowadząc monitoring w ramach Onkoskanera, dotarli do placówek w Łodzi oraz na Lubelszczyźnie, gdzie pacjenci odbijają się od zamkniętych drzwi. W jednej z łódzkich placówek terminy na rezonans i tomografię nagle uległy znacznemu wydłużeniu, mimo wcześniejszej dobrej przepustowości. Z kolei w województwie lubelskim pacjenci starający się o termin gastroskopii czy kolonoskopii usłyszeli wprost, że zapisy zostały całkowicie wstrzymane ze względu na nowe obostrzenia limitowe. Rejestratorki informują chorych, że ewentualne wznowienie zapisów nastąpi dopiero w czerwcu, o ile sytuacja finansowa na to pozwoli. Taka blokada diagnostyki na poziomie powiatowym i wojewódzkim paraliżuje proces wykrywania chorób nowotworowych na ich wczesnym etapie.
Pacjenci bez karty DiLO najbardziej narażeni na zwłokę
Oficjalna narracja NFZ opiera się na argumencie, że pacjenci z Kartą Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO) są bezpieczni i dla nich nic się nie zmienia. Onkofundacja Alivia wskazuje jednak na potężną lukę w tym rozumowaniu, która dotyczy tysięcy Polaków. Ogromna część chorych zaczyna swoją drogę u lekarza pierwszego kontaktu lub specjalisty, a kartę DiLO otrzymuje dopiero wtedy, gdy badanie obrazowe potwierdzi podejrzenie nowotworu. Jeśli tomografia czy rezonans są niedostępne, pacjent nie może wejść na szybką ścieżkę onkologiczną, bo brakuje dowodu na chorobę. Podobny problem dotyczy osób, które zakończyły już aktywne leczenie i wymagają regularnych badań kontrolnych. Dla nich brak terminów oznacza życie w ciągłym stresie i ryzyko przeoczenia wznowy choroby w momencie, gdy jest ona jeszcze wyleczalna.
Alivia domaga się pilnych wyjaśnień od Ministerstwa Zdrowia
Skala problemu skłoniła Onkofundację Alivia do podjęcia zdecydowanych kroków prawnych i administracyjnych. Organizacja skierowała oficjalne pisma do Minister Zdrowia, Ministra Finansów oraz Sejmowej Komisji Zdrowia, domagając się natychmiastowego ujawnienia planowanych oszczędności i ich realnego wpływu na zdrowie obywateli. Fundacja podkreśla, że statystyki Onkoskanera będą w najbliższych tygodniach kluczowym dowodem w dyskusji o wydolności systemu. Pacjenci nie mogą stać się ofiarami szukania oszczędności w budżecie państwa, zwłaszcza w obszarze tak krytycznym jak diagnostyka. Alivia zapowiada, że będzie dokumentować każdy przypadek odmowy zapisu, aby pokazać opinii publicznej i decydentom, że system ochrony zdrowia w Polsce ponownie zaczyna zmierzać w stronę wielomiesięcznego wyczekiwania na podstawowe badania.