Zanieczyszczenia i alergeny znad Afryki. Co dokładnie znajduje się w pyle saharyjskim?
Gdy niebo przybiera mętny, żółto-pomarańczowy odcień, a karoserie samochodów pokrywają się warstwą drobnego osadu, zazwyczaj traktujemy to jako zwykłą anomalię pogodową. Pył z Sahary, który coraz częściej dociera nad Europę, to jednak coś znacznie więcej niż tylko brudne okna. Z medycznego punktu widzenia to potężne wyzwanie dla naszego zdrowia, a naukowcy ostrzegają: wdychanie go może prowadzić do poważnych konsekwencji, zwłaszcza dla osób z chorobami przewlekłymi.
Wielu z nas myśli o pyle saharyjskim jak o zwykłym piasku z plaży. Tymczasem z perspektywy toksykologii to wysoce inwazyjny aerozol atmosferyczny. Składa się on głównie z bardzo drobnych cząsteczek, które z łatwością penetrują nasz układ oddechowy. W tej chmurze znajdziemy nie tylko dwutlenek krzemu (którego ostre krawędzie mechanicznie drażnią nasze śluzówki), ale również tlenki żelaza i glin.
Co gorsza, pył ten podczas swojej transkontynentalnej podróży działa jak potężna gąbka i transportowiec. Zanim dotrze do Polski, przelatuje nad uprzemysłowionymi rejonami basenu Morza Śródziemnego, wchłaniając chemiczne zanieczyszczenia. Zabiera ze sobą również mikroskopijnych „autostopowiczów” – zarodniki afrykańskich grzybów, bakterie i pyłki roślinne, które potrafią przetrwać ten długi lot i wywołać u nas silne reakcje alergiczne.
Pył znad Sahary – zagrożenie dla serca i płuc
Europejskie badania populacyjne, takie jak szeroko cytowany projekt MED-PARTICLES, dostarczają niepodważalnych dowodów na to, że dni z wysokim stężeniem pyłu saharyjskiego bezpośrednio korelują ze wzrostem ogólnej śmiertelności oraz lawinowo rosnącą liczbą wizyt na oddziałach ratunkowych. Nasz organizm reaguje na ten opad natychmiastowo.
Mechaniczne podrażnienie oskrzeli przez krzemionkę u osób w pełni zdrowych wywoła zazwyczaj jedynie suchy kaszel, drapanie w gardle czy uciążliwe zapalenie spojówek. Dramat zaczyna się jednak u pacjentów obciążonych chorobami układu oddechowego. Inhalacja pyłu i niesionych przez niego alergenów prowadzi do gwałtownego skurczu oskrzeli. U chorych na astmę oskrzelową lub Przewlekłą Obturacyjną Chorobę Płuc (POChP) stan zapalny potrafi w ciągu 24 godzin zablokować mechanizmy oczyszczania płuc, często kończąc się silną dusznością, koniecznością wezwania pogotowia i wdrożenia sterydoterapii.
Najdrobniejsza frakcja pyłu saharyjskiego (PM2.5) potrafi jednak pójść o krok dalej – przenika z płuc bezpośrednio do naszego krwiobiegu. Wywołuje tam ogólnoustrojowy stan zapalny i stres oksydacyjny, który uszkadza śródbłonek naczyń krwionośnych i zwiększa lepkość krwi. Dla pacjentów kardiologicznych to tykająca bomba, która radykalnie zwiększa ryzyko incydentów takich jak ostre zawały serca, nagłe udary niedokrwienne mózgu czy groźne migotanie przedsionków, szczególnie u osób w podeszłym wieku.

Sahara kontra polski smog. Co wpływa na zdrowie gorzej?
To jedno z najczęstszych pytań w gabinetach lekarskich: czy taka saharyjska chmura jest gorsza od naszego zimowego smogu? Odpowiedź toksykologiczna jest złożona. Mikrogram do mikrograma, klasyczny smog powstały ze spalania węgla i śmieci jest bardziej toksyczny. Zawiera on rakotwórczy benzo(a)piren, metale ciężkie i przeważa w nim najdrobniejsza, najbardziej niebezpieczna frakcja pyłów. Działa mutagennie i onkologicznie, niszcząc nas powoli przez całe lata.
Pył saharyjski ma jednak inną niszczycielską moc – uderza gwałtownie. Jego przewlekła toksyczność jest niższa, ale podczas intensywnej burzy piaskowej stężenie pyłu PM10 w powietrzu potrafi w kilka godzin przekroczyć normy WHO o kilkaset procent. Tak gigantyczna, uderzeniowa dawka nawet „mniej toksycznego” pyłu mineralnego wywołuje w ciele ostry szok fizjologiczny. Z punktu widzenia lekarza na oddziale ratunkowym, silny napływ pyłu z Sahary może być dla pacjenta z chorym sercem lub astmą równie śmiertelny, co najgorszy grudniowy dzień smogowy w centrum dużego miasta.
Jak przetrwać afrykański opad i chronić siebie i bliskich?
Świadomość to nasza najlepsza broń. Kiedy Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) ostrzega o wysokich stężeniach pyłów ze względu na napływ mas znad Afryki, musimy potraktować to tak samo poważnie, jak alarm smogowy. Najważniejszym krokiem jest fizyczne ograniczenie ekspozycji. To zdecydowanie nie jest czas na wiosenne bieganie, intensywną jazdę na rowerze czy długie spacery z dziećmi. Powinniśmy zostać w domach i zamknąć okna, a powietrze w pomieszczeniach oczyszczać za pomocą urządzeń wyposażonych w filtry HEPA, które świetnie radzą sobie z wyłapywaniem nie tylko pyłu mineralnego, ale i przyniesionych przez niego grzybów.
Jeśli musimy wyjść z domu, zwykła maseczka bawełniana lub chirurgiczna na nic się nie zda – zatrzyma ją dopiero szczelnie przylegająca półmaska filtrująca klasy FFP2 lub FFP3. Osoby chorujące przewlekle muszą w tych dniach wykazać się żelazną dyscypliną: rygorystycznie przyjmować leki wziewne, kontrolować ciśnienie krwi i mieć zawsze pod ręką inhalatory ratunkowe. Pył znad Sahary to nie tylko malownicze zachody słońca, to realne zagrożenie medyczne, którego nie wolno nam lekceważyć.
Źródło:
- Associations between Fine and Coarse Particles and Mortality in Mediterranean Cities: Results from the MED-PARTICLES Project
- Short-term effects of particulate matter constituents on daily hospitalizations and mortality in five South-European cities